Mieszkanki Cork topless..

Wyobraźmy sobie, że w Irlandii jest ciepło. Jest tak ciepło, że aż gorąco. Jest tak gorąco, że można chodzić bardzo lekko ubranym. Tak lekko, że nie zakłada się nawet górnej części odzieży wcale….Nie są to jakieś fantazje i w sumie nie było chyba aż na tyle gorąco, ale reszta się zgadza. Mieszkanki hrabstwa Cork chodziły swego czasu topless. A dokładnie, w czasach średniowiecza i chodziły tak „ubrane” jako młode kobiety aż do zamążpójścia.

University College of Cork udostępnił manuskrypt napisany w języku francuskim, w którym zamieszczony jest opis królewskiego sekretarza Vitala ze swego pobytu w Kinsale roku 1518. To co między innymi zadziwiło sekretarza to właśnie to, że kobiety chodziły w takim niekompletnym ubraniu. Co więcej było to czymś naturalnym i nie miało podtekstu erotycznego „it is as common there to see or touch the breast of a girl or woman, as it is to touch her hand”

Tekst po raz pierwszy został opublikowany w Brukseli w roku 1881, ale dopiero teraz irlandzcy historycy „odkryli” go i zaczęli się nim interesować.

Moze Cie tez zainteresowac
Mokra głowa Romantycznie w Wicklow Tysiące kobiet w pralniach..

11 uwag do wpisu “Mieszkanki Cork topless..

  1. Trudno mi w to uwierzyć, zwłaszcza że mowa jest o czasach kiedy za drobniejsze przewinienia Inwizycja wysyłała na stos. Wpływ protestantyzmu nastąpił dopiero później, dlatego wygląda to jak opis z jakiejś wyspy zamieszkanej przez dzikich…

    • Ależ w średniowieczu, niezależnie od popularyzującej się idei ascezy, wizerunek ciała był znacznie zdrowszy niż teraz. Ubiór posiadał znaczenie praktyczne i był znakiem przynalezności klasowej i oznaką stanu posiadania, tymniemniej prawie do końca XVI w. nawet całkowita nagość była widokiem dość powszechnym i traktowanym normalnie. Dość wspomnieć, że idąc do łaźni, całą odzież zostawiało się w domu.
      Zwyczaj całkowitego zasłaniania ciała pojawił się później, wraz ze zmianami klimatycznymi (tzw. małym zlodowaceniem) i wynikał ze strachu przed chorobami. Stulecia XVI i XVIII były najgorsze dla higieny, zwłaszcza na zachodzie Europy – szlachta nie myła się wcale i znacznie prędzej było ją czuć niż widać, ubrań nie zdejmowało się prawie wcale (nawet spało się w tym, w czym się chodziło), przełom pojawił się po wynalezieniu trwałej bielizny, którą w celach higienicznych (zamiast kąpieli) zmieniało się raz dziennie. Powrót do zwyczajów kąpielowych powrócił na początku XIX wieku, lecz było to w latach postępującej autoerotyzacji nowej klasy panującej – burżuazji. W wyniku typowej dla tamtych czasów represyjności, obraz ciała nabrał silnego kontekstu seksualnego, na dodatek z negatywną konotacją. Sztuczne podtrzymywanie tego skojarzenia w celach merkantylnych w dobie obecnej rewolucji medialnej sprawia, że z tym problemem, choć słabnącym, borykamy się aż do dzisiaj.

      • Dziękuję za obszerne i ciekawe wyjaśnienia. Tak sobie spłycamy postrzeganie świata i zwyczajów, że najprościej jest myśleć, że życie w przeszłości było takie jak teraz „tyle, że dawno temu i bez zdobyczy cywilizacyjnych” A przecież było takie inne. Natomiast nie zdawałam sobie sprawy, że nagość była aż tak powszechna i normalna. Nie uczyłam się też o tym na lekcjach historii. Ciekawe czy w pewnym stopniu takie wiadomości były specjalnie cenzurowane przez pruderyjne podejście i tylko pasjonaci czasów dawnych i studenci historii mają taką wiedzę? Pozdrawiam

        • Może nie tyle ‚specjalnie’, ile w wyniku ugruntowanej kulturowo i podtrzymywanej ideologicznie represyjności cielesnej. Niestety, na tle innych społeczeństw europejskich, ów nasz naród wydaje się szczególnie dotknięty tym problemem.

