Za czasów Celtic Tiger podobno żyło się spokojnie i dostatnie. Co niektórzy obławiali się nieźle w tamtych czasach. Niedawno Irlandia wprowadziła nową opłatę w wysokości 100 euro dla właścicieli nieruchomości tzw household charge. Były pyskówki, debaty oraz protesty przeciwko tym opłatom jak i zaplanowanym opłatom za wodę (tak w Irlandii nie ma rachunków za wodę, i dlatego że jest za darmo wiele osób robi tak jak moja koleżanka, cytuję “wstaje rano, odkręcam prysznic i idę sobie zrobić kawę. Jak wypiję kawę idą wziąć prysznic”). Ale wracając do household charge. Bardzo dużo osób wciąż nie zapłaciło mimo że mieli to zrobić do końca marca. Ci, którzy płacą po terminie muszą doliczyć karne odsetki. A Ci co wcale jeszcze nie zapłacili i nie zamierzają mają nadzieję, że rząd wycofa się z raz powziętej decyzji i zrezygnuje z tej opłaty. Od pewnego czasu w mediach mówi się jednak częściej o tych co zapłacili a szczególnie o tych, którzy zapłacili sporo. Jak do tej pory okazało się, że trzy osoby w Irlandii łącznie zapłaciły 90 tysięcy euro za household charge co oznacza, że każda z nich ma w posiadaniu pomiędzy 300 a 400 nieruchomości. Szokujące dane? Kolejne cztery osoby posiadają pomiędzy 200 a 300 nieruchomości. Kolejne 132 osoby posiadają pomiędzy 50 a 200 nieruchomości. Itp itd…. Ach ten tygrys..
Skoro mowa o podatkach i mediach to dorzucę jeszcze info w rodzaju obrabianie dupy. Media wzięły się za Boba. Geldof, bo o nim mowa jest znanym dublińskim piosenkarzem oraz działaczem społecznym, organizatorem koncertów Live Aid itp. . Bob korzysta z kruczków prawnych aby uniknąć płacenia części podatków a majątek spory bo wyceniony na 40 milionów euro. Media więc wyliczają co ma, za co płaci a za co nie i jak to legalnie omija. Ale przecież nie musi wspierać biedniejszych z własnych pieniędzy..
Riverdance to bardzo popularny na całym świecie zespół, który rozsławił taniec irlandzki.
Występ to nie tylko pokaz tańcow ale też niesamowita muzyka i pieśni. Występ podzielony na dwa akty ma swój scenariusz. W pierwszym akcie jest przedstawione irlandzka przyroda, żywioły oraz tradycje. Są pieśni na temat pioruna lub żniw. Drugi akt rozpoczyna przejmująca opowieść o głodzie w Irlandii i o emigracji do USA. Kolejne sceny pokazują inne tradycje i tańce (hiszpańskie flamenco, balet rosyjski) oraz ich zetknięcie z tańcem irlandzkim. (celowo komiczne porównanie tańców mieszkańców Harlemu z tańcem Irlandczyków – występ o nazwie Trading taps) a całość jest oprawiona piękną muzyką irlandzką. Charakterystyczne dla tańca irlandzkiego jest to, że osoba tańcząca jest wyprostowana, nie rusza prawie wcale rękoma a nogi wykonują niesamowite piruety. Pewien taksówkarz opowiedział nam kiedyś skąd się wzięły te tradycyjne ruchy/kroki w tańcu irlandzkim. Mianowicie, ludzie spotykali się w małych chatkach, przy piecu. Nie było dużo miejsca a ziemia była najbardziej ubita i nadająca się do tańczenia właśnie przy palenisku, dlatego też ludzie chcąc tańczyć stworzyli taniec w którym tylko nogi się poruszają a reszta ciała nie. Nie wiem, na ile ta opowieść jest prawdziwa, ale trzeba przyznać że sympatyczna i z fantazją.
Początki grupy Riverdance siegają roku 1994 kiedy to koncert Eurowizji odbywał się w Irlandii i w trakcie przerw taniec i muzykę irlandzką przedstawili szerszej publiczności Gerry Ryan i Cynthia Ni Mhurchu. Od tego momentu rozpoczęła się Riverdancemania mimo, że wielu Irlandczyków krytykowało występ, twierdząc że muzyka nie taka i stroje nie są tradycyjne. Jeden z założycieli Riverdance, Michael Flateley odszedł w roku 1996 i założył podobny zespół występujący pod nazwą Lord of the Dance.
