Co z tą Irlandią i Irlandią Północną?

Mówiąc Irlandia mamy na myśli Republikę i często zapominamy, że Irlandia to przede wszystkim nazwa całej wyspy. Ja mieszkam w Republice Irlandii a jest przecież jeszcze Irlandia Północna. Podział między nimi jest wielki, jest przepaść, jest gorycz, krwawa historia, nieporozumienia, galimatias. Ciężko to wszystko ogarnąć. A zarazem na co dzień udaje się, że nie ma podziału, czy też może udaje się, że nie ma wcale tej drugiej Irlandii? Nieraz chciałam Wam opowiedzieć o tych dwóch / jednej Irlandii tak na co dzień bez encyklopedycznego przytaczania historii bo ją dobrze znacie (ale zawsze możecie sobie poczytać o Michaelu Collinsie, Bobbym Sand czy Bloody Sunday i odświeżyć wiadomości). Ale jak mam Wam opowiedzieć o tych dwóch Irlandiach i jednej wyspie? Obawiam się, że do tego trzeba co najmniej kilku długich wieczorów więc nie damy rady. Ciężko to wszystko ogarnąć. Może przynajmniej w zamian trochę oswoję Was z tematem dzięki poniższym krótkim szkicom, każdy z nich to osobna historia. Może Wam to chociaż trochę pomoże tę niezrozumiałą relację ogarnąć…

 …

Jadę pociągiem dartem. W Irlandii są pociągi darty, commutery, intercity oraz enterprise. Dart jeździ po Dublinie, commuter do przedmieść Dublina, intercity do miast irlandzkich a enterprise z Dublina do Belfastu. Jadę dartem i słucham rozmowy małego chłopca z mamą o tych właśnie pociągach. W pewnym momencie chłopczyk mówi, że chciałby przejechać się pociągiem enterprise (pewnie dlatego że najszybszy). Mama mówi…hmm chcesz jechać do Belfastu? Chłopiec odpowiada twierdząco. Mama (poprawnie politycznie) odpowiada że o tym pomyśli. Jakiejś młodej dziewczynie siedzącej naprzeciw wyrywa się „przejedź się z nim tym enterprise tylko po prostu nie wysiadaj w Belfaście”. Pozostali pasażerowie patrzą po sobie z zakłopotaniem…

Jadę po raz pierwszy do Irlandii Północnej. Wiem, kiedy przekroczyłam granicę w momencie gdy w przydomowych ogródkach widzę powiewającą flagę  Union Jack. Przejeżdżam przez jedno miasteczko, kolejne i jeszcze następne. Beztroskie poczucie jakie zazwyczaj towarzyszy przy okazji wycieczek z każdym kolejnym mijanym miasteczkiem zamienia się w niepokój. Niepokój z czasem zamienia się w strach. Zaczynam mieć wrażenie, że ma miejsce jakiś stan wojenny a ja powinnam jak najszybciej się stamtąd ewakuować. A to wszystko dlatego, że wszystkie mijane posterunki policji mają wysokie mury zakończone drutem kolczastym. I co najmniej jeden ogromy wóz pancerny.

Antrim Police Station

antrim police station

Irlandia Północna obecnie należy do Wielkiej Brytanii. Irlandzcy republikanie (głównie katolicy) chcą jej przyłączenia do Republiki. Brytyjczycy zamieszkujący Północną Irlandię lub też unioniści (głównie protestanci) chcą pozostać częścią Zjednoczonego Królestwa.  Niechęć pomiędzy dwoma grupami to w wielu przypadkach jawna nienawiść. Dochodzi do konfliktów militarnych. Pierwsze śmiertelne ofiary w 1966 roku …ostatnia w 2012 (strażnik więzienny David Black należący do Orange Order zabity przez republikańskich dysydentów w drodze do pracy). W języku polskim tę wojnę domową zwie się „Konfliktem w Północnej Irlandii”. Nie potrafię zrozumieć jej nazwy w języku angielskim – „The Troubles”…. Naprawdę?? Takie tam sobie zwykłe, trywialne „troubles” Serio??  Gdy ludzie giną, mordują się to jest to takie zwykłe „troubles”? Bo dla mnie np „troubles” to wtedy gdy ukradną mi portfel z dokumentami czy coś…