          Rewolucja przemysłowa XIX w. zaowocowała gwałtownymi zmianami społecznymi wywołanymi bezprecedensowym postępem technicznym, m.in. wyemancypowaniem się burżuazji (którego ostatnim etapem była tzw. Wiosna Ludów) jako środowiska opiniotwórczego. Wcześniej rolę tego środowiska pełniła szlachta, reprezentując przeważnie postawę otwartą światopoglądowo i etycznie. Dlatego np. jeszcze królowie George II i George IV jako propagatorzy powszechnych kąpieli i twórcy pierwszych kąpielisk nie zawracali sobie głowy jakimkolwiek ubiorem. Wynalazek stroju kąpielowego wynikł dopiero z potrzeby kontynuacji kąpieli w warunkach silnie zaburzonej w wyniku rewolucyjnych przekształceń społecznych, percepcji ciała. Ideą tamtego okresu było wytłumienie wszelkich emocji, uczuć i popędów na rzecz postępu technicznego i ekonomicznego. Ciało człowieka nabrało roli głównie wizerunkowej, co oznacza, że musiało nagle sprostać sztywnym wymaganiom aktualnych kanonów obyczajowych (stąd pokutujące jeszcze gdzieniegdzie skojarzenie obrazu ciała z ‚moralnością’) narzucających cały wachlarz bezwzględnie wymaganych i jednocześnie trudnych (zwłaszcza dla kobiet) do spełnienia społecznych reguł zachowania i wyglądu. Uwarunkowało to archetyp hiper-restrykcyjnego wizerunku samego siebie w lustrze domniemanej oceny (postawa: ‚co ludzie powiedzą’, ‚ludzie patrzą’). W wyniku tych przeobrażeń utrwaliła się podwójna moralność, wyniesiona następnie do rangi cnoty (przedefiniowanie pojęcia ‚skromności’, patrz: katechizm) będąca przyczyną podziału sposobu funkcjonowania człowieka na sferę publiczną i prywatną. Powstałe na tym gruncie udogodnienia higieniczne (niewątpliwie mocno podnoszące poziom higieny) takie jak wanna czy sedes, dodatkowo sprzyjały przesunięciu się cielesności w sferę prywatną i utrwaleniu postawy wizerunkowego (a więc przedmiotowego) jej traktowania. Te procesy społeczne zaowocowały deficytem cielesnych wzorców kulturowych będących przyczyną najrozmaitszych patologii osobowościowych i ogólnym obniżeniem wrażliwości sensorycznej, zwłaszcza u dzieci, które dziedziczyły ten deficyt w procesie socjalizacji pierwotnej, a więc możliwej do odbudowania jedynie w wyniku świadomej pracy wielu pokoleń.
          Reakcją na estetyczną i duchową zerowość tamtych czasów była tzw. Lebensreform (‚reforma życia’), propagująca zwrócenie się z powrotem ku naturze i duchowości. Na tym gruncie powstały nowe idee (np. naturyzm, olimpizm) oraz liczne stowarzyszenia gimnastyczne, filozoficzne i literackie (romantyzm). Jednak kierunek ten nie zdążył powstrzymać eskalacji nasilającego się początku XX w. faszyzmu. Leczenie się się z nowoczesno-wojennej traumy powrócił dopiero w latach 50-tych.

