Segovia, Hiszpania

 

Mokro, szaro-buro w Irlandii nastraja na wspomnienia pewnego niedzielnego dnia spędzonego z Moniką i Javierem w Hiszpanii, w której mieszkają. Dzień wcześniej nasi gospodarze zapowiedzieli poranną pobudkę aby zdążyć na wczesny pociąg do Segovii.

Podróż trwała około godziny, super szybkim i wygodnym pociągiem :). Wizytę w Segovii zaczęliśmy od śniadania – regionalna pyszność, którą sobie teraz często serwujemy: pomidory bez skórki, posiekane i podane na bagietce podsmażonej na oliwie i do tego polane również oliwą. Jakie to pyszne!

Segovia to urocze miasteczko pełne zabytków – średniowieczny akwedukt, kościoły i zamek Alkazar. Ale również Segovia to idealne miejsce dla mięsożerców. Specjałem miasteczka są młode, pieczone prosięta, które nie porcjuje się nożem tylko talerzem. Jeśli prosię jest rzeczywiście młode i odpowiednio upieczone, powinno się bez problemu rozpaść na kilka porcji, jeśli przepołowi się je energicznie talerzem. To wszystko opowiadał nam Javier, bardzo się przy tym poświecając gdyż jest weganem i gorącym orędownikiem organicznej żywności.

Kamienny Akwedukt w Segovii, który jest zbudowany bez użycia żadnego spoiwa, jest jednym z najpiękniejszych zabytków rzymskich w Europie. Jest symbolem miasta oraz podobno najczęściej odwiedzanym i fotografowanym miejscem w Segovii. Akwedukt został wybudowany aby dostarczać wodę do miasteczka z rzeki Frio położonej 16km od Segovii. Tutaj Javier po raz kolejny uraczył nas lokalną legendą związaną z powstaniem akweduktu. Młoda dziewczyna zmęczona noszeniem wody, poprosiła diabła o wybudowanie akweduktu w zamian za swą duszę. Diabeł miał ukończyć pracę w ciągu jednej nocy i zdążyć przed pierwszym pianiem kura. Gdy kur zapiał, diabłu zabrakło jednego kamienia aby ukończyć budowę. W ten sposób dziewczyna zachowała swą duszę a miasteczko wodę. Na pamiątkę tej legendy wstawiono figurę Matki Boskiej na murze akweduktu (w miejsce brakującego kamienia).

Pokręciliśmy się przy akwedukcie, starożytnych ulicach i dotarliśmy do pocztówkowego ryneczku przy którym znajduje się katedra. Budowla ta jest szczególnie piękna z zewnątrz, jak też o zachodzie słońca, gdyż przybiera wtedy intensywny złoty kolor.

Po zachwytach nad katedrą nasz główny przewodnik czyli Javier zarządził przerwę na aperitif. Wspaniałe uczucie – tak siedzieć sobie na rynku zabytkowego miasteczka ze szklaneczką winka i przekąską. Przy okazji mieliśmy możliwość poobserwować tambylców jak elegancko ubrani udają się na niedzielny spacer. W szczególności pięknie były ubrane dzieci. Monika wyjaśniła nam, że Hiszpanie uwielbiają stroić swoje dzieci i lekką ręką wydają grube pieniądze na dziecięce ciuchy.

Po aperitifie przyszedł czas na zwiedzenie zamku Alcazar. Gdy zamek wyłonił się z oddali, na chwilę zaniemówiliśmy – wydał nam się podejrzanie znajomy. Javier czekał na taką naszą reakcję i się bardzo ucieszył że rozpoznaliśmy …iż zamek wygląda jak zamek z logo Disneya. Disney zauroczony zamkiem w Segovii wzorował na nim zamki w swoich kreskówkach aż zamek Alcazar stał się disnejowskim logo. Widoki z zamku zapierały dech w piersiach a już w szczególności widok całego miasteczka z ośnieżonymi szczytami górskimi w tle. Po kolejnej uczcie dla ducha znów udaliśmy się na ucztę dla ciała. Pyszny obiad w restauracji wegetariańskiej był niebiańskim zamknięciem dnia. To znaczy tak myśleliśmy, ale okazało się że to jeszcze nie koniec naszej wycieczki.