W 2011 roku królowa brytyjska odwiedza Irlandię. To pierwsza wizyta monarchy brytyjskiego w tym kraju od czasów uzyskania niepodległości przez Irlandię. Przyjęto ją z pompą i odnotowuje się każdy szczegół wizyty. To, że przybyła w zielonej garsonce docenia się niemal tak samo jak to, że złożyła wieniec w Garden of Rememberence (miejsce poświęcone wszystkim tym, którzy stracili życie w walce o irlandzką wolność). W trakcie ceremoni irlandzka orkiestra wojskowa zagrała „God save the Queen” – opisywano to jako zdarzenie, którego nikt nie był w stanie wyobrazić sobie jeszcze dekadę temu. Najbardziej jednak legendarnym punktem wizyty królowej była jej obecność na stadionie Croke Park w którym w 1920 roku Brytyjczycy dokonali masakry 14 osób, wtargnąwszy na stadion w trakcie meczu. Cork, uważający Dublin za zdrajcę przez to, że pozwolił na podział wsypy by zakończyć wojnę o niepodległość, wydaje zabawną piosenkę z okazji wizyty Lizzy Windsor 🙂 w ich mieście. Nawet leader Sinn Fein w trakcie wizyty królowej na zamku Cashel przywitał ją i podał rękę (co zresztą wielu republikanów miało mu za złe) mimo, że bojkotował inne punkty programu tej wizyty.

W kwietniu tego roku Komendant Główny Policji w Republice oznajmia, że członkowie najbardziej radykalnego odłamu IRA (Provisional IRA) planowali zamach na królową w czasie jej pobytu w Republice. Zapobiegnięto temu, kilka osób zostało aresztowanych.

W kwietniu w jednym z dublińskich kościołów 18 osób przez trzy godziny odczytywało imiona i nazwiska 3,500 tysiąca osób  które zginęły w czasie „The Troubles” (serio??? takie tam Troubles?).

Zwiedzam Belfast jadąc „hop on hop off” autobusem. Jest weekend. Widzę ogromne mury zakończone drutami kolczastymi przedzielające dzielnice republikańskie od unionistycznych. Nazywają się murami pokoju „peace walls”…(terefere) Gdzie nie gdzie są między nimi bramy. Zamknięte. Kierowca autobusu jest zarazem przewodnikiem, który opowiada nam o tym co widzimy za oknem. Zdecydowanie jest unionistą. Dlaczego? Mówi, że bramy i mury były potrzebne w okresie wzmożonych zamieszek w trakcie The Troubles (serio?? tak to sobie nazywamy po prostu Troubles???). I wcale już tak naprawdę nie są potrzebne ale jakoś tak zostały. I że bramy były kiedyś cały czas zamknięte a teraz tylko w nocy i w weekendy. A po co pytamy? „Z przyzwyczajenia” słyszymy odpowiedź. Serio??? Pocałuj mnie w nos z przyzwyczajenia cholera…

Belfast

Belfast Peacelines

Jestem w Loughter Lounge i co kolejny komik to śmieszniejszy. Na koniec wychodzi komik z Irlandii Północnej. On to mógł sobie pojechać, pozwolić się nam pośmiać z tego o czym na co dzień wiemy ale nie rozmawiamy ani nie śmiejemy się. Ale on mógł i dzięki niemu my też. Wiecie, na takiej samej zasadzie jak czarnoskóry może powiedzieć do drugiego czarnoskórego „what’s up nigger?” Tylko wtedy jest śmiesznie..

Komik zaczyna więc delikatnie, mówiąc o tym co z nami robią wakacje. Że jak ludzie z Irlandii Północnej przyjeżdżają do Republiki na wakacje na kilka dni przynajmniej, to gdy po powrocie zagadnięci zdawkowo przez sąsiadów „co słychać” z uśmiechem odpowiadają „wszystko dobrze, dzięki”. Natomiast gdy mieszkańcy Republiki jadą na wakacje do Irlandii Północnej, po powrocie pozdrawiani przez sąsiadów niezobowiązującym „how are you”, w odpowiedzi wykrzykują: „masz coś do mnie?” Śmiejemy się wszyscy, o jak bardzo się śmiejemy. A komik brnie dalej. Pyta jak tam z rynkiem nieruchomości w Republice i mówi, że w Północnej nie najlepiej. Dodaje przy tym,”a jak ma sprzedać dom ktoś kto ma na nim mural? Że co ma powiedzieć? zaletą domu oprócz ogrodu wychodzącego na południe jest piękna mozaika, co prawda nie bizantyjska, przedstawiająca młodego człowieka w kominiarce. Idealny dom dla rodzin z małymi dziećmi”. Śmialiśmy się, aż nas brzuchy bolały. Bo przez te kilka minut mogliśmy się pośmiać z tragedii jaka się dzieje na wyspie, a przez to tak jakby ją odczarować, zapomnieć o niej. Ten występ miał miejsce jakieś dwa lata temu, innych gagów i komików już nie pamiętam, ale te są wciąż żywo w mej pamięci..

belfast 4

Jest listopad, mój szef pyta mnie o polski dzień niepodległości bo gdzieś o nim przeczytał. Rozmawiamy, po czym ja mówię: a co w sumie z irlandzkim dniem niepodległości? Czemu go nie macie, przecież macie wolną Republikę? Szef, ściszając głos mówi: zbyt kontrowersyjny temat, wiele osób uważa że to żadna niepodległość skoro cała wyspa nie jest Republiką.

