Strona główna

Paryż a raczej Wersal, dzień V

Dodaj komentarz


Dzień V i ostatni

W ostatni dzień wybraliśmy się do Wersalu. Hm, może nie trzeba było. Najpierw był problem z dotarciem na miejsce. Do Wersalu jedzie się takim pociągiem podmiejskim. Stacja z której chcieliśmy jechać była zamknięta więc musieliśmy jechać na inną stację. Ale za to jak już wsiedliśmy do wersalskiego pociągu wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Bo pociąg był taki fajny, dwupiętrowy!

Na stacji jak i w pociągu tłumy ludzi. A jak wyszliśmy ze stacji to nie mieliśmy problemu z tym w którą stronę się kierować. Po prostu ruszyliśmy za tą olbrzymią pielgrzymką. Nie wiem jak nam się udało czasem zrobić jakieś zdjęcia bez tłumów w tle.
Dużo ludzi wszędzie, w ogrodach, w pałacu i do tego upał. Zdążyliśmy już zapomnieć jak wygląda prawdziwe lato. ;) Ciężko było cieszyć się tym pobytem gdy wokoło była masa ludzi. Próbowałam sobie wyobrazić to miejsce w ciszy i spokoju z przyjęciami na łódkach na wodzie. Nie wychodziło mi to za bardzo. Masa ludzi wybitnie mnie zniechęciła. W sumie nie ma się co dziwić, pałac podobno mieści 20 tysięcy osób.


Po powrocie z Wersalu już nie zostało nam zbyt dużo czasu. Po prostu jedzonko i na lotnisko..Trzy razy sprawdzano nam bilet i dokumenty na francuskim lotnisku. Nie ma to jak w Irlandii ;) ;)


View Larger Map
Moze Cie tez zainteresowac
Paryż II Segovia Provins

Paryż a raczej Provins, dzień IV

Dodaj komentarz

Dzień IV – Spędzony w większości poza Paryżem.

11 sierpnia to nasza II rocznica ślubu. Chcieliśmy ją spędzić gdzieś poza zgiełkiem Paryża i wybraliśmy się do urokliwego miasteczka Provins

Miasteczko jest czarodziejskie i dzięki świetnie zachowanej średniowiecznej zabudowie, znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Do miasteczka jedzie się ponad godzinę pociągiem z Paryża. Stacja oraz  informacja turystyczna znajdują się na drugim końcu miasteczka. Na szczęście miasteczko ma bardzo dobrą stronę internetową na której to znaleźliśmy mapę z atrakcjami turystycznymi mogliśmy więc spokojnie sobie zwiedzać bez wsparcia IT.

Piękne rzeczy do zobaczenia:

  1. kościół świętego Ayoul  – z XI wieku
  2. Dzwonnica Notre-Dame-du-Val
  3. kościół św. Krzyża
  4. Plac du Chatel
  5. kościół Saint-Quiriace Collegiate
  6. Wieża Cezara
  7. Mury Obronne i Wieże
  8. i mnóstwo innych średniowiecznych zabudowań, łącznie z domami w których ludzie mieszkają do dziś
  9. Różany ogród

Znów się nachodziliśmy sporo, ale nie narzekaliśmy. Czuliśmy się jak w bajce. Cudnie średniowiecznie wokół, w miejscach turystycznych ludzie ubrani w szaty średniowieczne, sklepiki pełne pachnących, kolorowych przypraw…nawet spotkałam małą księżniczkę spacerującą po ulicy (na zdjęciu powyżej)

Oprócz średniowiecznej atmosfery Provins promuje się dzięki swoim ogrodom różanym i różnym wyrobom z tychże róż. Można więc nabyć cukierki różane, wino różane, jakiś słodkie różane przysmaki (zdjęcie poniżej) nalewki a nawet różaną musztardę. Ja za to zjadłam naleśnika na słodko z różaną konfiturą.

Naleśniki w Provins (a może w całej Francji) to też osobny temat. Na lunch zjedliśmy dwa naleśniki – jeden typowo obiadowy, drugi deserowy czyli na słodko. Ten na słodko był z takiego ciasta jak my znamy czyli na bazie mąki pszennej. Natomiast ten obiadowy był zrobione na mące jęczmiennej. Bardzo ciekawie smakował i chyba czasem pokusimy się zrobić takie naleśniki w domu.

