Kolejnym pięknym ale niezbyt znanym miejscem są urwiska zwane Slieve League (czyli Szare Góry). Wiedzie do nich stroma, kręta droga, po której jazda i widoki są już niesamowitą zapowiedzią do uczty dla ducha jaka czeka nas po dotarciu do klifów. Ale po kolei. My do Slieve League jechaliśmy od strony uroczego miasteczka portowego Killybegs.
Minęliśmy po drodze kilka plaż oznaczonych „niebieską flagą”. To program dzięki któremu plaże są oceniane pod względem czystości, bezpieczeństwa, środowiska naturalnego itp. i najlepsze dostają znaczek Niebieskiej Flagi. Widząc te piękne piaszczyste plaże aż chciałoby się pójść popływać…gdyby nie pogoda. No tak, ale pogoda była wtedy piękna – 25 stopni, słonecznie i nie padało. To był fenomen takich kilku dni w Irlandii i nawet najstarszy na wyspie Paddy nie pamiętał takiej pogody. Mimo wszystko wody Atlantyku wydają się za zimne na kąpiele morskie.


Pete McCarthy, autor fantastycznej książki o Irlandii, „Bar McCarthy’ego” stwierdził że pogoda w Irlandii jest przekleństwem ale i błogosławieństwem dla tej wyspy. Błogosławieństwem gdyż dzięki niej, Irlandia wciąż jest piękna i dziewicza a nie zadeptana i umęczona przez hordy turystów. W chwilach gdy podziwiam piękno natury irlandzkiej i gdy towarzyszy temu słoneczne niebo, zawsze przypominają mi się te słowa McCarthy’ego.
Do urwisk Slieve League można podjechać na parking położony zaraz przy nich – ale to żadna frajda. My zaparkowaliśmy przed wjazdem na drogę do urwisk i przeszliśmy się. Warto było – widoki nieziemskie, przepiękne, zielone urwiska malowniczo wpadające do Atlantyku. Po urwiskach wesoło hasają sobie owieczki. Droga jest kręta i wietrzna. Mijamy jeziorko, zrujnowaną napoleońską wieżę strażniczą wystawioną w najbardziej niebezpiecznym miejscu.


Po którymś z kolei zakręcie naszym oczom ukazują się kolorowe urwiska Slieve League, mienią się kolorem czarnym, brązowym i pomarańczowym. Osiągają 600 metrów wysokości i przytłaczają ogromem. U podnóża urwisk, fale Atlantyku rozbijają się o skały wystające z oceanu. Z wysokości na której jesteśmy te fale wydają się tylko nic nie groźnymi bryzami. Dopiero przez lornetkę lub zoom aparatu widać że są to wielkie fale i ogrom klifów robi wtedy jeszcze większe wrażenie. Urwiska Slieve League to podobno najwyższe tego typu klify w Europie. Nie lada wyzwaniem jest dróżka, która grzbietem klifów prowadzi na ich wierzchołek. Dróżka ta nazwana jest One Man’s Path (Ścieżka Jednego Człowieka) gdyż miejscami ma szerokość 60 cm. Nie wolno nią iść gdy jest bardzo wietrznie lub mokro. Warunki pogodowe były idealne ale ja miałam zawroty głowy od samego spoglądania na nią. Wrażeń starczyło mi na długo i zdecydowanie wolałam wrócić spacerkiem do samochodu, spoglądając na wesołe owieczki niż wdrapywać się na te groźne klify.
View Larger Map
Więcej moich zdjęć Slieve League tutaj
| Moze Cie tez zainteresowac | ||
![]() |
![]() |
![]() |
| wyspa Achill | wisząca kładka | The craic |








Najnowsze komentarze