Jedna z koleżanka w pracy pochodzi z hrabstwa Cavan, które graniczy z hrabstwem Fermanagh, które już jest w Północnej Irlandii. Opowiadam jej, że spędziłam kilka dni w jej rodzinnych okolicach oraz o tym, że na jeden dzień wpadałam do Fermanagh i co tam widziałam. Ona mówi: „to ja właśnie stamtąd jestem”. Dziwię się i mówię, że te miejsca są w Północnej Irlandii a nie w Cavan. Ona mówi: „ale to moje okolice, ja stamtąd jestem”…. Nie widzi różnicy i nie robi podziału o te kilka kilometrów na Republikę i na Północną..

A zaczęło się tak naprawdę od Powstania Wielkanocnego w roku 1916. Nietypowe, że piosenka zespołu rockowego, traktująca o tak odległych czasach jak to powstanie, staje się przebojem.

Another head hangs lowly, Child is slowly taken. And the violence caused such silence. Who are we mistaken?

But you see, it’s not me, it’s not my family. In your head, in your head they are fighting, With their tanks and their bombs, And their bombs and their guns. In your head, in your head, they are crying…

To dla Was rozróżniam kraje zachowując ich nazwy: mówię Republika oraz Irlandia Północna. Gdybym w rozmowie z wami używała tylko tutejszych określeń jeszcze bardziej chyba bym wszystko skomplikowała. Irlandczycy w Republice w mowie raczej dzielą wyspę geograficznie a nie politycznie. Mówi się więc „The North” oraz ewentualnie „The South”. Mówi się ogólnie, że ktoś jest z „north” albo robi interesy „across the boarder”. Gdy coś kupujemy przez internet i mamy w menu wybrać kraj w którym mieszkamy, storna irlandzka będzie miała napisane „Irlandia”, strona brytyjska podkreśli „Irlandia Republika”  bo bo przecież „Irlandia” to jednak nie jest tylko „Irlandia” i muszą o to co zabrali się upomnieć. Strona internetowa irlandzka w zakładce językowej będzie miała napisane sktróty językowe: ENG, PL i tak dalej. Strona brytyjska będzie zamiast skrótów miała flagi a tam gdzie język angielski będzie miała flagę Union Jack. Republika podając dane dotyczące eksportu, nie zawiera w podliczeniach sprzedaży do Północnej. Ale nie jest to też sprzedaż na rynku wewnętrznym.. Istnieją osobne dane i statyki dotyczące tego rynku.

Gdy proszę przechodniów o zrobienie mi zdjęcia w Belfaście, chętnie je robią i pytają mnie jak  mi się Belfast podoba. Każda osoba mnie o to pyta. Nie spotkałam się z tym w żadnym innym miejscu. Chcą chyba usłyszeć, że Belfast jest fajny, chcą widzieć turystów i żyć jakby nigdy nic się nie działo tutaj. Pan sprzedający bilety do zamku Dunluce w hrabstwie Antrim w Północnej, któremu mówię, że przyjechałam z Republiki cieszy się jak dziecko.. Że jestem Polką z Republiki która specjalnie tu przyjechała a nie kolejną zwiedzającą Polką z Północnej. Dzięki temu sprzedaje mi bilet ze zniżką chociaż mi się nie należy…

Od roku 1906 na budynku Urzędu Miasta w Belfaście każdego dnia powiewa flaga Union Jack (Zjednoczonego Królestwa). W grudniu 2012 roku Belfast City Council po głosowaniu wygranym przez irlandzkich nacjonalistów wspartych partią Alliance, przegłosowuje, że flaga będzie wisieć tylko przez 18 dni w roku czyli tak jak w Wielkiej Brytanii. Rozpoczynają się protesty, bijatyki, policja używa wielokrotnie armatek wodnych. Prasa codziennie donosi o kolejnych zamieszkach. Irlandczycy z Republiki po raz kolejny odwołują swoje plany związane z wyjazdem do Belfastu na Targi Bożonarodzeniowe.