          Ale nie u nas😦.
          Jak wiemy z historii, Polska w odróżnieniu od większości pozostałych krajów zachodnioeuropejskich, stała się głównie ofiarą a nie beneficjentem XIX-wiecznej rewolucji techniczno-ekonomicznej. Szlachta, jako środowisko opiniotwórcze zostało zniszczone, prawdziwa warstwa inteligencka prawie nie istniała. Chłopstwo zachowało tradycyjny, stosunkowo zdrowy stosunek do ciała, lecz nie była warstwą opiniotwórczą. Organizacje społeczne istniały (np. zrzeszenie towarzystw gimnastycznych „Sokół”, związane z nim Stowarzyszenie Zdrowego Stylu Życia, stowarzyszenie filozoficzne „Eleusis” itp.), lecz stopień ich oddziaływania był znikomy. Ponadto niemal każda inicjatywa społeczna funkcjonowała w etosie narodowowyzwoleńczym, promującym raczej mesjanistyczną postawę poświęcenia się dla dobra przyszłych pokoleń i umacniania jedności narodowej (winkelriedyzm, archetyp matki-Polki, Polaka-katolika itp.) niż indywidualny rozwój. Realną warstwą opiniotwórczą stała się warstwa drobnomieszczańska z tak wyszydzaną przez Gabrielę Zapolską, nawet wtedy uważaną już za archaiczną i skostniałą wiktoriańską moralnością. Moralność ta miała tak negatywny stosunek do ciała, że zakazywała nawet mówienia o nim. Dwudziestolecie międzywojenne (będąc w zasadzie wojennym z uwagi na straszliwie wyniszczającą wojnę polsko rosyjską) niewiele w tym względzie zmieniło.
          Ta represyjność cielesna idealnie włączyła się w cały wachlarz represji komunistycznych promujących w zasadzie dość podobną do burżuazyjnej ideę traktowania ciała wyłącznie jako środka produkcji, podobnie negatywnie stygmatyzującą prorozwojowe traktowanie ciała. Z powodu żelaznej kurtyny i przede wszystkim utraconych już wtedy wzorców kulturowych, nie przeniknęła do nas większość zdobyczy tzw. rewolucji seksualnej skoncentrowanej, wbrew nazwie, nie tylko na sferę seksualną człowieka, ale będącej raczej kontynuacją rozpoczętej na pocz. XX w. Lebensreform, odwołującą się do wolności osobistej, niosącą ze sobą idee prozdrowotne o nastawieniu holistycznym (wellness, naturyzm, kinezjologia).
          W odróżnieniu od krajów spoza żelaznej kurtyny a nawet innych krajów bloku wschodniego, w okresie względnego rozluźnienia socjalistycznych represji w latach 80’tych, my przeżywaliśmy stan wojenny, bynajmniej nie sprzyjający zainteresowaniu ciałem i zdrowiem z takich samych jak poprzednio powodów.
          W latach 90-tych, po ostatecznym zrzuceniu jarzma represji, nagle stanęliśmy przed problemem typowego dla społeczeństw postkolonialnych braku wzorców kulturowych warunkujących harmonijny rozwój społeczeństwa w warunkach jego wolności i samostanowienia. Społeczeństwo, w swej dużej części nie potrafiące już funkcjonować inaczej jak w archetypie sprzeciwu wobec ciemiężcy, z amputowanymi przez niego wzorcami kulturowymi, zwróciło się ku organizacjom politycznym i społecznym odtwarzającym dawne represyjne archetypy (postkomuniści, fundamentaliści). Odtwarzanie utraconej kondycji psychicznej społeczeństwa zachodzi powoli, choć obserwuje się postęp. W kwestii kultury ciała wciąż obserwujemy

          Powracając do odpowiedzi na postawione przez Ciebie pytanie: raczej nie cenzurowało tych zagadnień celowo, lecz bardziej z braku utraconych wzorców kulturowych, sięgającego nawet kwestii językowych. Negatywna stygmatyzacja pewnych sfer funkcjonowania człowieka (np. seks, wydalanie, nawet higiena) oraz związane z nimi tabu, spowodowała ich zwulgaryzowanie (wulgarność wynika właśnie ze złamania tabu) – chcąc o nich mówić w sposób neutralny, musimy się uciekać do określeń medycznych (co też jednak narzuca pewien sposób myślenia) bo nie mamy innych. Samo mówienie o sferze cielesnej było uważane za urągające przyzwoitości. Pamiętam, jakich problemów doświadczyła w latach ’70 Michalina Wisłocka, pragnąc wydać swą „Sztukę kochania”; problemy te wynikały nie tyle z treści książki, lecz z faktu, że w ogóle o tym pisała! Pamiętam, jak patrzono na człowieka biegającego po miejsckim osiedlu w dresie – uważano go niemal za zboczka, tylko dlatego że zainteresowany był codzienną gimnastyką. Pamiętam, jak w programach telewizyjnych promujących zdrowie namawiano ludzi na zbiorową gimnastykę w parku, to głównym ich problemem był… wstyd. Odłogiem leżały wybudowane w czynie społecznym ścieżki zdrowia.
          Nawet dzisiaj wciąż borykamy się z podobnymi, pokutującymi jeszcze problemami – wciąż niektórzy ludzie postrzegają ciało jedynie w kontekście seksualnym, wciąż uprzedmiotawiające, mizoginistyczne i antycielesne nastawienie do ciała oraz jego seksualizacja propagowana jest w środowiskach konserwatywno-fundemantalnych (kreujących w ten sposób rynek pornografii), wciąż duża część ludzi, mając problemy z higieną i zaburzonym obrazem ciała, pod prysznicem w aquaparku myje się w gaciach bądź strojach kąpielowych, niektórzy próbują wchodzić w nich nawet… do sauny (!); zresztą, wciąż nieliczne, właściwie funkcjonujące sauny to dopiero pieśń ostatnich kilku lat – przedtem nie funkcjonowały ze względu na wymagane pozbycie się ubrania. Pomimo szerokiej akceptacji społecznej, na polskich plażach wciąż mało popularny jest strój topless, choć za granicą, nawet w krajach muzułmańskich, gdzie jest to prawnie zabronione (!) Polki nie przepuszczą najmniejszej okazji, żeby się w nim zaprezentować, a media z uporem maniaka (choć na szczęście z coraz mniejszym powodzeniem) próbują stworzyć z tego tematu sensację. Wciąż duża część społeczeństwa dotknięta patologią wstydu ciała nie odkrywa go nawet wobec swego partnera życiowego!
          Rewolucja informatyczna, wiążące się z nią merkantylne oddziaływanie wszechobecnych mediów i amerykańska w nich dominacja powoduje estetyzację (a więc również uprzedmiotowienie) ciała, czego dalszym skutkiem jest zaniechanie aktywności fizycznej przez młodzież (gwałtowny przyrost liczby dzieci otyłych, widoczne gołym okiem wady postawy itp.). Nie jest więc lekko ;-(. Niestety, pokutujące od ok. 200 lat tabu ciała wynikające z jego wyparcia, choć słabnące, nadal stanowi pewien problem w jego opisywaniu, nieumiejętność jego opisywania jest z kolei źródłem lęku a ten – cenzury lub niezdrowej, nieuzasadnionej racjonalnie sensacji.

