I co z tą przemocą w pracy?

Przemoc w miejscu pracy, mobbing, bullying, napastowanie seksualne, sexual harrasment tyle pojęć w obydwu językach ile różnych rodzajów i odcieni przemocy.

W Polsce spotkałam się z mobbingiem bardzo często, tylko wtedy jeszcze nie byłam świadoma, że to mobbing. Zazwyczaj był on ze strony szefa lub zastępcy szefa więc był to mobbing w najgorszym z możliwych wydaniu.  Częsta zjebka bez powodu, przypisywanie mojej ciężkiej pracy sobie, przemilczanie sukcesów i rzucanie kłód pod nogi. Żadnych pochwał, motywacji, rozmów na temat wyników pracy. Jedyne rozmowy, a raczej monologi były wtedy gdy szef znów miał ochotę ponękać trochę podwładnego. Czy robiłam coś z tym mobbingiem? Hmm, oprócz płaczu w poduszkę i wypalenia kilku papierochów wieczorem do kolejnej lampki wina to nie, nic nie robiłam. Skąd to bierność? Bo nie byłam jedyna, bo niektórzy znajomi i przyjaciele mieli tak samo albo i gorzej, bo myślałam, że tak było jest i będzie, bo właśnie nie byłam świadoma, że może być inaczej. Bo nie miałam innych wzorców..

Spotkałam się też z mobbingiem  ze strony jednego współpracownika a słownym napastowaniem seksualnym ze strony dwóch (ten który stosował mobbing to też był zarazem tym, który napastował seksualnie, nazwijmy go Pan Kazik). Czy coś z tym robiłam? Tak, ale bez efektu bo jedyne co mogłam robić to mówienie, że nie życzę sobie takich uwag, że są one żałosne a ci, którzy je wypowiadają mogą spadać na drzewo. Niestety, obydwaj panowie byli zarazem pupilami szefowej, która w stosunku do mnie też stosowała mobbing. Jeśli chodzi o mnie, pan Kazik poprzestał na mobbingu i słownym napastowaniu seksualnym, jednak moja koleżanka miała większego pecha. Raz złapał ją za bluzkę i rzucił o ścianę…na szczęście ja akurat weszłam do biura. Moja koleżanka może więc śmiało powiedzieć, że zaznała przemocy fizycznej. Ale co miała zrobić, pójść do szefowej, która pana Kazia uwielbiała? Wkrótce potem, gdy pan Kazik odszedł na emeryturę, okazało się, że sporo młodych pracownic odetchnęło z ulgą.

Przyznaję, to były początki mojej pracy, byłam o wiele bardziej naiwna niż teraz i mało asertywna. Potem już takie coś miało miejsce rzadko.

Napastowanie seksualne w pracy jest i tak „delikatne” w porównaniu do tego co się dzieje wszędzie wokół. Słownego napastowania seksualnego w Polsce (gdy jeszcze byłam słodka i powabna bo teraz to mi jedynie „i” pozostało) doświadczałam wszędzie. Na ulicy od przypadkowego przechodnia,  od pana kierowcy, na uczelni od pana wykładowcy, o kolegach na studiach nie wspomnę. Mało tego, nawet kilka razy na rozmowie o pracę! Tak proszę państwa, bo wszelkie polskie rubaszne żarciki, uwagi, podśmiewania to nic innego jak napastowanie seksualne. Takie żarciki co to śmieszą tak naprawdę tylko niektórych panów, że to niby taka ułańska fantazja, taka sarmacka tradycja. A że są obślizgłe, chamskie i szowinistyczne to już tego ci niektórzy panowie nie pojmują. Zostawiam może ten temat w tym miejscu, bo nadawałby się na osobny wpis tak naprawdę.

W Irlandii spotkałam się z dwoma bullies. Jeden okazał się taki malutki, skromniutki, że w sumie mogłabym go raczej nazwać bulątkiem niż bully. Załatwiłam go szybciutko, dwoma palcami pod grdykę🙂 Drugi bully zdawał się być poważny, na tyle poważny że obawiałam się, że dwa palce pod grdykę nie wystarczą. Na szczęście załatwiliśmy to szybciej niż myślałam i bardziej cywilizowanie. Wystarczyło, że mu powiedziałam, że takie wypowiedzi i zachowanie uważam za bullying…. Było przepraszanie, tłumaczenie ale przede wszystkim koledzy teraz jesteśmy. I cool..niech będzie.