W Północnej jest miasteczko na które tam mówią Londonderry a w Republice nazywają je Derry. Gdy już jesteśmy fizycznie w Północnej widzimy, że od czasu do czasu kierunkowskazy wskazujące drogę do Londonderry mają pierwszą część „London” zamazane sprajem. Miasto zostaje ogłoszone miastem kultury roku 2013. Ja mieszkanka Dublina dostają ich ulotkę wciśniętą przez drzwi: Derry~Londonderry City of Culture. Doceniam, że użyli obydwu nazw ale jeszcze bardziej to, że nie przedzielili ich poprzeczną kreską ale właśnie połączyli takim specjalnym zakręconym łącznikomyślnkiem. Brzmi to dla mnie tak: Derry i Londonderry, jesteśmy razem mimo że jesteśmy różni.

Jestem w katedrze św. Patryka w Belfaście i większość czasu w niej spędzam na rozmowie z dość starszym panem, który z rozmarzeniem słucha moich opowieści o mojej dublińskiej dzielnicy, gdyż też kiedyś w niej mieszkał. Spotykam go ponownie kilka godzin później gdy kręcę się w kółko szukając czy może jednak gdzieś znajdę otwartą bramę by przejść na skróty na stronę protestancką bez wracania z powrotem do centrum miasta. Z wielką stanowczością odradza mi to. Mówi, że to nie jest mądre, i że zbyt dużo goryczy i frustracji jest w ludziach i lepiej żebym nie szła, nie prowokowała samą swoją obecnością, nie interesowała się. Nie rozumiałam go wtedy jeszcze chociaż nieźle mnie przestraszył.. Teraz nadal nie rozumiem ale wiem więcej…tam nawet przystanki autobusowe dzielą się na katolickie i protestanckie..

Oglądam / słyszę w radiu czy też czytam (nie pamiętam już dokładnie) jakąś parodię rządów Margaret Thatcher. Zapamiętałam tylko, że Margaret wszystkich polityków rozstawiała po kątach jak małe, niesubordynowane dzieci. Jednemu „krnąbrnemu” politykowi zaś mówi „nie podskakuj cię zrobię premierem Północnej Irlandii”

Złapałam się na tym, że nie planuję żadnych już wypadów do Północnej. Co jakiś czas patrzę na mapę Republiki, przemierzam ją wzdłuż i wszerz myśląc o tym gdzie by tu się wybrać gdy przyjdzie jakiś długi weekend czy inny powód. Jakoś wcale nie patrzę poza granicę. Tak jakoś się przyzwyczaiłam. Znajomi w pracy czy poza nią opowiadają o wyjazdach do hrabstw Clare, Mayo czy Waterford…nikt jakoś nie wspomina o Północnej. Jadą jedynie tam czasem na duże zakupy spożywcze bo taniej a przy okazji wpadają do fryzjera bo też taniej. I jeszcze jeżdżą leczyć zęby z tych samych powodów.

12 lipca w Północnej Irlandii co roku odbywa się marsz zakonu orańskiego – Orange Order czyli zwolenników Zjednoczonego Królestwa. Nie trudno sobie wyobrazić, że te parady to często płachta na byka, prowokująca różne burdy i zamieszki szczególnie w Belfaście, w mieście które bezustannie przypomina o tym, że wyspa Irlandia wciąż jest podzielona na dwa państwa. W sumie parada, związane z nią ogniska z irlandzką flagą zatkniętą na szczycie do spalenia a następnie zamieszki powtarzają się każdego roku i wygląda na to, że stają się powoli czymś co się ignoruje a nawet w powszechnej świadomości toleruje…

W zeszłym roku zamieszki po paradzie w Belfaście trwały cztery dni i  rozprzestrzeniły się po całym mieście. W sumie, ściągnięto 1300 policjantów z różnych części Wielkiej Brytanii, aresztowano 60 osób. Ponieważ w ubiegłym roku zamieszki związane z 12 lipca były jednymi z najgorszych wszyscy się boją co się wydarzy w tym roku.