          I to jest chyba odpowiedź.

          Pozdrawiam,
          Jarek

          P.S. Ależ się rozpisałem! Ale i tak musiałem się powstrzymywać przed nadmiernym rozwijaniem tematu – kultura fizyczna, zwłaszcza socjologia ciała to mój konik🙂.

          • ciekawie piszesz, dzięki za czas poświęcony na opis problemu nagości i postrzegania ciała w europejskiej oraz polskiej kulturze. To przedmiotowe podejście do ciała, o którym wspominasz jest bardzo upokarzająco/odpychająco odczuwalne w Polsce. Jeszcze gdy mieszkałam w Polsce bardzo mi przeszkadzały seksistowskie i wręcz pornograficzne reklamy gdzie nawet do promocji oleju trzeba było pokazać blondynkę z otwartą buzią i w skąpym stroju. Ale przed wszystkim Polska to (przepraszam za generalizację) kraj mężczyzn, którzy niezależnie od stanowiska, stopnia poufałości i relacji pozwalają sobie na chamskie, dwuznaczne uwagi. Teraz jak odwiedzam Polskę razi mnie to jeszcze bardziej, bo zdążyłam się przyzwyczaić do bardziej zdrowych relacji międzyludzkich pod tym względem a przede wszystkim do tego, że kobietę nie traktuje się jak przedmiot do zaspokajania ambicji i kaprysów tudzież irytacji mężczyzn. (czytaj: pustą blondynkę). Natomiast, samo podejście do sportu a raczej niechęć do niego przez pryzmat tabu cielesności to też ciekawy temat. W Irlandii każdy biega, chodzi na siłownię, gra w piłkę itd. dla zdrowia a jak chce schudnąć to tym bardziej żyje aktywnie. Na polskim forum natknęłam się na wątek na temat chudnięcia, pytanie brzmiało mniej więcej tak: chcę schudnąć 10 kg co robić, tylko nie mówcie mi o żadnym sporcie. Odpowiedzi w większości w miarę podobne: tak ja też nie będę ćwiczyć, ale ograniczę to, to i tamto. I tak mówiło około 80 % wypowiadających się!