Zostawiam na chwilę osobiste wspomnienia i wracam do wyników badań na temat przemocy w pracy. Podałam je państwu wczoraj wraz z dwoma pytaniami. Wiedziałam, że mogę na Was liczyć – dziękuję bardzo za wszystkie komentarze. Potwierdziliście dokładnie to co sama myślałam. Skąd tak zadziwiające wyniki badań? Osobiście uważam, że skala bullyingu w Polsce jest o wiele większa niż w Irlandii. My Polacy jesteśmy narodem agresorów. Nie wiem  czy to pozostałość po poprzednim systemie, wynik wymordowania inteligencji w czasie zawieruch wojenych czy co, ale jesteśmy agresywni.

Przypomina Wam się taka może opowiastka sytuacyjna? Wchodzimy do autobusu miejskiego, pan kierowca nie zaczeka aż usiądziemy, tylko jeszcze nas pogania i zaczyna jechać. My lecimy i upadamy na kogoś, ten ktoś na nas fuczy i już mamy cały dzień jakiś taki negatywny. Idziemy do pracy i tam fuczymy na wszystkich wkoło. Damy komuś kilka zjebek, ktoś da nam kilka zjebek i koło się zamyka. I tak agresją kipimy i przelewamy ją wokół.

A jak jest na uczelniach wyższych? Założę się, że każdy z Was ma kilka opowieści o wykładowcach, którzy was obrażali, rzucali chamskie „żarciki” a na egzaminie niemal rozbierali oczami dorzucając uwagi w stylu: jak pani chce zdać egzamin u mnie w takiej długiej spódnicy? nie wie pani że ja wolę krótkie? Jeśli, na jakieś szczęście ominęło was to, to na pewno spotkaliście się z wykładowcą, który nie szanował was i waszego czasu. Macie się spotkać o godzinie 10? Świetnie, każe wam czekać kilka godzin po czym mówi:  no nie dam rady, proszę przyjść w czwartek.

A jak jest w samochodach na drogach? Trąbimy, mrugamy światłami, wymachujemy rękami, otwieramy szyby i wyzywamy od takich i owakich. I pędzimy. Spieszy nam się bardzo, wszędzie, zawsze. Jeździmy niebezpiecznie. Przyznam, że kiedyś jeździłam identycznie; szybko, brawurowo i głupio. Nie miałam innych wzorców i stosowałam przysłowiową psychozą owiec – jak wszyscy to wszyscy. Potem zrozumiałam co jest nie tak, zresztą Stephen, jeden z moich angielskich przyjaciół osiadłych w Polsce, pięknie to opisuje mówiąc o demonach szybkości. Wysiadamy potem z tych samochodów gdzie ktoś na nas zatrąbił, opieprzył itp i wchodzimy do pracy i od razu zaczynamy opieprzać naszych pracowników. Albo jesteśmy takim opieprzonym pracownikiem i do tego takim, który na dodatek usłyszał od pana Kazia: Kaśka jakbyś przyszła do mojego łóżka z takim makijażem to na początek bym cię wystawił na wycieraczkę żebyś zmyła to z twarzy a następnie… reszty nie słyszymy bo wybiegamy i wsiadamy do samochodu i…. Ano i trąbimy na wszystkich wokół, mrugamy światłami, wyzywamy od takich i owakich.

W takim świecie żyjemy w Polsce. I potem jak pan ankieter pyta o mobbing, stwierdzamy że nie, nie ma. No co??? Dzień był jak co dzień. O co się tu żalić? Do tego pracy w okół nie ma to co się będę stawiać?  Zresztą nie ja tylko tak mam.

I popatrzmy na dzień pracy Irlandczyka. Ma zrobić raport. Pytamy go: Are you very busy or can you run a report on…. now? Are you sure? (czy jesteś bardzo zajęty czy mógłbyś przygotować ten raport teraz? na pewno? możesz go teraz zrobić?) Gdy jednak ktoryś raz z kolei zapomnimy o ultra grzecznościowej regułce i w zamian powiemy: potrzebuje żebyś zrobił ten raport, teraz. Jest bardzo potrzebny. I już mamy oskarżenie o mobbing.

