Strona główna

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu..

1 komentarz

Na Wielkanoc wybraliśmy się do Umbrii. A pod koniec maja wybrałam się do Rzymu. Jedno z drugim nie związane kompletnie. Umbrię planowaliśmy już jakiś czas temu. Na Rzym po prostu padło bo ciepło, lot tani no i ogólnie wydawało się, że to wymarzone miasto na city break, który planowałyśmy z koleżanką.  Zgadza się, tym razem był to damski wyjazd relaksacyjny. :) Jeszcze przed wylotem stwierdziłyśmy, że latać z mapą i papierowym przewodnikiem to my nie chcemy. Dlatego też nasz dzień mniej więcej wyglądał tak:

9.00 cappuccino

9.30 colazione (pierwszy dzień w hotelu spóźniłyśmy się na śniadanie, ale łatwo się spóźnić jak człowiek podświadomie myśli, że na śniadanie nie trzeba się spieszyć no bo w końcu nazywa się “colazione”)

10.00 espresso

11.00 acqua minerale

12.00 penne/tagliatelle/rigatoni/tortellini/ravioli etc

13.00 pinot grigio/Chardonnay etc

14.00 acqua minerale

15.00 tiramisu/gelato etc

16.00 espresso

17.00 pizza

18.00 espresso

19.00 prosciutto / caprese etc

20.00 frutti di mare / carne etc

21. Cabernet Sauvignon

22. Merlot

22.30 espresso

23. Pinot Noir

Mniej więcej oczywiście. Czasem, mimo napiętego planu dnia, udało nam się zobaczyć jakieś zabytki. Doprawdy nie rozumiem, czemu Włosi skądinąd sami bardzo zadbani i eleganccy, nie zadbają o te swoje zabytki. Jeden z nich, taki okrągły to naprawdę się już sypie, powinni coś z tym zrobić..

Zdjęcie reklamujące wystawę “Once were Romans” w Palazzo Massimo w Rzymie

Moze Cie tez zainteresowac
Dom premiera na sprzedaz Orvieto Narodowy spis powszechny

Dzień Naleśnika czyli Shrove Tuesday

6 komentarzy

Dobrze mieszkać w Irlandii – przed Wielkim Postem można objadać się dwukrotnie, najpierw z okazji polskiego Tłustego Czwartku a potem przy okazji jego irlandzkiego odpowiednika czyli Shrove Tuesday zwanym też Pancake Day.

Małe wyjaśnienie – naleśnik w postaci znanej nam Polakom, w Irlandii kiedyś był nazywany „pancake”. Wraz z postępująca globalizacją i irlandzką modą na wszystko co amerykańskie, słowo „pancake” zaczęło oznaczyć amerykański naleśnik (czyli tak mały placuszek jak na zdjęciu poniżej) natomiast na nam znany naleśnik zaczęto mówić „crepe” czyli francuski naleśnik. W dniu Shrove Tuesday jednak „pancake” to znów ten nasz francuski naleśnik a nie ten amerykański. Confusing??? :)

Czemu Irlandczycy jedzą naleśniki? Bo są zrobione z jajek, mleka i masła czyli produktów, które były zakazane w Wielkim Poście. Irlandzkie tradycyjne shrovetuesdayowe naleśniki są skropione cytryną, posypane cukrem i zawinięte w rulonik. Nie wiem czemu używano tak dziwnych, ubogich dodatków, myślę sobie, że to z powodu biedy – nie stać ich było na jakieś wymyślne dżemy owocowe itp. ale z drugiej strony jeśli z powodu biedy to skąd brali cytrynę – jakby nie było towar importowany.

Tu (click) można znaleźć przepis na naleśniki shrovetuesdayowe.  A więc jutro zakładam luźniejsze ubranka i ….. naleśniki…i’m coming….!!!!


Moze Cie tez zainteresowac
zamek Ballycarbery 10 downing st boys band

Kanary kulinarnie 2

Dodaj komentarz

Co jeszcze się dowiedzieliśmy o kuchni kanaryjskiej? Jest śródziemnomorska mimo że wyspy nie znajdują się w basenie tego morza. Charakteryzuje się również daniami jednogarnkowymi. Nasze ulubione to:

Rancho Canario (gęsty zupo gulasz z makaronem spaghetti)

Ropa Vieja Canaria ( gulasz mięsno warzywny z ciecierzycą)

Solomillo al Platano Canario (pieczeń wołowa z bananami)

Dużo potraw jest na bazie Gofio. Gofio to rodzaj mąki zrobionej z różnych zbóż w szczególności pszenicy, jęczmienia lub kukurydzy. Zboża te są suszone i mielone razem bądź osobno. Do zmielonych zbóż dodawane są rośliny strączkowe jak ciecierzyca, groszek lub fasola. Nie tylko każda z siedmiu wysp ma swój ulubiony rodzaj gofio, podobno każda wioska a nawet rodzina ma swoją sekretną recepturę dzieki której każde gofio ma jedyny, niepowtarzalny smak. Gofio jest dodawane do wszystkich możliwych potraw poczynając od zup a kończąc na deserach.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z książki kulinarnej “Cooking in the Canary Islands” (oprócz zdjęcia Solomillo al Platano Canario w naszym wykonaniu)