            • Dotknęłaś ciekawych problemów granicznych, ze swojej natury trudnych w opisie i niejednoznacznych w ocenie. Granice dobrego smaku w przekazie obrazu determinowane są wieloma czynnikami, głównie: intencją twórcy, wzorcami estetycznymi i mentalnością odbiorcy oraz kontekstem (kulturowym, estetycznym, sytuacyjnym, semantycznym) samego przekazu. Społeczeństwo polskie poddawane wielu represjom, antagonizmom, gwałtownym zmianom społecznym, utraty swoich na rzecz narzucanych bądź bezkrytycznie przyjmowanych (z braku własnych odniesień) obcych wzorców stało się bardzo podzielone, choć sam fakt tego zróżnicowania mentalnego może być pewnym wspólnym mianownikiem określającym w pewnym stopniu charakter społeczeństwa.
              Pokutujące XIX-wieczne archaizmy: tabu ciała wraz z burżuazyjną dominacją mężczyzn objawia się w tym galimatiasie w z pozoru przedziwny trudny do zrozumienia konglomerat zjawisk. W schyłkowym okresie socjalizmu przekazywany przez reżyserów obraz ciała często nie był rozumiany ze względu na nieprzygotowanie masowego odbiorcy. Każde odsłonięcie kawałka ciała traktowano w sposób przedmiotowo-seksualny (brakowało nieuprzedmiotowiającego wzorca kontekstu).
              Na początku lat 90-tych, po uwolnieniu mediów, w pierwszych reklamach dominowały przytoczone przez Ciebie jęczące ‚blondynki z otwartą buzią’. Po pewnym czasie społeczeństwo, nabywszy już nieco pewnego krytycyzmu oceny, przestało akceptować ten sposób przedstawiania ludzkiej postaci, choć z różnych powodów: część nauczyła się przyjmować seksualną wymowę obrazu bez przypisanego jej kulturowo kontekstu uprzedmiotowienia, lecz raziło ich jego obskuranctwo. Inni, nie odrzuciwszy przedmiotowego sposobu patrzenia na tego typu przekaz, nie aprobowali (choć nieświadomie) sposobu swojego własnego odbioru, transponując go (słusznie lub nie) na intencję jego twórcy.
              Wciąż silne tabu ciała, wzmocnione silnym oddziaływaniem kulturowym USA, wywołało zjawisko odwrotne – tego typu obrazy znikły z przekazu, lecz wylano przy tym dziecko z kąpielą – nie rezygnując z seksistowskiego kontekstu, przedstawia się obraz ciała w lepszym guście, w sposób bardziej profesjonalny warsztatowo, lecz zarazem zdecydowanie bardziej reifikujący – represji poddano wszelką tzw „nagość” (określaną wg zasad obowiązujących w USA(!!!)), bez względu na jej kontekst. Przekazy medialne zawierające tak kwalifikowane obrazy, bez względu na poziom artystyczny i ich wymowę zostały zepchnięte poza ustanowioną granicę czasową godz. 23:00. Jednocześnie wszelkie inne, uprzedmiotowiające sceny przemocy fizycznej, psychicznej i symbolicznej pokazuje się nawet w programach dla młodzieży. W ten sposób cenzurę komunistyczną zastąpiła fundamentalistyczna, a telewizja staje się pomału „telewizją dla II zmiany”. W bezkrytycznym naśladowaniu represyjnych rozwiązań amerykańskich, posunięto się nawet do wymatowiania (a więc stygmatyzacji i w konsekwencji uprzedmiotowienia) w przekazywanych scenach niektórych części ciała, określanych za oceanem jako „intymne” (głównie narządy płciowe oraz piersi, ale tylko (!) kobiece).
              Na plus polskiemu społeczeństwu należy uznać, że takie patologiczne postępowanie nadawców nie znalazło wyraźnej społecznej aprobaty, więc może w końcu zniknie.

              Bardzo negatywnym zjawiskiem kulturowym ostatnich lat wydaje się eskalacja estetyzacji (podobnie jak w wkitorianizmie, choć jej przyczyny są całkiem odmienne). Wysoki priorytet konieczności dopasowania własnego wyglądu i zachowania do obowiązujących aktualnie, wydumanych wzorców estetycznych powoduje, poza tradycyjnymi: anoreksją, bulimią, także inne, niezwykle degradujące patologie o charakterze społecznym, jak: wstyd ciała, odrzucanie możliwości samostanowienia o sobie (zastąpienie swojej godności bezkrytycznemu podporządkowaniem się wzorcom i opinii otoczenia), postawa panoptyczna (obsesja stałego podlegania krytycznej ocenie). Zjawisko to silnie utrudnia, czasem wręcz niemożliwia samodoskonalenie, tworzenie relacji interpersonalnych i w konsekwencji tworzenie społeczeństwa obywatelskiego. Nałożone na pokutujące w naszym społeczeństwie represyjne wzorce kulturowe, zewnętrznie objawiają się właśnie m.in. w przytoczonych przez Ciebie zjawiskach: seksizm odziedziczony po wiktorianizmie (kultura mężczyzn) wraz z archetypem matki-Polki (wyłącznie służebna rola kobiety) odtwarzany jest, wbrew pozorom, w tym samym stopniu przez mężczyzn jak i przez kobiety. Owszem, większość kobiet z tego powodu cierpi, ale równocześnie nie potrafi funkcjonować w innej formule (jest to znane zjawisko lojalności-uzależnienia wobec nadzorcy), ponieważ stanowi jedyną formułę, która jest jej znana (czyt. ‚bezpieczna’).
              Przykład:
              Ok. 44% Polaków lubi opalać się na plaży. Jednak matka-Polka, pomimo że szczerze chce się poopalać, idzie na plażę ‚bo mąż i dzieci ją tam ciągną’. Przygotowuje przy tym pełno żarcia, zabiera ręczniki, koc, inne plażowe akcesoria, a na plaży zajmuje się głównie wydzielaniem (wpychaniem do buź) jedzenia, smarowaniem pleców co 10 min., trzepaniem koca i po całym dniu takiego neurotycznego postępowania, zmęczona i zła (wraz z mężem i dziećmi zmęczonymi i zirytowanymi jej nachalnością), lecz w poczuciu dobrze spełnionego ‚obowiązku’, składa rzeczy (nie pozwalając odciążyć się od ciężaru ‚żeby się nie przedźwigali’) i idzie do domu, szczęśliwa, że ten dzień się kończy.
              Ten nieco przerysowany przykład to tylko model, ale jakże często spotykany. Z jednej strony, wychowywani przez owe matki_Polki narcystyczni Piotrusie-Panowie zachowują się wobec nich w sposób który opisujesz, z drugiej strony – kobiety często nie pozwalają się niestety na dłuższą metę traktować inaczej – i kółko się zamyka😦.
              Również paradoksalne pragnienie dopasowania do zdrowego wyglądu przy rezygnacji z ćwiczeń fizycznych (często opisywane w książkach z socjologii ciała) i pracy nad sobą w sensie ogólnym, wydają się wynikać ze wspomnianych zjawisk. Dbałość o kondycję ciała zastąpiona została dbałością wyłącznie o jego wygląd.
              Sposób oddziaływań przedstawia się w tym względzie następująco:
              1. Estetyzacja -> Niedopasowanie -> ‚obcość’ ciała -> uprzedmiotowienie
              2. Niedopasowanie -> Wstyd ciała + uprzedmiotowienie
              3. Wstyd ciała -> Wyparcie ciała -> brak motywacji do dbałości o nie
              4. Wyparcie ciała -> Zanik potrzeby dbałości o nie
              5. Zanik potrzeby dbałości ciała -> ‚goto p. 2.’