Zbliżał się wieczór ale bajka jeszcze się nie skończyła. Przecież to nasza rocznica! Wróciliśmy do Paryża i po szybkim odświeżeniu się poszliśmy na zaplanowaną, romantyczną kolację do restauracji na Champs-Elysees..

Zamówiliśmy wino i Tomek wziął się na odwagę i poprosił ślimaki na przystawkę. Ja za to spokojnie zamówiłam francuską zupę cebulową. Na danie główne Tomek poprosił coś typowo francuskiego. Ja natomiast kurczaka z makaronem. I oto z czego się składało typowo francuskie danie Tomka:

  • Kiszona kapusta na ciepło (coś jak w naszym kapuśniaku)
  • Kaszanka
  • Golonko
  • Smażone ziemniaki
  • Parówka drobiowa (jak polska)
  • Kiełbaska typu churizo

Za to mój francuski kurczak to było udko ugotowane (jak z rosołu) a podany do niego makaron był taki jak nasz rosołowy. Ale mieliśmy ubaw na tej bardzo francuskiej kolacji. Na dodatek szef sali nakładając Tomkowi danie na talerz oblał Jego spodnie gorącym wywarem kapuścianym. ;) Ale zachował się w pełni profesjonalnie ;) – nakrzyczał (!) na innego kelnera że ma przynieść gorącą wodę i oczyścił spodnie Tomka, po kilku chwilach nie było widać żadnej plamy. Ponadto dostaliśmy szampana gratis w ramach przeprosin. Więc w sumie nie skarżymy się.

Jednakże nasze dania, w porównaniu do dania Francuzów siedzących obok, nie były niczym nadzwyczajnym. Pan zamówił na przystawkę ślimaki. Ale nie takie jak Tomek – winniczki tylko takie morskie. To były takie małe pozwijane muszle jaki znajdujemy u nas nad morzem w Malahide. Miał ich całe mnóstwo i te muszle były różno-kolorowe. Ślimaki te były podane na półmisku z lodem. Natomiast wybór Francuzki siedzącej obok pobił wszystkie dania świata. Na danie główne pani zamówiła….serce. Było podane takie wielkie z widocznymi żyłami odchodzącymi od niego. To było traumatyczne przeżycie. A ta pani była taka malutka, filigranowa i jadła to serce ze smakiem. Ogólnie miałam wrażenie że ta para Francuzów dobrze się bawiła naszą reakcją i specjalnie zamówiła te dania żeby „zaszokować trochę cudzoziemców”. Bo co najlepsze tych dań nie było w menu. Jak pan jadł te morskie ślimaki widział nasze miny. I pewnie wtedy sobie mówili „zobaczysz jakie miny zrobią jak zobaczą serce”. Niestety, nie zrobiłam im zdjęć bo uważałam to za mega obciach, ale teraz żałuję. Wrzuciłabym to serce tutaj jako zdjęcie główne!


View Larger Map
Moze Cie tez zainteresowac
Paryż I Paryż II Paryż III

Paryż, dzień III

Dodaj komentarz


Dzień trzeci w Paryżu

Miał się zacząć od Muzeum D’Orsay. Po przybyciu na miejsce okazało się że w poniedziałki jest nieczynne, pomimo że sprawdzaliśmy na necie i nic nie było o tym mowy. No cóż, ruszyliśmy dalej naszą bardzo turystyczna trasą:

1. most Aleksandra III
2. Mały Pałac (Petit Palais)
3. Duży Pałac (Grand Palais)
4. Aleja Pól Elizejskich (Avenue des Champs-Elysees)
5. Łuk Triumfalny
6. Wieża Eiffla
7. Pałac Inwalidów
8. dzielnica Montmarte

wiem, wiem. Strasznie dużo jak na jeden dzień. Pewnie gdyby muzeum D’Orsay byłoby czynne, nie wyrobilibyśmy się z tym wszystkim.
Słońce pięknie nas grzało a my biegaliśmy od miejsca do miejsca.