Czy coś się zmieni w najbliższym czasie? To już szesnaście lat po zawarciu porozumienia Belfast Good Friday Agreement. Zamieszki w lipcu powtarzają się co roku. Ale nie tylko lipiec jest gorący..Niemalże nie ma tygodnia bez doniesień prasowych na temat Północnej – tego że wykryto jakąś bombę, że ktoś kogoś postrzelił, lub nawet na temat dochodzenia dawnych zbrodni i rozbojów. Znaczek policji północnoirlandzkiej, który przy okazji takich artykułów w prasie dodawany jest jako zdjęcie, miga mi tak często przed oczami, że czasem już nie mam ochoty tego czytać. 7% dzieci w Północnej Irlandii chodzi do szkół mieszanych – katolicko protestanckich. Są też różne inne inicjatywy jak np nauczanie języka irlandzkiego chętnych podjęcia tejże nauki belfaskich unonistów. Obawiam się, że to wciąż niczego nie zmienia. Za duże jest tam nagromadzenie wielopokoleniowej nienawiści, uprzedzeń, strachu ale też mitów. Uprzedzam ewentualne pytania – wbrew pozorom  to nie są już wcale zamieszki na tle religijnym mimo że gdy o ich uczestnikach mówi się, to używa się sformułowań protestanci / katolicy. Tak naprawdę używa się tego sformułowania aby ich jakoś rozróżnić. Podział zaczął się od tego, że ktoś przemocą zamieszkał w naszym domu, sprowadził następnie pół swojej rodziny, narzucił nam swój język i kulturę… Religia pozostała po prostu jedyną zauważalną różnicą, tożsamością którą nie daliśmy sobie wyrwać.

Rewelacyjny film dokumentalny poniżej. Polecam

70 uwag do wpisu “Co z tą Irlandią i Irlandią Północną?

  1. Dziękuję Ci bardzo za ten tekst – mieszkając w Dublinie nie zauważyłam wielu z niuansów, o których piszesz. Na dodatek wszystko wygląda zupełnie inaczej z punktu widzenia imigranta. W Belfaście mieszkało sporo znajomych Polaków i zawsze w rozmowach z nimi mnie zaskakiwało, że nie odczuwają tam na miejscu żadnego większego niepokoju. Nie chodzi mi nawet o niepokój związany z ich własnym bezpieczeństwem, ale o tę straszliwą, określoną trywialnym „Troubles” historią zapisaną w murach miasta. Tak jakby murale i płoty z siatki nie istniały, podczas gdy w Dublinie nie dało się przejść obok GPO czy Kilmainham Gaol nie myśląc o historii tych miejsc.

    PS Od czasu do czasu jeździłam na Północ na budowę i niekiedy zatrzymywaliśmy się na noc w Europa Hotel – najbardziej „bombowym” hotelu Europy. I chociaż ochrona była dyskretna, ale wierzę, że skuteczna, za każdym razem zasypiałam z niepokojem zapamiętując dokładnie, gdzie są wyjścia ewakuacyjne…

    • Zgadzam się z Tobą, że nie wyobrażam sobie mieszkać w Belfaście i ignorować tą całą krwawą i gorzką historię… tym bardziej że nie jest ona jakaś odległa tak jak np dla naszego pokolenia II wojna światowa. Weźmy np słynne już zamieszki zwane Holy Cross Dispute gdy dzieci katolickie nie mogły spokojnie przejść do szkoły. Te dzieci są teraz 20 latkami..zapewne wszystko pamietają, to jest trauma wciąż żywa w nich i w ich rodzicach. https://www.youtube.com/watch?v=fekzZI-Zxgw
      Zgoda, że obcokrajowców to tak nie dotyka, bo nie dzielą się na Irlandczyków, Brytyjczyków, Północnoirlandczyków, katolików, protestantów itp. Nie mają te historii w swojej rodzinie, zabitego dziadka czy poturbowanego kuzyna. Nie interesuje ich czy stoją na przystanku protestanckim czy katolickim…
      Gdziekolwiek się nie znalazłam w Północnej, widziałam zawsze spojrzenia ludzi gdy wysiadałam z samochodu… na dublińskich blachach. Nie wiedziałam co się kryje za tymi spojrzeniami ale nie raz czułam się nieswojo.
      Moniko gorąco Ci polecam film o Północnej opowiada o niej bardzo inaczej. Myślę, że przypadnie Ci do gustu
      https://mikasia.wordpress.com/2013/05/14/five-minutes-of-heaven/

  2. No cóż. Różnicę poznałem i ja. W Ulster, pracownica, której za zadaniem miało być wytłumaczenie ile trwała podróż do Ameryki, gdy dowiedziała się, że jesteśmy Polakami, po prostu się odwróciła i wyszła. Przejeżdżając przez Belfast, wiele razy miałem kłopoty ze zmiana pasa, gdyż moje tablice były z Republiki. Nie lubię tam jeździć, ale w miejscach jak Giant czy w Titanic Museum, nie odczuwa się tej dziwnej i złej atmosfery… I chyba już to nigdy się nie zmieni… Pozdrawiam

