Strona główna

Inishmore, Wyspy Aran

Dodaj komentarz

Wyspy Aran, które  na dzień dzisiejszy zamieszkuje około 850 osób, są symbolem surowego krajobrazu oraz gaelickojęzycznej Irlandii. Trzy wyspy w pobliżu zatoki Galway to Inishmore – największa (Inis Mor) , Inishmaan (Inis Meain) – średnia oraz Inisheer (Inis Oirr) – najmniejsza. Krajobraz wysp jest niezwykły i niespotykany nigdzie indziej w Irlandii. Powierzchnia wysp wygląda jak przeczesany grzebieniem asfalt. A tak naprawdę to wapienie, które swój kształ zawdzięczją silnym wiatrom i falom morskim. Wyspy są całkowicie bezdrzewne a nieliczne małe poletka utworzone są przez człowieka – mieszanina piasku, wodorostów, kompostu i obornika. Murki wokół poletek mają chronić glebę przed wywianiem.

Inishmore jako największa wyspa ma portową miejscowość – Kilronan, przez którą większość turystów dostaje się na wyspę (promy z Galway i Doolin). Na wyspę można też dotrzeć samolotem. Wyspa słynie z kilku rzeczy: krajobrazu, języka, pięlegnowania Gaelic tradycji i z Aran swetrów.  :) Prawdą jest, że ludzie nadal tu mówią po irlandzku (Gaelic). Czekając na prom powrotny mieliśmy okazję posłuchać młodych Irlandczyków mówiących między sobą w tym języku a w sklepach np. włączone jest radio w języku Gaelic. Ponadto, Irlandczycy, którzy chcą się nauczyć swojego języka przyjeżdzają na kursy językowe właśnie na wsypy Aran. Sporo osób odwiedza wyspę aby uczestniczyć w tradycyjnych Irish céilidh czyli w spotkaniach w pubie przy okazji których grana jest irlandzka muzyka ludowa oraz tańczone tradycyjne tańce.

Mówią, że wyspa przypomina muzeum pod gołym niebem z powodu ponad 50 historycznych miejsc  z czasów chrześcijańskich, przedchrześcijańskich oraz celtyckich. Inishmore można zwiedzić busikami (które stają w charakterystcznych miejscach na życzenie) bądź też na rowerach. Oczywiście można też pieszo ale to zbyt długa i nużąca wycieczka – wyspa ma 14,4 kilometra długości. Nie ma problemu z wynajęciem rowerów – wypożyczalni jest sporo, a zaraz po zejściu z promu na ląd w stronę turystów biegną naganiacze z wszytkich wypożyczalni rowerowych. Największą atrakcją Inishmore jest licząca 2000 lat warownia króla Angusa – Dun Aengus. To co dziś z niej zostało to zaledwie około metrowe mury potężnego półkolistego bastionu usytuowanego na krawędzi 100 metrowego klifu. Przed napaścią wroga chronić miał pas na sztorc stojących płyt skalnych. Widok jest zapierający dech w piersiach i osoby z lękiem wysokości lepiej niech nie podchodzą zbyt blisko krawędzi. Link do filmiku.

Ponadto, można zobaczyć tutaj liczne tradycjyne chatki kryte strzechą, które są wciąż zamieszkałe. Swego czasu były one na wyspie budowane blisko siebie tworząc koło. Drzwi były przecięte w połowie, tak aby można otworzyć górną część drzwi tylko, mając dolną wciąż zamkniętą. Taka budowa domów i nietypowe drzwi miały służyć …. kontaktom towarzyskim. Wiatry na wyspie bywały bardzo zimne i dokuczliwe, ludzie więc nie wychodzili z domu a mając maleńkie okna otwierali górną część drzwi i rozmawiali z sąsiadami, których domy były w tym samym kręgu. Mając taką wiedzę łatwiej zrozumieć zamiłowanie Irlandczyków do ścisłej zabudowy i mikroskopijnych ogródków.  :)

Najrzadziej odwiedzana jest średnia wyspa Inish Meain. Jeśli chce się spokojnie i dokładnie zwiedzić wszystkie 3 wyspy, warto zarezerwować sobie na to kilka dni. My spędziliśmy prawie cały dzień na Inishmore a i tak nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkiego…Mamy nadzieję kiedyś jeszcze tam wrócić.

Zdjęcia z lotu ptaka i chatki nie są mojego autorstwa.


View Larger Map
Moze Cie tez zainteresowac
Nublo Rock Dunluce Castle Horn Head

Galway Girl

Dodaj komentarz

…And I ask you, friend, what’s a fella to do
‘Cause her hair was black and her eyes were blue
So I took her hand and I gave her a twirl
And I lost my heart to a Galway girl…


27-28.08.2009 miałam służbowy wyjazd do Galway. O tym co tam robiłam służbowo nie będę nudzić choć i też było wesoło i można by niezłą książkę o tym napisać. Ale na blogu nie o tym ;)
28.08 to był piątek i zamiast wracać do Dublina postanowiliśmy że Tomek do mnie dojedzie wieczorem po pracy i sobotę spędzimy w Galway. Przez Galway przejeżdżaliśmy już kiedyś jadąc z Inishmore (największej z wysp Aran ), jednak nie mieliśmy wtedy czasu go zwiedzić.