PS. Idę chyba coś zjeść

Moze Cie tez zainteresowac
Kanary kulinarnie Śniadanie Slainte

Kanary kulinarnie

Dodaj komentarz

Hm, skoro już powoli zbliża się okrez wyjazdów wakacyjnych to może czas na odkurzenie naszych wspomnień o wakacjach na Kanarach.

Jest siedem Wysp Kanaryjskich i wszystkie są pochodzenia wulkanicznego. Przewodniki porównują je do biblijnego raju, ale według mnie to  przesada, w szczególności jeżeli pomyślimy o tych częściach wysp, które są bardzo surowe – nagie skały górskie, sucho i gorąco wręcz krajobraz i klimat pustynno – marsjański. Natomiast zielone części wysp można spokojnie nazwać oazami.

Nie będę we wstępie na temat Kanarów pisać o tych wyspach pod kątem historycznym, geograficznym itp. bo to można wszędzie znależć na necie, ale pod naszym ulubionym kątem…czyli kulinarnym :)

Jadąc na Kanary spodziewaliśmy się pysznego jedzenia – wiadomo wyspa, do tego hiszpańska, to pewnie będą ryby i owoce morza. Z lotniska zostaliśmy zabrani przez nasze biuro podróży do autokaru w celu dojechania do naszego hotelu. Pani rezydent drogę z lotniska do hotelu umilała nam opowieściami o wyspie. Zlękliśmy się gdy zaczęła mówić na temat jedzenia. Powiedziała nam, że nie musimy się martwić bo wkoło jest mnóstwo pubów i restauracji irlandzkich i spokojnie możemy tam porządnie zjeść. A o irlandzkie śniadanie tym bardziej nie mamy się co martwić bo wiekszość z tych knajpek współpracuje ze stewardessami z Aer Lingusa i one regularnie dowożą świeże irlandzkie kiełabaski oraz black i white pudding. No i w tym momenice zaczęliśmy się martwić…. :) :):)

Na drugi dzień rano rzeczywiście trudno było znlaeźć miejsce z jedzeniem na którym nie wisiałyby albo flagi irlandzkie albo neony z napisem Irish breakfast. Na szczęście były jeszcze mniej uczęszczane uliczki z bardziej lokalnymi knajpkami.

A tak na serio to zachwyciło nas kilka rzeczy. Pierwsza to kanaryjskie pomidory. Pyszne, czerwone, słodkie, pełne słońca. Kupowaliśmy je i jedliśmy jak jabłka, miały smak świeżych pomidorów z dzieciństwa.

Ryby i owoce morza – pychota, te krewetki, te kalamary….. Nigdy nie mieliśmy ich dość. Najpyszniej wspominamy dwa wieczory spędzone nad tym samym daniem w tej samej restauracji nad samą plażą: wielka patera dla dwóch osób z mnóstwem grillowanych ryb, krewetek, ostryg, kalamarów i przegrzybków. Mniam, mniam. Patera jest cała przykryta aby nie wsytygło jedzonko, a kelner cały czas bacznie obserwuje twój talerz. Niech tylko zobaczy, że coś z niego zniknęło, już podbiega i nakłada nastepną rzecz do spałaszowania. Do tego obowiązkowo karafka (bądź dwie) wina!

Rum miodowy Artemi. Nie pijam rumu, ale ten trunek jest wyjątkiem i na dodatek bardzo dziwnym bo nie ma wcale smaku rumu. Pełen miodowej słodyczy, pity z kilkoma kostkami lodu jako deser po posiłku. Każda restauracja i knajpka podaje ten rum gratis klientom po posiłku. Gdy dostaliśmy go pierwszy raz, tak nas zachwycił smakiem, że zapytaliśmy kelnera co to jest. Kelner przyniósł nam butelkę, aby zademonstrować i upewnić się że zapamiętamy :) . Potem byliśmy już zawsze i wszędzie raczeni tym rumem. Rum jest wyrobem Wysp Kanaryjskich i bardzo nam się podobało to promowanie lokalnego produktu przez każdą restaurację. Wiedzieli co robią, my z Kanarów wróciliśmy z 3 butelkami tego rumu – jedna dla nas i po jednej dla rodziców gdy odwiedzimy ich w Polsce. Na dodatek, po kilku miesiącach gdy kolega z pracy jechał na Kanary poprosiłam go o przywiezienie tego rumu gdyż nigdzie go nie mogłam kupić w Irlandii. Nie wiem jak w Polsce, może w Makro jest? Przydałby się bo rodzicom bardzo smakował i dawno już wypity. :)

CDN.