    • w miejscach turystycznych tak się nie odczuwa to prawda ale… Czuje się ciągły jakiś niepokój w powietrzu. Widząc te zasieki przy posterunkach policji, wozy pancerne, widząc flagi zatknięte jak najwyżej..znaczenie swego terytorium. Parkując samochód w jakimś miasteczku żeby zjeść lunch i czując na sobie spojrzenia. Nie wiesz czy dobrze robisz tu parkując, boisz się bo to co widzą to to że jesteś z republiki a co gorzej z Dublina. Słysząc różne opowieści od znajomych jak to z nimi spokrewnieni Irlandczycy mieszkający w Północnej nie dostaną dobrej pracy, awansu itp za irlandzkie nazwisko. Czytając cały czas mniej lub bardziej ponure wiadomości.. To wszystko sprawia, że lęk siedzi w człowieku i że jakoś odechciewa się tej, jakby nie było pięknej, ale przede wszystkim PÓŁNOCNEJ Irlandii..

      • Z mojego punktu widzenia jest odwrotnie. Dla nas, obcych, jest to stresujace, nieznane, niezrozumiale. A lolakalni bagatelizuja, sa przyzwyczajeni do tych spięć. O tym co bylo, mowia, ale ze smiechem. Choc to pewnie tez jakas forma obronna.
        Polecam ksiazki Mary Larkin. Autorka pochodzi z Belfastu, pisze romanse, ale z tym wlasnie tematem w tle.

  3. To mnie zastrzeliłaś🙂 Informacja, ze „Zombie” traktuje o „Troubles”. Nie wiedziałam, a od paru lat mieszkam w NI.
    Wiesz, na codzien, nie jest tak źle, ale kiedy zaczynają się zamieszki, pół miasta jest sparaliżowane i podroż z jednego końca na drugi to stres, bo dla bezpieczeństwa, policja zamyka niektóre ulice, a wiec autobusy tez są wtedy zawieszone. A nie każda taksówka pojedzie na około. Trochę się obawiam tegorocznych obchodów😦

    • ano… nie zastanawiałaś się nigdy nad znaczeniem teledysku lub też słów?🙂
      Niby nie jest źle na co dzień ale to dlatego, że nie jesteś tamtejsza tak podejrzewam z powodów o jakich pisałam wcześniej odpowiadając na komentarz powyżej napisany przez Monikę z SixLetterCity
      A powiedz proszę, w relacjach codziennych, w pracy itp masz wymieszane otoczenie protestancko katolickie czy bardziej homogeniczne?

      • Zawsze mieszane. Na to akurat wszystkie firmy klada nacisk. Bo to zle wyglada, jesli sa np. tylko protestanci. Dodatkowo, nie mozna obnosic sie z przynaleznoscia do ktorejs z grup, noszac jej symbole.

        • a jak to wygląda w relacjach prywatnych? razem chodzą na lunch, piwo itp?
          Głównie trzeba też podkreślić, że te wszelkie zamieszki są prowokowane pomiędzy ludźmi którzy robiliby zawieruchy wszędzie. To taki odpowiednik polskich kiboli, wiesz o co mi chodzi? Każda okazja jest dobra do bijatyki czy rzucaniem koktajlami mołotowa… tam akurat okazją jest podział na protestantów i katolików. Ale to taki zwykły podział na MY / ONI a pod słowa MY / ONI równie dobrze można podstawić LECH POZNAN / LEGIA WARSZAWA czy co się jeszcze zechce…

          • Jest na pwno troche tak jak mówisz (relacje kibicow), ale nie do konca. Sa rodziny, ktore kolejnym pokoleniom wmawiaja ta nienawisc. Jednak w moim otoczeniu zawsze bylo mieszane towarzystwo, najlepsze przyjaciolki, a niby po dwoch stronach barykady. Po postu trzeba bylo wybierac takie knajpy/dzielnice, gdzie nie bylo podziału i mogly sie bawic razem. W centrum miasta nie ma zwykle z tym problemow. Gorzej, kiedy zapuscisz sie w dzielnice TYLKO jednej strony.

            • tak, o tych pokoleniach tak jak mówisz świetnie jest pokazane w tym filmie który wrzuciłam do wpisu. Spotkanie na grilla, kilka rodzin unionistów, dzieci się bawią, plątają pod nogami i słyszą jak dorośli mówią, że na ognisku spalą flagę irlandzką bo to flaga obcego państwa.
              Ciekawa jestem jak potoczą się losy najlepszych przyjaciółek po dwóch stronach barykady gdy wyjdą za mąż „za swoich” będą miały dzieci i powiększoną rodzinę o krewnych męża, z ich doświadczeniami i uprzedzeniami. Czy zostaną przyjaciółkami i ich rodziny się zbliżą czy też przyjaźń nie przetrwa. Ciężkie to wszystko..

