Kabareton irlandzki

Uwaga, wpis dla osób które nie mają w zwyczaju się dąsać. 

Polskich portali w Irlandii na pęczki i czasem na jakiś trafię szukając ciekawego koncertu. Warto, trochę po nich poszperać, zachęcam państwa. Dzięki takim portalom dowiedziałam się, na przykład, o koncercie Kazik Na Żywo, który miał miejsce w sobotę i na który to bilet zakupiłam ale nie poszłam bo z chorobą się zmagam.

Czasem też szukam informacji na temat występu jakiegoś kabaretu czy kabareciarzy. I jak to z wujkiem guglem bywa, udaje mi się rzeczywiście dowiedzieć się o jakimś występie, na przykład tym, ale też udaje się dowiedzieć o innych bardzo ciekawych przedsięwzięciach.

I tak na przykład pewna strona zamieściła zaproszenie na imprezę z okazji Walentynki, dodając jakie, między innymi, atrakcje czekają:

Z okazji Walentynek w Domu Polskim odbędzie się zabawa. Organizatorzy zapraszają na 15 lutego, od godziny 19.30. Będzie można sobie powróżyć u prawdziwej Cyganki – w sprawach miłosnych. Nie zabraknie też posiłku na gorąco – kiełbasy z grilla i domowego bigosu oraz konkursów z nagrodami. Wstęp 10 euro.

Skusiłabym się, gdyby jeszcze jakieś koguciki drewniane z Cepeli dodali cy cuś.

Na innej stronie zapraszają na Bal Karnawałowy dla rodziców uczniów z polskiej szkoły w Cork. Idea wydaje się ciekawa, tylko zafrapowało mnie nieco zdjęcie dołączone do artykułu. Jak dla mnie, na zdjęciu wypisz wymaluj John Perry – minister do spraw średnich przedsiębiorstw. Zaintrygowało mnie co on robi na tym balu? Polskiego trochę w sumie zna, moje imię wymówił poprawnie.😉 Może jego dzieci chodzą do polskiej szkoły w Cork? Może wnuki? Ale czemu w Cork gdy żyje pomiędzy Dublinem i Sligo, w którym jest TD?  Zadałam to pytanie osobie, która zamieściła ten wpis, ale odpowiedzi się nie doczekałam, a szkoda bo to mi teraz spać nie daje po nocach.

Ale zaraz, bo ja o kabaretach takich prawdziwych miałam tu opowiadać. Zaciekawiła mniej inicjatywa przeprowadzenia polskiego Kabaretonu w Irlandii. Ma on w swojej nazwie słowo „pierwszy” więc wygląda na to, że organizatorzy mają nadzieję na cykliczność tego przedsięwzięcia. Nie pójdę w tym roku co prawda, bo to długi weekend patrykowy i wyjeżdżam na te trzy dni poza Dublin.  Ale w rozpacz wielką też nie wpadam z tego powodu, gdyż w sumie z czwórki występujących cenię jedynie pana Opanię. Jeśli państwo pójdziecie do dajcie znać jak było.

PS. I taki niesamowity koncert ma być w marcu: Nosowska/Peszek/Brodka. I co się zdążyłam podekscytować to moje, bo okazuje się, że z wszystkich  dublińskich Polaków jakich znam (dwóch czy trzech) to żaden nie ma zamiaru iść. Ktoś z was się wybiera?🙂

PS 2. Jak pewne zaufane źródła donoszą, Kazik na Żywo zagrali niesamowity koncert i mieli świetny kontakt z publicznością. Cóż, może następnym razem…

27 uwag do wpisu “Kabareton irlandzki

  1. To zestawienie kabareciarzy mnie parzy, Pazura był dobry w Killerze. Mnie się marzy stand up, to są moje klimaty, Limowe

    Koncert Peszek/Nosowksa/Brodka jak najbardziej mnie interesuje, lubię panie lubię🙂