              Nałożenie się negatywnych wzorców z przeszłości ze społecznymi problemami ostatnich lat, prawdopodobnie długo jeszcze nie pozwoli na spopularyzowanie naturalnego do niego podejścia. Pokutująca wciąż, wiktoriańska, uprzedmiotowiająca estetyczno-seksualno-moralna stygmatyzacja ciała wciąż daje się nam we znaki. Zaobserwowane przez Ciebie różnice pomiędzy społeczeństwem Polski i Irlandii – kraju, który przeszedł dość podobne do naszych koleje losu i zmaga się podobnymi problememi społecznymi, którego jednak różni od nas prawie wiek względnej wolności samostanowienia, dają jednak pewną nadzieję na zrzucenie tego jarzma. Może nasi potomkowie nauczą się postrzegać ciało normalnie i pojawienie się bez ubrania na ulicy, podobnie jak w przeszłości, nie będzie wywoływać nieracjonalnych lęków lecz znów będzie postrzegane naturalnie.

              • Jeśli chodzi o szerzący się i rubasznie rechoczący seksizm w Polsce to nie ma co go tłumaczyć różnymi granicami dobrego smaku. Również powszechna zgoda na wszelkie aspołeczne, nietolerancyjne zachowania i poglądy ma się dobrze i kwitnie. Media pełne są wypowiedzi polityków, księży czy różnych publicznych osób obrażających osoby homoseksualne, niewierzące, obcokrajowców lub też po prostu mające inne zdanie. Bardzo rzadko ktokolwiek bierze odpowiedzialność za swoje słowa, ponosi konsekwencję lub też jest ogólnie ganiony za aspołeczne zachowania i wypowiedzi. Można poddawać w wątpliwość, rechocząc przy tym, że prostytutka została zgwałcona, można nazwać kogoś feministycznym betonem, a kogoś innego czarownicą która powinna się poddać eutanazji. Można Ukrainki nazwać robotami sprzątającymi domy a czarnoskórego posła nazwać „waszym murzynkiem”…i tak mogłabym wyliczać bez końca. Brakuje podstawowego szacunku wobec drugiego człowieka. A co do przerysowanego przez Ciebie przykładu „Matki-Polki” to może 15 lat temu odpowiedziałabym, że „kobieta jest Murzynem świata” Dziś natomiast mam przyjemność odpowiedzieć, że takie zachowanie jest spotykane w starszych pokoleniach i na szczęście w moim i młodszych od mojego (z małymi wyjątkami oczywiście) odeszło do lamusa.. jak to miło🙂

                • Uchowaj Boże – niczego nie śmiałbym ‚tłumaczyć’ granicami dobrego smaku🙂. Ich niski poziom nie jest przyczyną lecz skutkiem wciąż kiepskiej, mentalnej kondycji polskiego społeczeństwa – także wspomnianym już, a jakże trafnie opisanym przez Ciebie, pokutującym problemem braku solidarności społecznej. Czytając Twój smutny opis od razu przypomniała mi się „Modlitwa Polaka” z „Dnia Świra” – nic dodać, nic ująć😦. Oczywiście, wraz z innymi problemami, seksizm również wpisuje się w tą patologię. W tych warunkach trudno o rozwój i dobry smak.