Wiem, biję się w piersi gdyż świadomie przejaskrawiam i to w przypadku Polski i w przypadku Irlandii. Ale tak jak mówiliście w komentarzach, w Polsce ludzie często, albo wolą przemilczeć albo  nawet nie zdają sobie sprawy, że agresja, której na co dzień doświadczają to najzwyklejszy w życiu mobbing. I często nie zdają sobie sprawy, że sami zamienili się w bullies

Gdy zadawałam wam drugie pytanie, zadawałam je przewrotnie bo wcale nie uważam, że w Irlandii jest więcej przemocy w miejscu pracy niż w Polsce (mimo, że jak mówi sam Xpil, Jego przeprowadzka do Irlandii spowodowała wzrost przemocy w pracy, że o bieliźnie babci nie wspomnę)😉. Po prostu jest inna percepcja postrzegania tego co jest, a co nie jest przemocą. Jest inna kultura, tradycja, nad zmianami których warto popracować. 

stop-bully-logo

39 uwag do wpisu “I co z tą przemocą w pracy?

  1. A teraz napisz o przemocy w Interncie. Znam wirtualnie Panią, która od razu powinna się zaczerwienić. I wydaje mi się, że jak wirtualnie stać ją na przemoc wobec ludzi, to w pracy zachowuje się podobnie, chociaż wg niej, to pewnie jest całkiem normalna. Czyli nie widzi problemu🙂

    Ściskam z nad mielonych siekanych🙂

    • Aaaa, zapomniałam o internecie jeszcze. Ja z trollingiem ze strony kobiety spotkałam się raz ale to bardzo dawno temu. Za to często ze strony panów. Nie wiem skąd taka zalezność? Pewnie według tej samej zasady co napastowanie seksualne: ja jestem facet i wszystko mi wolno w stosunku do kobiet. Kiedyś z takimi trollami próbowałam rozmawiać, gdy jeszcze nie wiedziałam, że są trollami. Teraz ignoruję.
      PS. Jest jeszcze jeden rodzaj trollów. Tacy co nigdy się nie odzywają do momentu jak chcą poprawić jakiś błąd, przejęzyczenie lub nieścisłość. Takich uwielbiam i widzę że są wszędzie.

      Nie kuś szatanie mielonymi!

      • Mnie to napastują niespełnione frustratki których teksty zostały odrzucone, albo wg, których nie powinnam pokazywać słabych zdjęć i muszą koniecznie wszystkim moim znajomym zakomunikować, że jestem do niczego, albo inne takie, ale to wciąż kobitki, w sumie, to doświadczyłam hejterstwa jedynie ze strony kobitek🙂

        Aaaaa, i oazowe dzieci po mnie jadą, za obrazę uczuć religijnych, bo czasami pisuję teksty zaangażowane o pedofilach, wykorzystywaniu seksualnym, a to też nie mieści się w głowach tych pań, dziewczyn.

        A jak Ci idzie z zupą z soczewicy?

  2. Zgadzam się, że Polacy utrzymują inne stosunki w pracy niż Irlandczycy. Na początku nie mogłam się do tego przyzwyczaić, dostawałam szału, gdy współpracownicy zamiast powiedzieć wprost, w czym moge im pomóc, zaczynali każdą wypowiedź od „Can you make me a favor?” o od razu dodawali, że oczywiście jesli nie jestem zbyt zajęta itp. Denerwowałam się, bo wciąż miałam poczucie, że tracę mnóstwo czasu na te grzeczności. W drugą stronę też było mi trudno, bo uważałam, że każdy powinien wykonywać swoją pracę, bo to jest jego praca, a nie dlatego, że ja przymilam się z prośbą, by łaskawie ktoś zajął się swymi obowiązkami, zamiast stać z kawą i papierosem na zewnątrz i paplać przez komórkę. Długo miałam opinię żylety, potem zaczęłam się łapać na tym, że odwalam robotę za kogoś, bo mam dość proszenia się, chyba dopiero po roku zaczęłam myśleć tak jak oni.
    Szkoda miejsca, by opowiadać o studiach – polonistyka to raj dla szowinistycznych samców.