Riverdance składa się podobno z czterech grup po to aby koncerty mogły odbywać się równolegle w różnych miejscach świata. Piszę podobno, gdyż na stronie internetowej Riverdance znalazłam tylko trzy grupy. Nazwy grup pochodzą od nazw irlandzkich rzek. I tak:
Grupa Boyne występuje w USA i Kanadzie w roku 2010
Grupa Corrib występuje w Europie w roku 2010
Grupa Bann wystepuje w Chinach w roku 2010
Jako ciekawostkę zachęcam obejrzenie występu greckiej rodziny Stavros w programie Britain’s got talent. Na wesoło i z przymrużeniem oko, ojciec z synem wystąpili przed publicznością ze swoją wersją tańca irlandzkiego. Wesoło zaczyna się od mniej więcej 1 minuty.
PS. Zdjęcia nie zostały zrobione przez mnie tylko znalezione w internecie.
In Dublin’s fair city,
where the girls are so pretty,
I first set my eyes on sweet Molly Malone,
As she wheeled her wheel-barrow,
Through streets broad and narrow,
Crying, “Cockles and mussels, alive, alive, oh!”
Ostatnio zdałam sobie sprawę, że mimo iż mieszkam w Dublinie, nic nie ma o tym mieście na moim blogu. Postanawiam się więc poprawić i pisać o charakterystycznych miejscach Dublina. “Wątek” dubliński rozpocznę od sztuki czyli postaci osławionej dzięki popularnej pieśni…ok dzięki ludowej piosence imprezowej, ale za to jakiej swojskiej
Gdy w roku 1988 obchodzono tysiąclecie Dublina, odsłonięto pomnik upamiętniający jednego ze sławniejszych mieszkańców Dublina. A dokładnie mieszkanki – Molly Malone. Pomnik stoi niemal w samym sercu Dublina – na Grafton Street i przedstawia kobietę w w mocno wydekoltowanej sukni, która sprzedaje ryby i owoce morza. Pomnik jest jednym z najczęściej fotografowanych miejsc turystycznych w Dublinie.
Zanim postawiono pomnik Molly była znana z piosenki napisanej w XIX wieku przez…..Szkota. Czy bohaterka piosenki istniała naprawdę? Historia Molly to jedynie legenda tak jak legenda o naszej warszawskiej syrence. Legenda mówi że Molly żyła w XVII wieku i w ciągu dnia zajmowała się sprzedażą ryb a w ciągu nocy była prostytutką. Legenda również podaje że Molly zginęła tragicznie z racji swojego nocnego zawodu.
PS. Malone to bardzo popularne nazwisko w Irlandii.
In Dublin’s fair city,
where the girls are so pretty,
I first set my eyes on sweet Molly Malone,
As she wheeled her wheel-barrow,
Through streets broad and narrow,
Crying, “Cockles and mussels, alive, alive, oh!”
She was a fishmonger,
But sure ’twas no wonder,
For so were her father and mother before,
And they each wheeled their barrow,
Through streets broad and narrow,
Crying, “Cockles and mussels, alive, alive, oh!”
(chorus)
She died of a fever,
And no one could save her,
And that was the end of sweet Molly Malone.
Now her ghost wheels her barrow,
Through streets broad and narrow,
Crying, “Cockles and mussels, alive, alive, oh!”
…And I ask you, friend, what’s a fella to do
‘Cause her hair was black and her eyes were blue
So I took her hand and I gave her a twirl
And I lost my heart to a Galway girl…
27-28.08.2009 miałam służbowy wyjazd do Galway. O tym co tam robiłam służbowo nie będę nudzić choć i też było wesoło i można by niezłą książkę o tym napisać. Ale na blogu nie o tym
28.08 to był piątek i zamiast wracać do Dublina postanowiliśmy że Tomek do mnie dojedzie wieczorem po pracy i sobotę spędzimy w Galway. Przez Galway przejeżdżaliśmy już kiedyś jadąc z Inishmore (największej z wysp Aran ), jednak nie mieliśmy wtedy czasu go zwiedzić.