                  Żyjemy w okresie burzliwej transformacji społecznej zachodzącej dodatkowo w warunkach transformacji społecznej całego tzw. świata zachodniego, niemal równoczesnej z jego kryzysem ekonomicznym i kulturowym – na specyficznie polskie problemy odziedziczone historycznie (deficyt i zapóźnienie własnych wzorców kulturowych), nakładają się inne, o charakterze globalnym. W takich warunkach pojawiają się różnego rodzaju postawy, okresowo przewagę zyskują postawy stosunkowo racjonalne i liberalne, zaraz potem konserwatywne, obskuranckie, lękowe, w tym zupełnie ekstremistyczne, obserwuje się zarówno cykliczność występowania pewnych postaw wraz z nałożonymi trwalszymi trendami. Społeczeństwo okresu przejściowego staje się bardzo podzielone mentalnie a obserwacja i ocena rozwoju społecznego staje się trudna i niejednoznaczna w interpretacji.

                  Szklanka można widzieć do połowy pustą lub pełną a zmiany społeczne, ze swej natury zachodzą wolniej, niżbyśmy sobie tego czasem życzyli. Tak więc można i należy się oburzać na przytoczone przez Ciebie wypowiedzi i zachowania polityków pojawiające się w przestrzeni publicznej, można się jednak cieszyć z ich dość powszechnego potępienia.
                  Można również ubolewać nad faktem zdobycia przewagi wyborczej kilka lat temu przez formacje polityczne reprezentowane przez ich autorów, można jednak cieszyć się z ich niedokończonej kadencji i trwałego skonsolidowania społeczeństwa przeciwko sobie.
                  Można i należy ubolewać nad wciąż trwałym, ‚żelaznym’ ich elektoratem, można jednak cieszyć się z jego powolnego rozpadu i coraz słabszego (choć wciąż silnego) wpływu na życie.
                  Można ubolewać z powodu wciąż niskiego poziomu języka dyskursu w Internecie, można się jednak cieszyć z jego względnej poprawy (jeszcze 10 lat temu konstruktywnego dialogu na jakikolwiek temat niemalże nie dało się prowadzić).
                  Można także ubolewać nad powrotem pewnych postaw (wspomniana cykliczność), jak konserwatyzm, postawa matki-Polki (która wg moich obserwacji jednak nie odeszła do lamusa, jest słabsza w pokoleniu 25-35 lat lecz nasila się wśród współczesnej młodzieży), itp. choć można się cieszyć, że wracają one w innej formie i rzeczywiście, wydają się słabsze.
                  Można w końcu zrzymać się na zwyczaj wyolbrzymiania własnych, nawet słusznie wytykanych wad, można jednak się cieszyć, że tak je widzimy i coraz bardziej chcemy się ich pozbyć.

                  Z polskiego piekiełka należy się albo wyrwać, albo w nim żyć i codziennym życiem starać się je zmieniać (obydwie postawy doceniam, wiem że żadna z nich nie jest łatwa). Tkwiąc w nim po uszy, często czując się nawet wewnętrznym emigrantem, widzę szklankę do połowy pełną. Organizacja Euro2012 pokazała, że jako naród nauczylismy się w końcu cieszyć ‚z czegoś’ a nie jak dotąd, wyłącznie ‚przeciwko czemuś’🙂.
                  OK, można ubolewać, że dopiero teraz, ale można także cieszyć się że ten moment w końcu nastąpił.

                  No, ale trochę odbiegliśmy od tematu a tak dobrze mi sę z Tobą rozmawia, że znowu się rozpisałem🙂 . Jak tak dalej pójdzie, to w końcu wywalą mnie z roboty😉.