Wyruszyliśmy na długi spacer mało znanym ścieżkami Segovii, wzdłuż rzeki, delektując się malowniczą scenerią w promieniach zachodzącego słońca. Gdy dotarliśmy z powrotem do centrum już zapadał wieczór, więc Javier wybrał lokalną cukiernię na miejsce na podwieczorek. Hiszpańskie smakołyki i gorąca czekolada.

Gdyż wyszliśmy z powrotem na rynek po czekoladowej uczcie, na dworze było już ciemno. Oświetlona katedra żegnała nas grą światła i cieni. Także rynek jak i uliczki wiodące na przystanek miały inne oblicze niż za dnia. Tajemnicze ale i ciepłe w świetle latarni ulicznych.

Smutno było się żegnać z bajkową Segovią, ale w sumie wracaliśmy do Madrytu. Ten dzień był wspaniały – nie dość że spędzony z przyjaciółmi, w pięknym hiszpańskim miasteczku to jeszcze pełen lokalnych pyszności. Po przyjeździe do Madrytu, Javier, nasz kulinarny guru, zarządził czas kolacji. Poszliśmy do lokalnej knajpki, do której jako turyści zapewne byśmy nie trafili. Zamówiliśmy różne tapas, czyli tak zwane przekąski. Jedną z tych przekąsek był talerz zielonych papryczek. Wyzwanie polega na tym że można natrafić na bardzo ostrą papryczkę ale nigdy nie wiadomo..jedliśmy więc bardzo ostrożnie. Kelnerzy – panowie w średnim wieku byli bardzo sympatyczni i swojscy. Po złożeniu zamówienia, kelner nie ruszywszy się z miejsca wykrzyczał głośno do baru nasze zamówienie. W sumie mogliśmy sami krzyknąć do baru co chcemy..no, ale pewnie klient nie może krzyczeć.  🙂 Lokalny klimat tej knajpki bardzo nam się podobał. Monia powiedziała nam że odkąd zamieszkała w Madrycie, panowie kelnerzy są wciąż ci sami, a to już w sumie chyba 13 lat?

Hmm, ale to wciąż nie był koniec dnia. Po wesołym barze z tapas Monia przekonała Javiera żebyśmy wstąpili jeszcze na drinka do hawajskiej knajpki. Na ostrzeżenie Monia powiedziała że knajpka jest kiczowata ale wesoła. I tak było…na początek Monia i ja dostałyśmy od kelnera niby hawajski łańcuch kwiatów do powieszenia na szyi. A potem się zaczęło. Zamówiony przez nas drink to był wulkan – serwowany w naczyniu które wyglądało jak wulkan, dymiło jak wulkan, na szczęście nie wybuchło jak wulkan. Do tego oczywiście przeróżne tapas. Nie pamiętam co tam jeszcze się działo, pamiętam tylko że wracałyśmy do domu z Monią chichotając cały czas. Nie pamiętam również czy Javier i Tomek byli w stanie zachować powagę..

To był dzień!!!!

Więcej zdjęć z Segovii tutaj
View Larger Map

Moze Cie tez zainteresowac
Paryż II Provins Zamek Ardgillan

3 uwagi do wpisu “Segovia, Hiszpania

  1. Kasiu i Tomku!!!!
    Jestescie najwspanialszymi kompanami podrózy. Takimi do tanca i do rózanca, na prosiaka i wulkany. A jak sie jeszcze czyta Twój opis, to lezka sie w oku kreci i czlowiek krzyczy w duchu WIELKIE DZIEKI za wszystko!!!
    Monia i/y Javier

  2. havier chyba lekko śćiemnia jeśli twierdzi żę zamek w segovii to logo Disney’a. To samo można powiedzieć o 4 zamkach we fracji o Neuschwasten w bawarii i o pałacu w Mosznej koło Opola . Dwa ostanie widziałem i bardziej przypominają logo disney’a niż zamek w segovi też widziałem
    pozdro

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s