Strona główna

Dublin Contemporary 2011

Dodaj komentarz

Największe w Irlandii wydarzenie artystyczne mijającego roku a podobno nawet w całej historii Irlandii to wystawa sztuki współczesnej Dublin Contemporary 2011. Wystawa trwała od 6 września do 31 października. Zaprezentowano ponad 90 prac artystów irlandzkich jak i zagranicznych a otwarcie nastąpiło z pompą i Bobem Geldofem wśród zaproszonych gości. Większość prac można było obejrzeć w Earlsfort Terrace oraz w sąsiadujących ogrodach Iveagh. Pozostałe prace można było zobaczyć w The Douglas Hyde Gallery w Trinity College, Dublin City Gallery The Hugh Lane, The National Gallery of Ireland oraz The Royal Hibernian Academy. W duchu – sztuka bliska przeciętnemu Kowalskiemu, lub raczej skoro jesteśmy w Irlandii to przeciętnemu Joe Blow, dwadzieścia dwie prace można było zobaczyć wprost na ulicach i ścianach budynków w centrum miasta. Jeszcze zanim wystawa się rozpoczęła czytałam krytyczne opinie mówiące, że wystawa nie zasługuje na zbyt dużo uwagi z powodu braku wielkich artystów o znanych nazwiskach. Zresztą jeden z kuratorów wystawy, Christian Viveros-Faune przyznał, że nie szukali znanych artystów (czyli w dzisiejszych czasach takich, którzy prezentując kontrowersyjną sztukę są dobrą pożywką dla brukowców) i że wystawa jest nieco prowincjonalna i bez zaskoczeń. Ale to właśnie dlatego, że kuratorzy chcieli zachęcić do przyjścia na wystawę nie tylko koneserów sztuki ale zwykłych ludzi, którzy na co dzień nie są gośćmi galerii czy teatrów. Potwierdza to podtytuł wystawty: Terrible Beauty: Art, Crisis, Change and the Office of Non-Complience.

Na mnie tylko kilka prac zrobiło wrażenie, ale ja tam prosty człowiek jestem. :)

Praca Bjorna Melhusa pod tytułem „This is my home” to instalacja pięciu ekranów na których w tym samym czasie wyświetlane są różne obrazy i słowa. Tematyka instalacji to trauma jaką przeżywają weterani wojenni wracający do domu. Część słów jakie są wyświetlane to porady przepisane z amerykańskiego podręcznika dla żołnierzy wracających z Afganistanu i Iraku.

Ciekawe a zarazem bardzo zwykłe były prace Dana Perjovschi. Dan maluje komiksy/rysunki z krótkimi tekstami na ścinach galerii czy muzeów. Dotyka problemów politycznych, ekonomicznych i socjologicznych dzisiejszego świata. Jego prace są proste i zabawne – taki przerywnik wśród sztuki poważnej (chyba poważnej – ocenić proszę po różnych zamieszczonych tu zdjęciach)

Nie mogłam natomiast kompletnie zrozumieć i byłam dość zaszokowana „pracą” / żywą instalacją Amandy Coogan pod tytułem „We Shall”. Trzy kobiety ubrane we wspólną, wielką płachtosukienkę wykonywały dziwne powolne ruchy a z ich ust wydobywały się bańki mydlane. Jak można się tak męczyć i „co autor miał na myśli”? W sumie wiem co miał na myśli bo wyczytałam to w przewodniku ale stwierdzam że to nie dla mnie. :) Na ścianie obok sali, gdzie te panie występowały był grafik z wpisanymi godzinami i nazwiskami osób występujących. One tak występowały kilka godzin bez przerwy!

Za to z niecierpliwością czekałam aż znajdę się w sali gdzie zobaczę pracę Teresy Margolles. Wyczytałam w Irish Times, że będzie można wejść do pokoju pełnego mydlanych baniek. Po dziecięcych zachwytach i wspomnieniach szczeniackiej beztroski odczytujemy napis na ścianie który wyjaśnia, że woda pochodzi z kostnicy stolicy Meksyku i była używana do mycia ciał przed poddaniu ich obdukcji. Szokujące? Dla mnie niesamowite połączenie niewinności dziecięcych zabaw z cywilizacją przemocy gangów narkotykowych itp. Jednakże, musiano z jakichś powodów zmienić zdanie w ostatniej chwili i na wystawie pokazano inną pracę Teresy Margolles.

Po obejrzeniu wystawy stwierdzam jednak, że chyba nie do końca ogarniam współczesną sztukę.

(zdjęcia są podpisane nazwiskiem artysty i tytułem pracy).

Moze Cie tez zainteresowac
Serial o czasach Wielkiego Głodu What if… Sugar Loaf

Paryż, dzień II

Dodaj komentarz

Drugi dzień zaczęliśmy ambitnie od Louvru, aby jak to Tomek powiedział pójść do muzeum z rana, póki jeszcze człowiek ma wypoczęty umysł. O rozmiarach kolejki po bilet oraz tłumach zasłaniających rzeźby i obrazy nie będę pisać. Wstawię tylko jedno zdjęcie.

….

….

