Paryż a raczej Provins, dzień IV

Dzień IV – Spędzony w większości poza Paryżem.

Chcieliśmy dzień spędzić gdzieś poza zgiełkiem Paryża i wybraliśmy się do urokliwego miasteczka Provins

Miasteczko jest czarodziejskie i dzięki świetnie zachowanej średniowiecznej zabudowie, znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Do miasteczka jedzie się ponad godzinę pociągiem z Paryża. Stacja oraz  informacja turystyczna znajdują się na drugim końcu miasteczka. Na szczęście miasteczko ma bardzo dobrą stronę internetową na której to znaleźliśmy mapę z atrakcjami turystycznymi mogliśmy więc spokojnie sobie zwiedzać bez wsparcia IT.

Piękne rzeczy do zobaczenia:

  1. kościół świętego Ayoul  – z XI wieku
  2. Dzwonnica Notre-Dame-du-Val
  3. kościół św. Krzyża
  4. Plac du Chatel
  5. kościół Saint-Quiriace Collegiate
  6. Wieża Cezara
  7. Mury Obronne i Wieże
  8. i mnóstwo innych średniowiecznych zabudowań, łącznie z domami w których ludzie mieszkają do dziś
  9. Różany ogród

Znów się nachodziliśmy sporo, ale nie narzekaliśmy. Czuliśmy się jak w bajce. Cudnie średniowiecznie wokół, w miejscach turystycznych ludzie ubrani w szaty średniowieczne, sklepiki pełne pachnących, kolorowych przypraw…nawet spotkałam małą księżniczkę spacerującą po ulicy (na zdjęciu powyżej)

Oprócz średniowiecznej atmosfery Provins promuje się dzięki swoim ogrodom różanym i różnym wyrobom z tychże róż. Można więc nabyć cukierki różane, wino różane, jakiś słodkie różane przysmaki (zdjęcie poniżej) nalewki a nawet różaną musztardę. Ja za to zjadłam naleśnika na słodko z różaną konfiturą.

Naleśniki w Provins (a może w całej Francji) to też osobny temat. Na lunch zjedliśmy dwa naleśniki – jeden typowo obiadowy, drugi deserowy czyli na słodko. Ten na słodko był z takiego ciasta jak my znamy czyli na bazie mąki pszennej. Natomiast ten obiadowy był zrobione na mące jęczmiennej. Bardzo ciekawie smakował i chyba czasem pokusimy się zrobić takie naleśniki w domu.

Zbliżał się wieczór ale bajka jeszcze się nie skończyła. Przecież to nasza rocznica! Wróciliśmy do Paryża i po szybkim odświeżeniu się poszliśmy na zaplanowaną, romantyczną kolację do restauracji na Champs-Elysees..

Zamówiliśmy wino i Tomek wziął się na odwagę i poprosił ślimaki na przystawkę. Ja za to spokojnie zamówiłam francuską zupę cebulową. Na danie główne Tomek poprosił coś typowo francuskiego. Ja natomiast kurczaka z makaronem. I oto z czego się składało typowo francuskie danie Tomka:

  • Kiszona kapusta na ciepło (coś jak w naszym kapuśniaku)
  • Kaszanka
  • Golonko
  • Smażone ziemniaki
  • Parówka drobiowa (jak polska)
  • Kiełbaska typu churizo

Za to mój francuski kurczak to było udko ugotowane (jak z rosołu) a podany do niego makaron był taki jak nasz rosołowy. Ale mieliśmy ubaw na tej bardzo francuskiej kolacji. Na dodatek szef sali nakładając Tomkowi danie na talerz oblał Jego spodnie gorącym wywarem kapuścianym.😉 Ale zachował się w pełni profesjonalnie😉 – nakrzyczał (!) na innego kelnera że ma przynieść gorącą wodę i oczyścił spodnie Tomka, po kilku chwilach nie było widać żadnej plamy. Ponadto dostaliśmy szampana gratis w ramach przeprosin. Więc w sumie nie skarżymy się.

Jednakże nasze dania, w porównaniu do dania Francuzów siedzących obok, nie były niczym nadzwyczajnym. Pan zamówił na przystawkę ślimaki. Ale nie takie jak Tomek – winniczki tylko takie morskie. To były takie małe pozwijane muszle jaki znajdujemy u nas nad morzem w Malahide. Miał ich całe mnóstwo i te muszle były różno-kolorowe. Ślimaki te były podane na półmisku z lodem. Natomiast wybór Francuzki siedzącej obok pobił wszystkie dania świata. Na danie główne pani zamówiła….serce. Było podane takie wielkie z widocznymi żyłami odchodzącymi od niego. To było traumatyczne przeżycie. A ta pani była taka malutka, filigranowa i jadła to serce ze smakiem. Ogólnie miałam wrażenie że ta para Francuzów dobrze się bawiła naszą reakcją i specjalnie zamówiła te dania żeby „zaszokować trochę cudzoziemców”. Bo co najlepsze tych dań nie było w menu. Jak pan jadł te morskie ślimaki widział nasze miny. I pewnie wtedy sobie mówili „zobaczysz jakie miny zrobią jak zobaczą serce”. Niestety, nie zrobiłam im zdjęć bo uważałam to za mega obciach, ale teraz żałuję. Wrzuciłabym to serce tutaj jako zdjęcie główne!

Moze Cie tez zainteresowac
Paryż I Paryż II Paryż III

2 uwagi do wpisu “Paryż a raczej Provins, dzień IV

Zapraszam do rozmowy

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s