              • to ze spala flage obcego panstwa to prawda … Irlandia przegrala wojne i bitwe (vide Boyne) i ciagle nie umie sie z tym pogodzic. Irlandia Polnocna jest czescia UK tak samo jak Anglia, Szkocja czy Walia.

                Inna sprawa jest taka, ze RoI nie stac na przyjecie six-counties, a napewno nie bylaby w stanie wyplacac pieniedzy ktore UK funduje bezrobotnym od pokolen Irlandczykom zerujacym na systemie socjalnym UK. Warto spojrzec ile stanowisk pracy to sektor publiczny w NI.

                Samo UK nie kocha jakos specjalnie NI ale jak juz wzielo na siebie klopot ucywilizowania chociaz czesci Irlandczykow to dzielnie kontynuuje ten proces.

                Wystarczy przejechac 50 mil przez UK a potem przez RoI zeby zobaczyc na co stac RoI … Tego samego mozna doswiadczyc przejezdzajac przez oflagowane osiedla Katolikow w Belfascie … bieda, stada brudnych dzieci itd … Nie kazde osiedle Protestanckie jest czyste ale roznica jest wyrazna …

                Tak to widze po 10 latach w Ulsterze🙂

                • myślę Radku, że nawet najbardziej zatwardziali i ortodoksyjni unioniści zaniemówiliby po przeczytaniu twojej wypowiedzi…tym bardziej gdyby usłyszeli, że mieszkasz w Północnej aż 10 lat…..

                  PS. GPD na osobę w Północnej to 19k euro a w Republice 35k… to tylko tak na początek żeby ci podpowiedzieć dlaczego twoja wypowiedź robi takie wrażenie🙂

                • Oczywiście unioniści nie blokowali katolikom dostępu do pracy, etc. Kochani anglicy przyjechali ucywilizować niesfornych i niegrzecznych Irlandczyków, podobnie jak niemcy w 39 i ukraińcy w 43 przyjechali ucywilizować Polaków.

                  • Unioniści blokują ten dostęp do pracy nadal, niestety jeszcze wiele wody upłynie zanim coś się zmieni. O ile się zmieni. Referendum w którym Szkocja powiedziała NIE odłączeniu się od UK spowodowało że samo UK odetchnęło, pewnie bali się, że Północna może być następna. Ale trudno przewidzieć jakby było z Północną. (w sumie biedna jest sama w sobie i Republika wychodząca powoli z recesji może nie chciałaby takiego garba, ale z drugiej strony jak można nie chcieć połączenia z powrotem swych ziem… miałaby trudny orzech do zgryzienia). Tymczasem w Donegal (jednym z bastionów języka irlandzkiego i irlandzkości w najbardziej z możliwych wydań) w odstępstwie kilku tygodni podpalono mienie Oranżystów (Protestantów). Nowa „styl” podejścia do problemu na przełomie ostatnich lat…
                    http://www.irishtimes.com/news/crime-and-law/donegal-orange-hall-burned-weeks-after-previous-arson-attack-1.1950738

  4. A w kraju żyjemy w przeświadczeniu, że beczka prochu to Bałkany i raczej wschodnia część Europy… Już dawno zapomnieliśmy co to IRA, Belfast, Unioniści. To tak okrutnie nie pasuje do wizerunku Zjednoczonej Europy.

    • to prawda. Dla mnie IRA to była taka historia, nowoczesna co prawda ale historia. Dopóki nie zamieszkałam w Irlandii i lepiej jej nie poznałam. Wsiąknięcie w to trwało trochę, nie przyszło od razu powiem szczerze. Aaa, i jeszcze jedno.. zauważyłeś, że z perspektywy Europy słyszało się zazwyczaj o złej IRZE.. nic o złych Brytyjczykach, którzy swego czasu tu przyszli???

    • Chciałam napisać to samo. Moja mama drży ze strachu, kiedy w mediach podaje się informacje o zamieszkach w Stambule. Zjednoczona Europa? Może podkreślamy to tak samo, jak próbuje podkreślać Zjednoczone Królestwo?

      Kasia, wpis świetny, ważny, potrzebny i niezwykle ciekawy!

      • Pewnie Matki Polaków którzy mieszkają w kraju Basków czy na Krymie też o nich drżą.. To prawda…zjednoczona Europa jest tylko tam gdzie jest bogato i jest dobrobyt…wszędzie indziej zaczynają się schody.