A potem poszliśmy zobaczyć/zwiedzić bardzo dużo miejsc, ale wymienię te najbardziej znane:

Ogrody Tuileries (Jardin des Tuileries) – ciągnące się od Louvru do Placu Zgody (Place de la Concorde)
Bulwar St Germain
Kośćiół St-Germain-des-Pres (najstarszy w Paryżu bo z 542 roku). Znajduje tu się serce króla Jana II Kazimierza Wazy, gdyż był opatem tego kościoła

Pałac Luksemburski i Ogrody Luksemburskie


Nasze wrażenia:
1. Jak Kowno na Litwie jest miastem dziwnych i wesołych rzeźb tak Paryż jest miastem krzeseł. Wszędzie w parkach, na skwerkach są krzesła. Mase ludzi na nich siedzi i to w taki sposób że biorą dwa krzesła, aby móc na drugim krześle położyć nogi. Oooo, jakie to relaksujące. Jesteś zmęczony i siadasz sobie na krześle. Chcesz pogadać ze znajomym, siadacie w cieniu na krzesłach. Chcesz się zdrzemnąć słuchają muzyki (takich też widzieliśmy) też siadasz na krzesłach.
2. Fajnie przejechać samochodową rykszą z Placu Zgody poprzez Bulwar St Germain. Frajda niesamowita szczególnie w upalny dzień
3. Alzacki słodki przysmak sprzedawany na targu to nic innego jak nasze polskie kokosanki. Natomiast alzackie precle to takie nasze krakowskie tyle że cholernie słone. Bo zdrapaniu wielkich ziaren soli smakują już zupełnie jak krakowskie.
4. Le poisson du jour – czyli „ryba dnia” na lunch w Louvrze to nie jest najlepszy wybór.
5. Deser to już o wiele lepszy wybór.
6. Wszystkie drogi prowadzą na kawę. Pewne bardzo miłe, starsze małżeństwo pomogło nam gdy zapytaliśmy o drogę. Po 20 minutach od tego wydarzenia zdecydowaliśmy się na szybką kawkę. We Francji stoliki w kafejkach są tak blisko siebie, że w sumie wydaje się że wszyscy siedzą razem. Kto się przysiadł do nas? No właśnie Ci starsi Państwo. Pośmialiśmy się razem, ja dałam Pani chusteczkę higieniczną gdy nie mogła znaleźć serwetki. Jednym słowem, mamy już znajomych w Paryżu!
7. W Ogrodzie Luksemburskim na stawie można puszczać takie małe specjalne łódeczki z żaglami, które można „sterować” kijkami lub dmuchnięciami i w ten sposób urządzać wyścigi.
8. Małe golaski – dzieci kąpią się w mini basenikach w Ogrodzie Luksemburskim i nikomu to nie przeszkadza ani nie pozbawia uroku ten wypielęgnowany, elegancki ogród.


View Larger Map
Moze Cie tez zainteresowac
Paryż I Paryż II Wersal

Paryż

Dodaj komentarz

Z okazji naszej drugiej rocznicy postanowiliśmy skoczyć na kilka dni dni do Paryża….

I dzień naszego pobytu w Paryżu (08.08.2009) zaczęliśmy od poznawania dzielnicy Le Marais (bo tam też był nasz hotel) jak i dzielnicy/ małej wyspy Ile De La Cite.

Oczywiście wszędzie tłumy turystów, ale jak mówię tłumy to mam na myśli takie tłumy, że łatwo się wśród nich zgubić. Poza tym, pierwsze wrażenia: Francuzi się zmienili. Są życzliwi i pomocni. No i ta ich mała mocna kawa! Pokochałam ją bardzo, stawia na nogi w 10 sekund a pije się ją w 5!

„Zaliczyliśmy” wszystkie turystyczne miejsca oraz poszliśmy do Muzeum Picassa.


Nie będę pisać o miejscach typowo turystycznych bo to może być nużące, skupię się na ciekawostkach:
• Wszechobecne leżaki i parasole wzdłuż Sekwany. Każdy może się tam zrelaksować i spędzić przyjemnie tyle czasu ile chce. Niby jest się w dużym mieście, a niby jednak nie.


• Za tymi leżakami specjalne dmuchawo – zraszacze dla ludzi. Rewelacyjny pomysł aby się ochłodzić. Te zraszacze nie były tylko zresztą przy Sekwanie, ale wszędzie tam gdzie były duże skupiska ludzi (np. również pod wieżą Eiffla)


• Rowery dla mieszkańców (oraz turystów). Stoją sobie w długich rządkach na ulicach i są przymocowane do stojaków za pomocą takich jakby magnesów. Z tego co się orientujemy to chyba trzeba wykupić specjalny abonament i można z nich korzystać. Świetna sprawa, bierzesz rower wtedy kiedy potrzebujesz, niezależnie od tego gdzie mieszkasz/jesteś i o odstawiasz go tam gdzie Ci wygodnie.


• Francuzi jedzą kaczkę przygotowaną „medium”. Tylko że to ich „medium” bardziej mi odpowiada naszemu „rare” (krwista). Tomek zjadł więc kaczkę a Kasia zjadała danie które zamówił Tomek. Kurczak z makaronem był pyszny.


View Larger Map
View Larger Map
Moze Cie tez zainteresowac
Paryż III Mount Stewart Galway