Irlandczycy, gdy skarżę się na pogodę w Dublinie, mówią mi że to w sumie jeszcze nic bo zachodnie wybrzeże czyli np. Galway to jest dopiero extreme! W sumie nie ma się co dziwić, gdyż Irlandia Zachodnia to pierwszy stały ląd dla wiatrów pędzących znad Atlantyku.
Już w czwartek po kilku godzinach w Galway, napisałam esemesa do Tomka „ten kto nie był w Galway nie wie co to prawdziwa irlandzka pogoda”. Co pół godziny całkowita zmiana pogody. Deszcz, ale taki jakby wiadrami polewano, po czym piękne czyste niebo i słonko. Jedyne co było stałe to okropny wiatr. W takim Galway nie ma najmniejszego sensu robić sobie ładnej fryzury przed wyjściem z domu.
Galway jest zwane „Miastem Czternastu Plemion” które „rządziły” Galway przez kilka wieków. (The City of the Tribes).
Dla mnie Galway to miasto muzyki i wiatru oraz irlandzkiej otwartości. Na każdym kroku na głównych deptakach jest bardzo dużo ludzi śpiewających, grających itp. I do tego dość często mają głośniki i grają na tych gitarach elektrycznych o 10 w nocy i nikomu to nie przeszkadza.
Otwartość mieszkańców Gaillimh objawiła się np wtedy gdy: staliśmy przed restauracją czytając menu, podszedł do nas miejscowy po kilku głębszych i powiedział że ta restauracja podniosła ceny i jest za droga oraz powiedział nam gdzie mamy szukać tańszej. A gdy mój szef zgubił portfel w jakimś pubie, na drugi dzień barmanka z jednego z pubów zadzwoniła z informacją że znalazła portfel – wizytówka szefa była w portfelu.
Pochodziliśmy z Tomkiem po Galway – ścisłym centrum oraz wzdłuż kanału w górę miast i z powrotem wzdłuż rzeki w dół miasta. Był to bardzo piękny spacer, urokliwe, spokojne miejsca i z powrotem do ścisłego centrum pełnego pubów i gwaru. Życie w Galway koncentruje się na kilku ulicach i tam też jest skoncentrowane jego piękno.
Oczywiście zawitaliśmy również do dzielnicy Claddagh zlokalizowanej nad ujściem rzeki Corrib do zatoki.
Swoją sławę i popularność dzielnica ta zawdzięcza pierścieniowi Claddagh. To tradycyjny pierścień irlandzki, wręczany na dowód przyjaźni, lub noszony jako pierścionek zaręczynowy bądź też obrączka.
(przedstawia dwie dłonie, trzymające serce w koronie. Serce ma symbolizować miłość, dłonie – przyjaźń, a korona – lojalność).
.
.
.
.
.
.
Aaa i jeszcze kilka zdań o podróży powrotnej. Jako że ostatni pociąg powrotny z Galway do Dublina był o godz 15.05 (tak, to prawda) wracaliśmy wieczornym autobusem który jedzie bez przystanków do Dublina. Pierwsze pół godziny pan kierowca jadł wszystkie zapasy zimowe jakie miał ze sobą: kanapki, wafelki oraz pił napój z butelki. Kierował przy tym za pomocą łokci. My w tym czasie z Tomkiem obserwowaliśmy czujnie drogę na wszelki wypadek. Miarka się przebrała gdy pan kierowca zaczął pisać esemesa. W tym momencie niestety musiałam zareagować. Zaproponowałam mu że napiszę tego esemesa za niego a on w tym czasie może zająć się prowadzeniem autobusu. Cóż, nie skorzystał z propozycji, ale za to przestał esemesować a zaczął dzwonić (na szczęście miał zestaw głośnomówiący). Przez kolejne 2h obdzwonił wszystkich znajomych a ja dowiedziałam się co Katy powiedziała stojąc przy zlewie w kuchni oraz co Seamus zrobił gdy wypił drugie piwo w środę. Tak… zdecydowanie wyprawa do Galway była bardzo ciekawa
Tytuł tego wpisu to tak naprawdę tytuł mojej ulubionej irlandzkiej piosenki, podaję linka do niej na YouTube. Gorąco polecam, radosna piosenka na zły dzień, niepogodę jak i śmiech Galway Girl by Sharon Shannon and Mundy
Najnowsze komentarze