  2. …proszę…bo się rozpędzę…a zaczynam pić piwo!!! Mały smaczek ze smutną historią – ŚLIWOWICA ŁĄCKA. W 2005 roku w Minnesocie otrzymała ona nagrodę za najlepszą śliwowicę świata! I…nie zrobi kariery w krajach Unii, gdyż prawo nie przewiduje rejestracji tak mocnego alkoholu jako produktu regionalnego. hmmm…. może chociaż koguciki z Cepelii dopuszczą nam (zarejestrują)….prosimy…a wtedy może będą dostępne np. w Irlandii na polskim jarmarku tudzież innej imprezie poza granicami Polski🙂

  3. Ha, a ja się natknęłam na ceramikę z Bolesławca w Tk Maxxie w Sligo🙂 Ostatnią imprezą po polsku był festiwal polskich filmów w… 2007. Bardzo dobry festiwal, kupiłam wtedy dla nas karnety i przez tydzień spędzaliśmy wieczory w sali projekcyjnej w galerii.
    Parę lat temu w tym samym miejscu był festiwal muzyki barokowej, występowali wtedy również polscy muzycy.
    Żadna z tych imprez nie była sprzedawana jako „polska”, choć przy organizacji tej pierwszej współpracowała z galerią moja koleżanka.
    Cóż, w Sligo nie ma ani jednej organizacji polonijnej (była jedna, ale okazała się niepotrzebna i zakończyła działalność). Na rodaków natomiast natykam się w chyba w każdym miejscu, mnóstwo Polaków pracuje w usługach i w handlu. Stąd znajomości mam, że ho ho!😉
    A na Nosowską i Peszek to bym poszła, gdyby grały w Sligo😉
    Szybkiego powrotu do zdrowia Kasiu!

    • to prawda, że Polaków pracujących w usługach i handlu na pęczki na wsypie. Jeszcze nie natrafiłam na hotel, w ktorym Polacy jesli nie są kelnerami to są pokojówkami. To samo z restauracjami i kafejkami. Nie dziwię się już wcale żadnemu miejscu gdzie usłysze polski. Najnowsze odkrycie to, polscy kucharze w dość tradycyjnej (i jakiej przepysznej) dublińskiej resturacji rybnej dla wtajemniczonych http://theanglersrest.ie/
      (taki dubliński Johnnie Fox’s)

      Aaa, i dziękuję za życzenia. Przydadzą się bardzo.🙂

  4. Koncert był świetny i poszedłem mimo że mnie już brało. Teraz dopiero jestem chory😉 więcej u mnie na dziennikach

  5. Zawsze mnie zadziwia, że to, co u rodaków mieszkających w kraju wywołuje poczucie „obciachu” czy dawno odeszło do lamusa, poza granicami jest rozchwytywane. Zapomniane zespoły, disco polo, kabarety z początku wieku, etc. – Polonia stawia się w komplecie. Do dziś nie mogę wyjść z podziwu, że piętnasto czy szesnastolatki z Toronto tańczą w polskich strojach regionalnych ludowe tańce i wśród rówieśników to raczej coś, co jest powodem do dumy. Fenomen.

    • Na jakieś 100 tysięcy Polaków w Irlandii znajdzie się kilka czarnych owiec🙂 Myślę, że w samej Polsce też znajdują się amatorzy imprez z bigosem i kiełbasy z grilla🙂
      A Twój przykład z Toronto przypomina mi Amerykanów, którzy twierdzą, że mają irlandzkie korzenie. Przylatują do Irlandii i zawiedzeni są że nie widzą nigdzie tych wróżek z baśni ani leprikonów na końcu tęczy🙂

      • W Polsce bigos i kiełbasa z grilla to podstawa dobrej imprezy masowej. Albo cotygodniowe obiady z rosołem i schabowym. I wszelkie nacje twierdzące, że mają polskie korzenie nie są zawiedzione, że jest inaczej, bo to się nie zmienia. Da się? Da. A nie jakieś tak wydziwianie z cywilizacją czy równaniem do reszty świata😉