Irlandczycy, gdy skarżę się na pogodę w Dublinie, mówią mi że to w sumie jeszcze nic bo zachodnie wybrzeże czyli np. Galway to jest dopiero extreme! W sumie nie ma się co dziwić, gdyż Irlandia Zachodnia to pierwszy stały ląd dla wiatrów pędzących znad Atlantyku.
Już w czwartek po kilku godzinach w Galway, napisałam esemesa do Tomka „ten kto nie był w Galway nie wie co to prawdziwa irlandzka pogoda”. Co pół godziny całkowita zmiana pogody. Deszcz, ale taki jakby wiadrami polewano, po czym piękne czyste niebo i słonko. Jedyne co było stałe to okropny wiatr. W takim Galway nie ma najmniejszego sensu robić sobie ładnej fryzury przed wyjściem z domu.

Galway jest zwane „Miastem Czternastu Plemion” które „rządziły” Galway przez kilka wieków. (The City of the Tribes).
Dla mnie Galway to miasto muzyki i wiatru oraz irlandzkiej otwartości. Na każdym kroku na głównych deptakach jest bardzo dużo ludzi śpiewających, grających itp. I do tego dość często mają głośniki i grają na tych gitarach elektrycznych o 10 w nocy i nikomu to nie przeszkadza.


Otwartość mieszkańców Gaillimh objawiła się np wtedy gdy: staliśmy przed restauracją czytając menu, podszedł do nas miejscowy po kilku głębszych i powiedział że ta restauracja podniosła ceny i jest za droga oraz powiedział nam gdzie mamy szukać tańszej. A gdy mój szef zgubił portfel w jakimś pubie, na drugi dzień barmanka z jednego z pubów zadzwoniła z informacją że znalazła portfel – wizytówka szefa była w portfelu.

Pochodziliśmy z Tomkiem po Galway – ścisłym centrum oraz wzdłuż kanału w górę miast i z powrotem wzdłuż rzeki w dół miasta. Był to bardzo piękny spacer, urokliwe, spokojne miejsca i z powrotem do ścisłego centrum pełnego pubów i gwaru. Życie w Galway koncentruje się na kilku ulicach i tam też jest skoncentrowane jego piękno.

Oczywiście zawitaliśmy również do dzielnicy Claddagh zlokalizowanej nad ujściem rzeki Corrib do zatoki.


Swoją sławę i popularność dzielnica ta zawdzięcza pierścieniowi Claddagh. To tradycyjny pierścień irlandzki, wręczany na dowód przyjaźni, lub noszony jako pierścionek zaręczynowy bądź też obrączka.
(przedstawia dwie dłonie, trzymające serce w koronie. Serce ma symbolizować miłość, dłonie – przyjaźń, a korona – lojalność).

pierścień Claddagh (nie nasze zdjęcie)

.

.

.

.

.

.

Aaa i jeszcze kilka zdań o podróży powrotnej. Jako że ostatni pociąg powrotny z Galway do Dublina był o godz 15.05 (tak, to prawda) wracaliśmy wieczornym autobusem który jedzie bez przystanków do Dublina. Pierwsze pół godziny pan kierowca jadł wszystkie zapasy zimowe jakie miał ze sobą: kanapki, wafelki oraz pił napój z butelki. Kierował przy tym za pomocą łokci. My w tym czasie z Tomkiem obserwowaliśmy czujnie drogę na wszelki wypadek. ;) Miarka się przebrała gdy pan kierowca zaczął pisać esemesa. W tym momencie niestety musiałam zareagować. ;) Zaproponowałam mu że napiszę tego esemesa za niego a on w tym czasie może zająć się prowadzeniem autobusu. Cóż, nie skorzystał z propozycji, ale za to przestał esemesować a zaczął dzwonić (na szczęście miał zestaw głośnomówiący). Przez kolejne 2h obdzwonił wszystkich znajomych a ja dowiedziałam się co Katy powiedziała stojąc przy zlewie w kuchni oraz co Seamus zrobił gdy wypił drugie piwo w środę. Tak… zdecydowanie wyprawa do Galway była bardzo ciekawa ;)

Tytuł tego wpisu to tak naprawdę tytuł mojej ulubionej irlandzkiej piosenki, podaję linka do niej na YouTube. Gorąco polecam, radosna piosenka na zły dzień, niepogodę jak i śmiech Galway Girl by Sharon Shannon and Mundy



View Larger Map

.

Więcej zdjeć z Galway tutaj


View Larger Map
Moze Cie tez zainteresowac
Groby korytarzowe Jazz w Cork Limerick nocą