Asyż, Umbria

Asyż początkowo nie był na naszej liście „to see”, ale będąc już w Umbrii prawie za każdym razem jak przekartkowywaliśmy przewodnik,  otwierał się on nam na stronach o Asyżu. W sumie wyszło na to, że jeśli nawet nie chce się podziwiać fresków w Bazylice Św. Franciszka, ani chodzić od kościoła do kościoła, to i tak warto zobaczyć Asyż choćby z tego powodu, że jest to jedno z lepiej utrzymanych miasteczek średniowiecznych na świecie, na którego architekturze, czas pozostawił prawie niezauważalne ślady. No i jeszcze warto odwiedzić dla zachodu słońca, które kryjąc się za górami odbija się od budynków Asyżu zostawiając je w złotej poświcie. (jak chyba na zdjęciu powyżej)

Im bliżej byliśmy Asyżu tym niebo mniej się nam podobało. Gdy wjeżdżaliśmy na podziemny parking właśnie zaczynało padać. Po wyjściu z podziemia parkingu na jego parter pierwsze zdziwienie – toalety płatne, zabezpieczone specjalnymi bramkami. Ale niech się strapiony pielgrzym nie martwi jeśli nie ma wymaganej monety o nominale 1 euro w kieszeni. Obok toalet stoi specjalny automat, który wymieni nam inne monety na te jedno eurowe.  (przyzwyczajenie z Irlandii – tu toalety nie są płatne). Poprosiliśmy o kawę i herbatę na wynos zanim ruszyliśmy do miasteczka. Prośba T. o herbatę wzbudziła popłoch, już zresztą po raz drugi. Prosiłam T żeby nie zamawiał herbaty w kraju w którym tak naprawdę się jej nie pija, ale T jest uparty, zamówił herbatę i musieliśmy na nią czekać 10 minut w ciągu których panie sprzedające się naradzały gdzie ta herbata, jak ją zrobić itp. Zanim T dostał herbatą ja swoją kawę już wypiłam…

Jeśli chodzi o deszcz to nie było tak źle jak w Spoleto bo padało z przerwami i po prostu padało a nie lało, ale ogólnie było mokro, zimno i nieprzyjemnie. Nie za wiele zdjęć udało mi się zrobić przy takiej pogodzie. Ale do rzeczy… Asyż nie podobał mi się wcale. Może z powodu przesytu tego typu miasteczkami, złej pogody a może z powodu jego turystycznej komercji? Każdy budynek, nawet każdy kamień w chodniku wydawały się być odświeżone, wymyte i przygotowane do robienia im pocztówkowych zdjęć przez turystów. Nawet wszyscy franciszkanie, których spotykaliśmy po drodze byli „z importu” – wszyscy mówili po polsku nie po włosku. Jednym słowem, Asyż wydał mi się przereklamowany i mało autentyczny. Posłodzę trochę na koniec: w Asyżu mają przepiękne cukiernio-ciastkarnie. Przechodząc obok którejś  z kolei ponętnie wyglądającej cukierni, zrobiliśmy na nią mały napad i wyszliśmy obładowani ciachami z miodem, różnym orzechami, anyżkiem i czym tam jeszcze.. Ciastka były tak słodkie i było ich tak  dużo, że nawet zostawiliśmy trochę w naszym włoskim mieszkaniu. Teraz jak sobie o nich pomyślę… and now i wish, now i wish you were here 🙂

Moze Cie tez zainteresowac
Carlingford..dlaczego warto.. Obama z Moneygall Świt na plaży

Jedna uwaga do wpisu “Asyż, Umbria

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s