W niedzielę wybraliśmy się do zamku Ardigillan niedaleko Skerries, czyli niedaleko nas.
Było to już nasze drugie podejście. Pierwsze było tydzień temu. Wtedy to pojechaliśmy pociągiem do Skerries, przeszliśmy na drugi peron i wróciliśmy do Malahide. Powód: lało jak cholera. Oczywiście w Malahide nie padało…
Do zamku można dojechać autobusem z centrum Dublina, ale my stwierdziliśmy że nie jesteśmy mięczaki co to jeżdżą autobusami. Google maps wytyczyło nam trasę pieszą, która trwać miała około godziny. No to czemu nie, przejść się można. Google maps nie pokazało jedynie że jest to bardzo wąska droga bez chodnika, po której mkną samochody. Było dość niebezpiecznie, do tego stopnia że raz wylądowałam w pokrzywach bo pani kierowca prawie nas przejechała. (co mi przy okazji przypomina że dowiedziałam się dzisiaj iż w Irlandii nie ma obowiązku posiadania trójkąta ani gaśnicy w samochodzie, te i inne kwiatki wyjaśniają czemu kierowcy są jacy są a ja potem ląduję w pokrzywach)
OK, doszliśmy w końcu do zamku – ja miałam bąble tu i tam z pokrzyw – przypominam. Widok jaki ukazał się naszym oczom był fascynujący. Przed nami w dole zamek, a za nim w tle ocean! Gdy się tak zachwycaliśmy zamkiem i robiliśmy fotosy jak japońscy turyści podeszła do nas mała dziewczynka i powiedziała “dzień dobry”. Była Polką. Następnie powiedziała nam “to jest zamek mojego Taty’. Odpowiedziałam jej na to: “a to wspaniale, a który to Twój pokój”. Mała dziewczynka odpowiedziała “w Swords“. Dla nie wtajemniczonych podaję że Swords to dzielnica Dublina.
:):)
Zamek obeszliśmy z każdej strony, powłóczyliśmy się po ogrodach. Różany ogród pewnie cudny w rozkwicie, ale akurat o tej porze roku róże już są kaputt, tak więc ogród wydał się przeciętny. No, ale ku naszej największej radości był tam ogród warzywny. Z pietruszką, buraczkami, rabarbarem i selerem. Aż zdjęcia zaczęłam robić pietruszce ze wzruszenia. I seler chciałam wyrwać, bo to był taki nasz polski z jadalnym korzeniem. A trzeba Wam wiedzieć ze jadalny korzeń selera nie jest spotykany w Irlandii…a tęsnki się za surówką z korzenia selera z jabłkiem
Wracaliśmy już autobusem, nie chcąc sie narażać na kolejne zepchnięcie w pokrzywy. Dzięki temu nauczyliśmy się kilku kolejnych rzeczy:
zawsze zabieraj ze sobą komórkę jak wychodzisz
nie na każdym przystanku autobusowym jest rozkład jazdy, dlatego też warto byłoby mieć wyzej wymienioną komórkę aby sprawdzić połączenia
autobus do/z zamku w niedzielę jeździ raz na półtorej godziny
Irlandczycy nie biorą na stopa (stwierdzone po półtoragodzinnym badaniu opinii publicznej)
Tomek z nudów może zrobić 60 pompek przy głównej ulicy
Irlandczycy nie zatrzymują się na stopa jak widzą że ktoś robi pompki przy głównej ulicy
Zdjęcia z wyprawy
| Moze Cie tez zainteresowac | ||
![]() |
![]() |
![]() |
| Segovia | Powerscourt | Mount Stewart |
















Najnowsze komentarze