Ciekawostki:
Łuk Triumfalny zmienia kolor w zależności od tego jak/czy słońce go oświetla (tak jak na zdjęciu poniżej)
• Metalowa konstrukcja Grand Palais podtrzymująca szklany dach waży podobno więcej niż Wieża Eiffla!!!
• Czekanie w kolejce na wieżę Eiffla w szczycie turystycznym trwa prawie 2h, kolejka do toalety jest prawie taka sama
• Anglik który stara się mówić po francusku, w kafejce i tak kupuje muffinki i coca-colę ;)
• Francuzi (prywatnie) nie tolerują aby muzułmanki nosiły chusty. Podsłuchałam rozmowę Francuza z kumplem obcokrajowcem…oj dosadnie było..
• Gdyby nie tłumy turystów, Montmarte byłby najbardziej czarownym miejscem Paryża
• Lunch w podobno najdroższej dzielnicy Paryża i tak jest tańszy niż w Dublinie


Poza tym mamy nowych znajomych w Paryżu. Tym razem nie poszliśmy z nimi na kawę ale na wódkę… Ale to ich pomysł!
Wieczorem poszliśmy na winko i coś lekkiego do zjedzenia. Właściciel knajpki polecił nam paterę serów i wędlin jako przekąskę do wina. Poszły więc 2 karafki wina, oraz różne sery pleśniowe…w tym bardzo pleśniowe. A te różne wędliny to były: taki nasz pasztet, taka jakby włoska szyneczka prosciutto, taka kiełbaska jakby hiszpańska chorizo i taki kawałek jakby naszej konserwy turystycznej! Aaa, i do tego jeszcze były małe ogóreczki konserwowe. Hmm, kuchnia francuska jest bardzo wykwintna!
Jak byliśmy w trakcie drugiej karafki to zaprzyjaźniliśmy się ze stolikiem obok. (oni byli w trakcie któregoś z kolei piwa). No i kazali nam – swoim przyjacielom Polakom – wypić drinka zwanego „orgasmic”. Była to wódka (chyba z wodą bo słaba) z malinką. Pije się taką wódkę i na koniec zjada ze smakiem malinkę. Po przyjaznym wypiciu wódeczki z naszymi Francuzami i po ostatnim kęsie “konserwy turystycznej” stwierdziliśmy że jednak nie mamy takiej głowy do wódki… jak Francuzi i że czas wyspać się przed kolejnym dniem.


View Larger Map
View Larger Map
Moze Cie tez zainteresowac
Paryż Wersal Segovia

Paryż, dzień II

Dodaj komentarz

Drugi dzień zaczęliśmy ambitnie od Louvru, aby jak to Tomek powiedział pójść do muzeum z rana, póki jeszcze człowiek ma wypoczęty umysł. O rozmiarach kolejki po bilet oraz tłumach zasłaniających rzeźby i obrazy nie będę pisać. Wstawię tylko jedno zdjęcie.

….

….

A potem poszliśmy zobaczyć/zwiedzić bardzo dużo miejsc, ale wymienię te najbardziej znane:

Ogrody Tuileries (Jardin des Tuileries) – ciągnące się od Louvru do Placu Zgody (Place de la Concorde)
Bulwar St Germain
Kośćiół St-Germain-des-Pres (najstarszy w Paryżu bo z 542 roku). Znajduje tu się serce króla Jana II Kazimierza Wazy, gdyż był opatem tego kościoła