    • wszyscy uczymy się trochę innej pracy w irladnii. A potem sama żartuję, że przez to w dupie się nam poprzewracało (przepraszam za wyrazenie, ale musiałam zacytować dosłownie dla dodania dramatyzmu). Ale to jest to właśnie co nas różni a tym samym percepcję tego co jest a co nie jest mobbingiem.
      Domyślam się, że Twoja polonistyka rajem dla chamskich wykładowców – mam w rodzinie osobę też po tym kierunku i podobnych przeżyciach. Zresztą, nie zależnie od tego czy studia humanistyczne i ścisłe, to samo przeżyłam tu i tu. Panowie wykładowcy na ekonomii jak podawli daty egzaminu z matematyki czy statystyki od razu podawali datę poprawki „dla pań” bo przecież „panie za pierwszym razem nie zdadzą bo to myśleć trzeba”

      • Mnie osobiście na studiach nie spotkały żadne przykrości, ale sama byłam świadkiem wielu niesmacznych sytuacji. Ofiarami napastliwości wykładowców najczęściej były słabsze studentki. Choć muszę przyznać, że było kilka takich spraw, że to studentki prowokowały – strojem, zachowaniem, uwagami. Natomiast uważam, że wykładowca powinien być odporny na takie zachowania i zawsze „trzymać fason”, nawet gdy jest ewidentnie kokietowany czy prowokowany przez swoją studentkę. Polonistyka to specyficzne miejsce – u nas na roku było 180 bab i może z 30 osobników płci przeciwnej. Natomiast wykładowcy najważniejszych przedmiotów to byli głównie mężczyźni. Wrzało jak w ulu😉

  3. Ależ ja najmocniej przepraszam po prostu kobieto masz piękne nogi i nie miałem swym wpisem w jakikolwiek sposób być jakiś seksistowski itp.
    A czytanie Twoich tekstów pochłania mnie bez końca .
    Miło poczytać teksty ludzi którzy starają się aby obraz nas Polaków był krainie Deszczowców pozytywny.

  4. Trzeba zmiany mentalności wszystkich – zaczynając od chamów na wyższych stanowiskach po upodlonych podwładnych. Przypomina się eksperyment psychologiczny ze studentami, z których połowa miała wcielić się w strażników więziennych, a reszta w aresztowanych. Eksperyment musiano przerwać, bo poziom znęcania się nad niedawnymi kolegami przekroczył wszelkie granice.
    Niestety, wydaje się, że podobne stosunki panują w polskich firmach. I póki nie dotrze się do resztek logiki ich właścicieli, że to wcale nie podnosi efektywności pracy, a wręcz przeciwnie – nie widzę szans na zmianę.
    Przy okazji – kamyczek do swojskiego podwórka mediów. Ile miejsca poświęca się relacjonowaniu spraw w sądach pracy? Mało, bo nie są to sprawy spektakularne. Lepiej wałkować Trynkiewicza. Jak wszyscy.

  5. Przed bardzo laty, jako początkujący belfer, doświadczałem niechcianych zachowań ze strony jednej z koleżanek polonistek, która wybrała mnie jako nowy obiekt swoich apetytów. Nie wiedziałem wtedy, że mogę to podciągnąć pod molestowanie. Teraz, nawet gdybym chciał, to żadna nie chce mnie już molestować… niestety.
    I tyle moich doświadczeń z tymi okropnym zachowaniami, których większości nazw nie jestem w stanie powtórzyć:-)

    • Nie kokietuj Caddi. Wiesz, mysle ze dzieki temu ze jestes facetem w sfeminizowanym srodowisku (nauczycielskim), wiele przykrych rzeczy Cie omineli. Tam gdzie jest wuecej facetow albo przynajmniej zachowana rownowaga, moglbys miec inne doswiadczenia.

  6. Wydaje mi się, że agresja, określana różnymi epitetami jest wynikiem codziennej frustracji. Ludzie przyjaźni, weseli, optymistycznie nastawieni do świata nie knuja, nie wpędzają innych w róg i nie nawalają ich. Zwyczajnie nia mają takiej potrzeby. Zaobserwowałam, że weszelkiej maści hejterstwo, udowadnianie racji, brak możliwości pójścia na kompromis, ma to samo źródło. Chamstwo, to cecha charakteru, ktoś o skłonnościach do przemocy, na każdej płaszczyźnie znajdzie sobie obiekt do przepychanek, czy to ficzycznych, czy psychicznych.

