Polska restauratorka na wyspie Achill

O wyspie Achill pisałam już trzy razy (krótko o samej wyspie, o Opuszczonej Wiosce i o klifach Minaun). Największa wyspa Irlandii o długości 22 kilometrów i szerokości 19 kilometrów była swego czasu kultowym miejscem wakacji Irlandczyków. Dziś Irlandczycy jeżdżą na wakacje poza Irlandię, ale Achill Island wciąż jest tłumnie odwiedzana, szczególnie w sezonie. Co sprawia, że wyspa jest tak czarująca? Znajdziemy tu wrzosowiska, góry, groźnie wyglądające klify, ocean oraz długie piaszczyste plaże idealne do uprawiania sportów wodnych oraz wędkowania. Wyspa w szczególności ceniona jest przez serferów jako jedno z najlepszych i najbardziej malowniczych miejsc na świecie do serfowania. Do tego należy dodać scenerię bajkową małych białych domków i owieczek. Żeby nie przelukrować trzeba wspomnieć, ze te owieczki chodzą wszędzie swobodnie, nawet przy miejscach parkingowych tak więc bobki owcze są wszędzie, nie ma mowy o spontanicznym ulokowaniu się na trawie a buty też trzeba porządnie wyczyścić po takim pobycie na Achill.

Na wsypę po raz pierwszy zawitaliśmy jakieś mniej więcej 3 lata temu. Niedawne wakacje w Mayo nie mogłabym zaliczyć do udanych bez ponownego odwiedzenia wyspy. Przy pierwszej wizycie na wyspie, poczułam że lubię to miejsce, przy okazji mojej ostatniej wizyty poczułam, że się zakochałam w tej wyspie. Spędziliśmy bardzo dużo czasu na plaży mimo, że pogoda nie do końca sprzyjała (ale to bardziej powody osobiste niż do końca nasz przemyślany wybór), ale i tak było cudnie.

W samym centrum Keel jest malusieńka komenda policji i kilka restauracji. Jedna z nich to była kiedyś chińska restauracja. Nie serwowała zbyt dobrego jedzenia więc teraz z ciekawością zobaczyliśmy, że w miejsce chińskiej znalazła się nowa restauracja o nazwie Bayside Bistro (albo Bayview – nie pamiętam teraz zbyt dokładnie) Postanowiliśmy pójść do tej restauracji i sprawdzić jak się zmieniła. Po krótkim czasie od złożenia zamówienia okazało się, że pani która nas obsługuje jest Polką. Zanim do tego doszło, wcześniej zastanawialiśmy się czy w takich „remote” miejscach też mieszkają jacyś Polacy, gdy więc niespodziewanie spotkaliśmy Polkę na wyspie Achill od razu zapytaliśmy ją czy na wyspie tylko pracuje czy też mieszka. Okazało się, że ta Pani prowadzi tę restaurację ze swoim mężem od mniej więcej dwóch miesięcy. Przeprowadzili się na wyspę Achill z Dublina bo rodzina męża jest właśnie stamtąd. Spytałam jak się mieszka na wyspie, Pani powiedziała, że jej mała córeczka bardzo się tu dobrze czuje. Pani natomiast chyba jednak nie do końca. W sumie rozumiem, Dublin jest mały w porównaniu do innych stolic ale jakby nie było sama też bym nie potrafiła przeprowadzić się na Achill. Bardzo żałuję, że nie zdążyłam porozmawiać z tą Panią dłużej i zapytać się czemu nie do końca cieszy się z przeprowadzki, ale coraz więcej klientów zaczęło przychodzić do restauracji i pani była zbyt zajęta. Ja natomiast chcąc promować polsko-irlandzki biznes zachęcam wszystkich do wstąpienia na lunch do restauracji tej Pani. Może komuś z Was uda się z Nią dłużej porozmawiać i dowiedzieć czemu mimo, że Achill to cudne miejsce, to jednak lepiej było w Dublinie?

Moze Cie tez zainteresowac
Kamienny fort Leacanbuaile Wiadukt kolejowy na Malahide Jeanie Johnston

16 uwag do wpisu “Polska restauratorka na wyspie Achill

  1. Dobrze wiedzieć, będę na Achill za tydzień, nocujemy w B&B prowadzonym przez Francuzów, a wcześniej możemy coś zjeść w tym bistro. Jak nie będzie za bardzo bizi to popytam o to i owo🙂

    • Super! Daj znać co się wywiedziałeś – pewnie uda Ci się pogadać bo w sumie październik to już końcówka sezonu (o ile nie po). Pani ma proste ciemne włosy tak mniej więcej do ramion. I miły uśmiech – poznasz od razu🙂

  2. Witam serdecznie,

    Dziękuję za wspomnienie Bayside Bistro. Moje imię to Aśka😉 ” restauratorka z Achill”. Bardzo mi przykro ze nie udało nam się dłuzej porozmawiać gdy odwiedziliście restauracje.
    Gorące pozdrowienia. Mam nadzieję że wrócicie jeszcze na Wyspę🙂

  3. Natrafiłam na Twój blog gdy szukałam stron dedykowanych Achill. Z nudów muszę się przyznać bo wyspa o tej porze roku bardziej przypomina ” land of the lost” niż cel wycieczek w sezonie. Choć pogoda dopisuje jak na listopad…
    Myślę że twój blogowy kolega miał na myśli kuchnie francuzów, Pure magic to hostel i pizzeria którą prowadzą na wyspie🙂
    Pozdrawiam serdecznie.
    Aśka

  4. aa, rozumie, musiałam coś poplątać. ale u Was też był bo mówił że u Francuzów będzie nocował. Jakby nie było świat jest mały i wszyscy się w końcu znajdziemy. Asiu mówiłaś, że myślicie o cateringu/dowozach na telefon poza sezonem. I jak realizujecie ten plan? Pozdrawiam, Kasia

    • To fakt, świat jest mały🙂 Narazie z rzeczy poza sezonem robimy take away, reszta pewnie z czasem. Achill to bardzo specyficzne miejsce zamieszkane przez nieco specyficznych ludzi- do nowości podchodzą jak do jeża więc wszystko potrzebuje czasu żeby się rozkręcić. Więc jesteśmy po prostu cierpliwi i szykujemy się na następny sezon. Moja mała już świetnie naśladuje beczenie owiec…nie wiem czy mam się śmiać czy płakać ;P

Zapraszam do rozmowy

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s