Pałac Luksemburski i Ogrody Luksemburskie


Nasze wrażenia:
1. Jak Kowno na Litwie jest miastem dziwnych i wesołych rzeźb tak Paryż jest miastem krzeseł. Wszędzie w parkach, na skwerkach są krzesła. Mase ludzi na nich siedzi i to w taki sposób że biorą dwa krzesła, aby móc na drugim krześle położyć nogi. Oooo, jakie to relaksujące. Jesteś zmęczony i siadasz sobie na krześle. Chcesz pogadać ze znajomym, siadacie w cieniu na krzesłach. Chcesz się zdrzemnąć słuchają muzyki (takich też widzieliśmy) też siadasz na krzesłach.
2. Fajnie przejechać samochodową rykszą z Placu Zgody poprzez Bulwar St Germain. Frajda niesamowita szczególnie w upalny dzień
3. Alzacki słodki przysmak sprzedawany na targu to nic innego jak nasze polskie kokosanki. Natomiast alzackie precle to takie nasze krakowskie tyle że cholernie słone. Bo zdrapaniu wielkich ziaren soli smakują już zupełnie jak krakowskie.
4. Le poisson du jour – czyli „ryba dnia” na lunch w Louvrze to nie jest najlepszy wybór.
5. Deser to już o wiele lepszy wybór.
6. Wszystkie drogi prowadzą na kawę. Pewne bardzo miłe, starsze małżeństwo pomogło nam gdy zapytaliśmy o drogę. Po 20 minutach od tego wydarzenia zdecydowaliśmy się na szybką kawkę. We Francji stoliki w kafejkach są tak blisko siebie, że w sumie wydaje się że wszyscy siedzą razem. Kto się przysiadł do nas? No właśnie Ci starsi Państwo. Pośmialiśmy się razem, ja dałam Pani chusteczkę higieniczną gdy nie mogła znaleźć serwetki. Jednym słowem, mamy już znajomych w Paryżu!
7. W Ogrodzie Luksemburskim na stawie można puszczać takie małe specjalne łódeczki z żaglami, które można „sterować” kijkami lub dmuchnięciami i w ten sposób urządzać wyścigi.
8. Małe golaski – dzieci kąpią się w mini basenikach w Ogrodzie Luksemburskim i nikomu to nie przeszkadza ani nie pozbawia uroku ten wypielęgnowany, elegancki ogród.


View Larger Map
Moze Cie tez zainteresowac
Paryż I Paryż II Wersal

Paryż

Dodaj komentarz

Z okazji naszej drugiej rocznicy postanowiliśmy skoczyć na kilka dni dni do Paryża….

I dzień naszego pobytu w Paryżu (08.08.2009) zaczęliśmy od poznawania dzielnicy Le Marais (bo tam też był nasz hotel) jak i dzielnicy/ małej wyspy Ile De La Cite.

Oczywiście wszędzie tłumy turystów, ale jak mówię tłumy to mam na myśli takie tłumy, że łatwo się wśród nich zgubić. Poza tym, pierwsze wrażenia: Francuzi się zmienili. Są życzliwi i pomocni. No i ta ich mała mocna kawa! Pokochałam ją bardzo, stawia na nogi w 10 sekund a pije się ją w 5!

„Zaliczyliśmy” wszystkie turystyczne miejsca oraz poszliśmy do Muzeum Picassa.


Nie będę pisać o miejscach typowo turystycznych bo to może być nużące, skupię się na ciekawostkach:
• Wszechobecne leżaki i parasole wzdłuż Sekwany. Każdy może się tam zrelaksować i spędzić przyjemnie tyle czasu ile chce. Niby jest się w dużym mieście, a niby jednak nie.


• Za tymi leżakami specjalne dmuchawo – zraszacze dla ludzi. Rewelacyjny pomysł aby się ochłodzić. Te zraszacze nie były tylko zresztą przy Sekwanie, ale wszędzie tam gdzie były duże skupiska ludzi (np. również pod wieżą Eiffla)


• Rowery dla mieszkańców (oraz turystów). Stoją sobie w długich rządkach na ulicach i są przymocowane do stojaków za pomocą takich jakby magnesów. Z tego co się orientujemy to chyba trzeba wykupić specjalny abonament i można z nich korzystać. Świetna sprawa, bierzesz rower wtedy kiedy potrzebujesz, niezależnie od tego gdzie mieszkasz/jesteś i o odstawiasz go tam gdzie Ci wygodnie.


• Francuzi jedzą kaczkę przygotowaną „medium”. Tylko że to ich „medium” bardziej mi odpowiada naszemu „rare” (krwista). Tomek zjadł więc kaczkę a Kasia zjadała danie które zamówił Tomek. Kurczak z makaronem był pyszny.


View Larger Map
View Larger Map
Moze Cie tez zainteresowac
Paryż III Mount Stewart Galway