View Larger Map

Moze Cie tez zainteresowac
Śniadanie Provins Lunch

Lunch

Dodaj komentarz

Było o śniadaniu więc teraz czas na lunch.

Lunch w Irlandii jest święty. To znaczy, każdy w pracy ma prawo do godzinnej przerwy na lunch. Oczywiście, przerwa może też trwać krócej, ale jest. Podstawowy lunch nie jest zbyt skomplikowany ani wymyślny: to po prostu kanapka. Kanapki są robione zazwyczaj z chleba tostowego i przecięte w poprzek na kształt dwóch trójkątów. Ja osobiście nie lubię tych kanapek z powodu właśnie tego chleba. Kanapki zazwyczaj są smarowane masłem albo majonezem. To czego najbardziej nie lubię w tych kanapkach to tzw stuffing (nadzienie) czyli wilgotna bułka tarta :(

Zamiast typowej kanapki zdecydowanie wolę tzw wrapy czyli kanapki z tortilli meksykańskiej. Jeśli robione są na zamówieni to można sobie cudne rzeczy do niej zamówić. Oprócz tego można kupić kanapkę bagietkę lub taką okrągłą bułeczkę z dziurką zwaną bagel która też jest smaczna. (jest nawet sieć sprzedająca takie kanapki o tej samej nazwie)

Zarówno kanapki z chleba jak i z tortilli można sobie zamówić w wersji opiekanej.

Irlandczycy dość często biorą również chipsy do kanapek i albo je do nich wkładają albo jedzą jako dodatek. (na tym jednym zdjęciu z kanapkami widać czipsy na talerzu).

Dość popularne są również zupy, często jedzone razem z kanapką. Zupy te zawsze są zmiksowane jak nasze zupy krem, ale o wiele gęstsze od naszych zup kremowych. Podejrzewam, że są zagęszczane mąką chociaż gdy robiłam irlandzką zupę kartoflaną w przepisie nie było nic o zagęszczaniu mąką. Zupa ta jednak też nie wyszła zbyt gęsta, natomiast zupy u mnie w pracy czy w rożnych knajpkach są bardzo gęste. W mojej stołówce w pracy zawsze są dwie zupy do wyboru i raz na dwa lub trzy tygodnie bywa zupa taka jak my znamy – czyli nie zmiksowana. Z przykrością stwierdzam, że jest mniej popularna od typowej irlandzkiej zupy papki i pewnie dlatego tak rzadko bywa w menu.

Dość często można też zamówić pieczonego ziemniaka. Podają go zazwyczaj przekrojonego na krzyż i to miejsce zapełniają żółtym serem i surówką coleslaw. (z surowej białej kapusty, marchewki, cebuli i majonezu). Surówka ta jest bardzo popularna w Anglii i nieco mniej w Irlandii. Oczywiście tego pieczonego ziemniaka można mieć nadzianym czym tylko się chce.

Wszystkie te dania są szybkie ale można oczywiście zjeść danie bardziej obiadowe. Najwięcej dań oczywiście jest z wołowiny i baraniny. Kurczak zazwyczaj jest inaczej przyrządzany a w szczególności krojony – dostać można dziwną część korpusu kurczaka (jest jakoś inaczej krojony niż w Polsce). Ryby nie są zbyt popularne i często na obiad w panierce podawana na ciepło jest ryba wędzona. Natomiast to co nas osobiście bardzo cieszy to to, że mimo małej możliwości kupienia świeżych ryb, bez problemu można kupić łososia i nie jest on tak drogi jak w Polsce. Będąc w Irlandii jemy naprawdę dużo tej pysznej i łatwej do przyrządzenia ryby. Warzywa do obiadu są podawane gotowane, najczęściej jest to groszek lub marchewka. Jeśli chce się świeże warzywa czy surówkę trzeba je osobno zamówić np. w barze sałatkowym. Bardzo popularne są ziemniaki i są traktowane jako dodatkowe warzywo. I tak Irlandczyk biorąc kurczaka z frytkami weźmie do tego jeszcze ziemniaki. Albo ryż z wołowiną i ziemniaki. Albo jakieś mięso i ziemniaki pure oraz ziemniaki smażone. :) Typowe potrawy irlandzkie oraz w stołówkach i pubach są niedoprawione i bez smaku. Ogólnie nie lubię irlandzkiego jedzenia, jest monotonne i mdłe. Za to restauracje rożnych kuchni w Dublinie są rewelacyjne. Jakie tam można pyszności zjeść…ale to już do kontynuacji w kolejnym kulinarnym wpisie.

Oprócz zdjęcia zupy, wszystkie zdjęcia są ze strony Photobucket

Moze Cie tez zainteresowac
Kanary kulinarnie Provins Śniadanie

Starsze wpisy