                  Pozdrawiam,
                  Jarek

                  • Mam nadzieję, że pracę nadal masz..🙂 Rozumiem Twój tok myślenia i tlumaczenia takich a nie innych postaw i zachowań naszego społeczeństwa, ale niestety nie mogę się z Tobą zgodzić. Nie uważam, że te zachowania, które przytoczylam są wystarczajaco piętnowane, gdyby były nie dochodziłoby do nich tak czesto (vide niedawna wypowiedź dwóch idiotów w radiu eska). Ponadto, takich zachowań nie widzę w Irlandii, która (wiem, że może zabrzmieć to kontrowersyjnie) dała sobie wiele zabrać i narzucić przez Anglików, Irlandia, która wydawałoby się, że jest bardziej związana z kościołem niż Polska bo chciażby szkoły wciąż podlegają pod parafie. Wyciągając bardzo powierzchowne wnioski, można by powiedzieć, że tutejsze społeczeństwo ma więcej powodów aby zachowywać się podle, niesympatycznie i bez szacunku dla innych, gdyż miało robioną wodę z mózgu dłużej i bardziej oraz niestety ciut skuteczniej niż Polacy (chociażby dlatego, że dała sobie zabrać język), że jako wyspiarski naród „pastuchów” odciety od świata (i nie chcę tu ich w żadnym wypadku obrażać) też cierpiał na deficyt wzorców kulturowych a mimo tego ci ludzie są ludźmi, ktorych chce się mieć za sąsiadów, pracować z nimi czy iść na kawę. Jarek, tęsknie za krajem i chciałabym mieszkac w Polsce, (nie z powodów jakiś wzniośle patritycznych tylko sentymentalno-towarszysko-rodzinnych i pogodowych) ale potem się budzę i wybieram to miejsce, które nie tylko jest lepsze do życia, ale przede wszystkim mi samej pozwala być lepszą osobą, wyzwala we mnie dobre cechy. Owszem zdaję sobie sprawę, że mniej konfliktowy i zaczepny charakter Irlandczyków może wynikać z zamożności. Łatwo usmiechać sie i być miłym jak się ma pieniądze na godne życie (a nie pzreżycie) w co wlicza się wszelkie kaprysy typu 10 już wyjazd na weekend itp. Łatwiej nie naskoczyć na współpracownika czy podwładnego w pracy jak kieszeń pełna i jedyne frustracje życiowe to padający deszcz. Przejaskrawiam trochę, ale chcę uwierzyć, że to jest główny powód tego jak Polacy są wrogo nastawieni do siebie nawzajem. Społeczeństwo się powoli bogaci (a w Irlandii biednieje, balans musi być😉 ) więc mam nadzieję, że też złagodnieje i za kilka (naście) lat moje żale tu wylewane będą brzmieć niedorzecznie.

                    Pozdrawiam (póki co) bezdeszczowo,
                    Kasia

                    • A ja się z Tobą zgadzam🙂. Również uważam, że omawianych zachowań wciąż nie piętnuje się wystarczająco, również ubolewam nad wciąż niskim poziomem solidarności społecznej, jednak cieszy mnie ogólny kierunek zmian.
                      Wolę widzieć przysłowiową szklankę do połowy pełną, niż pustą. Równocześnie wolę widywać ją coraz bardziej (choć wciąż nie wystarczająco) pełną niż coraz mniej pustą, dlatego że zdaję sobie sprawę z powolnej natury społecznych zmian. Staram się pogłębiać wiedzę o ich uwarunkowaniach, więc absolutnie nie oczekuję jakiejkolwiek rewolucji w tym względzie.

                      Dość dobrze pamiętam relacje międzyludzkie panujące 40 lat temu, 20 lat temu, obserwuję także ich zmiany zachodzące w trudnym okresie transformacji i oceniam je jako potężny, społeczny awans cywilizacyjny. To dobrze, że życzylibyśmy sobie żeby było jeszcze lepiej, to dobrze, że wciąż dostrzegamy istniejące wciąż duże braki i zapóźnienia – jest to jeden z motorów postępu. Jednak nie od razu Kraków zbudowano, nie ma się co załamywać. Popatrzmy na Irlandczyków – dzięki swojemu optymizmowi i nie słabnącej chęci poprawy sytuacji odzyskali wolność, stali się normalnie funkcjonującym społeczeństwem i wciąż minimalizują społeczne skutki dawnej niewoli. Oni mieli na to 75 lat pełnego samostanowienia i uczestniczenia w społecznym rozwoju, w tym „złotego wieku” okresu powojennego Zachodniej Europy, my natomiast – tylko ostatnie 20 lat, niestety w warunkach jej kryzysu ekonomicznego, politycznego i społecznego, jesteśmy więc wciąż na początku tej drogi. Czy za różniące nas 55 lat będziemy podobnym społeczeństwem? Podzielam Twój optymizm i szczerze wierzę, że tak🙂.

                      Pozdrawiam,
                      Jarek

                      P.S. Nadal pracuję (nie ma szefa)🙂.
                      Dzisiaj nareszcie zrobiło się ciepło🙂. Od końca maja, na północnym zachodzie Polski mieliśmy przeważnie duże zachmurzenie i deszcze. Dzieci się cieszą z pierwszego dnia wakacji🙂.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s