  7. Świetny artykuł. Napisanie go z taką precyzją wymaga czasu i znajomości tematu. Ja również jeździłem jak wariat w Polsce ale tutaj zwolniłem i mam jeszcze większą przyjemność z jeżdżenia. Temat bullingu: na temat Polski się nie wypowiadam. Nie jest to kraj, w którym bullingowani mogą liczyć na pomoc kolegów w pracy, w razie problemów. W Irlandii problem narasta. Ostatnio mój lekarz powiedział, że ma zdołowanych pacjentów znacznie więcej niż parę lat temu. Sam zaczynam uważać że mój manager ma coś do mnie. Niestety wokoło słyszę, że tak jakby Irlandczycy szukali jakiegoś sposobu aby nas się pozbyć. A to im się nie uda….
    Pozdrawiam bardzo serdecznie

    • dziękuję Piotrze.
      Irlandia ma w wielu kwestiach do nadgonienia w stosunku do Polski ale też i na odwrót, Polska w niektórych kwestiach ma wiele do nadgonienia w stosunku do Irlandii. Jedną z takich rzeczy do nadgonienia jest właśnie świadomość mobbingu i radzenia sobie z nim a przede wszystkim przeciwdziałanie.
      Co do pacjentów, pewnie i jest ich więcej zdołowanych z powodu obecnych czasów, ale też mniej osób idzie na chorobowe mimo, że powinni. Właśnie z powodu strachu związanego z pracą…dziś taki raport czytałam gdzieś.
      Myślę, że też nie ma co słuchać teorii spiskowych jakichś niektórych osób. Nie ma co generalizować, że irlandczycy chcą się pozbyć Polaków. To sprawa indywidualnego podejścia. Ciebie mam nadzieję, że nigdy się nie uda? Nie wiele osób tak pięknie opisuje ten kraj jak Ty :):)

    • no dokładnie, nie rozumieją bo myślą że to tylko w filmach występuje (i to na dodatek amerykańskich) i że oczywiście musi to być powiedziane kilka razy, np szef mówi do pracownika: to co robię to jest mobbing.🙂 To czego ludzie w Polsce sami doświadczają, to albo uważają, że takie życie, albo nic nie powiedzą żeby na jakiegoś mięczaka nie wyjść czy coś. Albo po prostu wiedzą, że nic nie ugrają i że trzeba dalej walcem jeździć.

  8. bullying jest tak samo rozumiany w Niemczech jak pisze autorka. Chamsto to przeciez tez bullying. Popatrz sobie nawet na to zdjecie co zamiescila u góry. Plotkowanie na przykład też tam jest. W Polsce pewnie tez juz duzo osob to rozumię.

  9. W Polsce doświadczyłem tylko „przemocy psychicznej” z którą swoją drogą nieźle sobie radziłem, pewnie dlatego, że agresorzy w postaci szefostwa nie byli zbyt mocnymi agresorami… co do reszty to nie wyobrażam sobie czegoś takiego, nigdy nie widziałem przemocy fizycznej czy molestowania, ale smutna prawda jest taka, że przez nasze zmaskulinizowane społeczeństwo to kobiety padają zazwyczaj ich ofiarą…:/

    • molestowania mogłeś nie widzieć bo odbywa się bez świadków. A takie słowne to tym bardziej mogłeś nie dostrzec/usłyszeć. Ale popytaj wśród koleżanke, znajomych a prawdopodobnie nieźle się zdziwisz.
      A może więcej opowiedzieć jak sobie radziełeś z przemocą psychiczną/bullingiem?

      • WIesz co, zdaję sobie sprawę, że te zjawiska istnieją, ale dla mnie jest to niepojęte dalej, jak można wykorzystywać w taki sposób swoje stanowisko, pozycję w zespole, itp.o_O
        hmmm wiesz co, nie chcę wyjść wyjść na samochwałę teraz, ale generalnie w pracy jestem osobą bardzo silną i odporną psychicznie (dosyć z tego jestem znany, dlatego też dostawałem nie raz najtrudniejszych klientów) oraz całkiem nieźle operującą sarkazmem, więc zazwyczaj potencjalnemu agresorowi agresja szybko przechodziła, bo nie widział pola do walki, tyle.

Zapraszam do rozmowy

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s