          • Przyznaję, że trochę ironią poleciałam, ale, wyłączając imprezy typu „posh”, atrakcją wszelkich na świeżym powietrzu jest właśnie ta kiełbasa z grilla. Szczególnie gdzieś na obrzeżach wielkich miast, kiedy to świętowany jest Dzień Ziemniaka, Dzień Wsi Jakiejś Tam. Na dobrą sprawę wielkie festiwale proponują kiełbasę z grilla i polską specyfiką jest jedynie kaszanka. W wakacje zwiedzałam ruiny zamków i co można było kupić oprócz pamiątek? Kiełbasę z grilla i popcorn! I jeśli w moim twierdzeniu o polskich rodzinach jest coś krzywdzącego, to nieuwzględnienie w obiadowym zestawieniu pomidorowej. A już całkiem na poważnie, Polacy lubują się w tradycji. Zgodzę się, że spotkanie trzydziestolatków czy nowoczesne rodziny to jedynie w skrajnych przypadkach rosół+schabowy, ale w wielu polskich domach króluje tradycja. Podobnie w restauracjach z polską kuchnią.

            • Zacznę od tego, że też czasem ktoś nie wie że żartowałam, byłam ironiczna lub sarkastyczna, taki niestety minus rozmów pisanych a nie fejs tu fejs🙂 A potem co niektórzy to się jeszcze obrażają na mnie🙂

              to że festyny proponują kiełbaski z grill to mi nie przeszkadza, taka ich specyfika. Dziwi mnie natomiast, że organizatorzy imprezy walentynkowa uważają, że bigos i ta kiełbacha to atrakcje tejże imprezy. Co więcej, że znajdują się amatorzy tych ‚specjałów’ gdy wokół mają niezliczoną ilość przewspaniałych kafejek i restauracji.

                • I tu dochodzimy do meritum. Ja może i chętnie poszłabym na jakąś polską imprezę, poza koncertem czy kabaretem. Po to aby poznać jakichś ciekawych ludzi, rozwinąć dodatkową sieć znajomości. Ale jak widzę jakie atrakcje są na takiej imprezie to stwierdzam że to nie dla mnie, i nie dlatego że będzie tam kiełbasa, ale że obawiam się że z amatorami kiełbasy na takiej imprezie nie będę umiała rozmawiać.

  6. Chciałbym stanąć w obronie imprezek z bigosem😉 Pewnie w wersji „polonijnej” stanowi to karykaturę „tęsknoty”. Jako bywalec rozlicznych imprez plenerowych (wiejskich) stwierdzam, że wiele się kulinarnie zmieniło na lepsze. Oczywiście bigos i kiełbaska z grilla dominują ze względu na łatwość przygotowania wielu porcji dla setki potencjalnych konsumentów, ale bardzo często można dostać smażoną rybkę (u nas głównie pstrąg), fasolkę na kilkanaście sposobów, ciasta domowej roboty, gołąbki, roladki mięsno-fasolowo-grzybowe. Często wraca się do wielu tradycyjnych potraw (np. kulebiak). I to mnie cieszy, bo to znaczy, że jeszcze potrafimy dawać odpór pizzy, hamburgerom i kebabom.

    • Wugusiu ale mi kiełbasa z grilla czy bigos nie przeszkadzają w odpowiedniej oprawie, takiej jak mówisz – wiejskiej, plenerowej. Na imprezie niby uroczystej spodziewałabym się jakichś dobrych dań, i kebab ani hamburger do nich też nie należą. Jest tyle dobrych potraw polskich, np kaczka na różne sposoby. Tęsknie za kaczką, tutaj tylko w chińskich knajpkach jest. Chodzi mi o to, że jak ktoś przychodzi na uroczystą imprezkę i jest szczęśliwy że będzie kiełbasa to ja się z tą osobą nie dogadam. Dla mnie jedzenie jest czymś więcej niż zapchaniem pustego brzucholca. Jedzenie ma być częścią wydarzenia, dopasowane do niego i celebrowane. Jakbym znalazła się gdzieś na festynie ziemniaka pierwsza stałabym w kolejce po kiełbaskę.

Zapraszam do rozmowy

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s