        Dziękuję bardzo za miłe słowa. Wyrzuciłam z siebie kilka serii „opowieści przy piwie”

  5. Dumny naród nigdy nie pogodzi się z utratą suwerenności… Wiele jest podobieństw między Polską a Irlandią i to do dziś, tylko przemoc trochę innego rodzaju. Polska choć geograficznie kraj jednolity, to politycznie i ideowo jest ciągle podzielony właśnie przez polityków którzy wiecznie toczą między sobą wojny zmuszając swoich zwolenników do ciągłego opowiadania się po jakiejś stronie i atakowania drugiej (lub trzeciej i czwartej bo koterii jest kilka). Kiedyś było to podzielone prosto a dziś już tylko przy okazji „marszu niepodległości” można ten stary uczciwy podział na „my naród – oni władza” dojrzeć… Szkoda tylko że tych dumnych synów i córek ciągle ubywa bo wolą żyć na emigracji, ale trudno im się dziwić. Tak jak trudno się dziwić że część Irlandczyków woli żyć na południu wyspy i z pewnym niesmakiem wspomina Belfast kiedy go dziecko zapyta.

  6. To prawda, że często tu w Polsce zapominamy o konflikcie w Irlandii.
    Natomiast Twoje słowa:
    „Podział zaczął się od tego, że ktoś przemocą zamieszkał w naszym domu, sprowadził następnie pół swojej rodziny, narzucił nam swój język i kulturę… Religia pozostała po prostu jedyną zauważalną różnicą, tożsamością którą nie daliśmy sobie wyrwać.”
    uważam za kluczowe w całym wpisie. Pasują one chyba do wszystkich konfliktów, nie tylko tych irlandzkich, a religię postrzegam nie tylko jako wartość, kŧórej nie można ludziom odebrać, ale niestety także jako element cynicznie wykorzystywany przez manipulujących ludźmi polityków. Wiadomo przcież, że najprościej rzecz ujmując, wojny sa toczone o władzę i pieniądze dostępne wąskiej grupie ludzi, więc żeby zwykły śmiertelnik chciał wziąć w nich udział, trzeba odwołać sie do wartości wyższych np. religii czy patriotyzmu.

    • Irlandczycy to naród ogólnie spolegliwy i nie machający szabelką na prawo i lewo. Wielu Irlandczyków mówi, że samo przyjście Brytyjczyków tak ich jeszcze specjalnie nie zdenerwowało, zabieranie ziemi już trochę bardziej, wycinanie lasów też już bardziej, narzucenie języka coraz bardziej ale czepianie się irlandzkich sportów i religii to już było przegięcie (religia tu mocna związana ze sportem była – drużyny sportowe przy kościelne itp). Żartując mówią, że ogólnie nie burzyliby się Brytyjczykom gdyby przynajmniej zostawili im religię.

    • Brytyjczycy twierdzą, że przecież zostali zaproszeni.. a konkretnie poproszeni o interwencję. Kto to dzisiaj rozpląta, dojdzie do sedna, rozliczy, kto zaczął? A może w ogóle nie powinno się próbować, może jedynym sposobem jest postawienie grubej krechy i zaczęcie od początku. Tylko, że to wydaje się w tej chwili równie niemożliwe. Chociaż te drobne wielkie kroki. Ta królowa niedawno chociażby. Widać, że jest chęć po obu stronach, przynajmniej w polityce.
      Kasia, czytałaś Ulicę Marzycieli Roberta McLiama Wilsona? Z Belfastu właśnie. Polecam.

      • no niby tak, ale już proszeni o ludobójstwo (Wielki Głód) już nie byli proszeni…Gdy zaczęła się zaraza ziemniaczana, zboże i bydło, które było wtedy w Irlandii wystarczyłoby dla głodujących gdyż było ich pod dostatkiem. Ale rząd brytyjski to olał, co więcej wywożono je i obniżano ceny aby chłopi musieli sprzedawać coraz więcej na wywóz.. Dużo tego w tej zagmatwanej historii
        A i wyciananie lasów i wywożenie drewna też nie prosili. Brytyjczycy obeszli się łaskawiej w tej kwestii z Północną.
        Grubej krechy nie postawią za szybko, nam się łatwo mówi

  7. Właśnie wczoraj rozmawialiśmy o niepodległości, świętach, że w 2021 roku to będzie tu wielka impreza, ale to chyba tylko nasze pobożne życzenia… Mam zajęcia z Anglikiem z Północy i wkurza mnie czasami jego dowcipkowanie na temat Irlandczyków, przesadne, myślę, że na komika by się nie nadawał, w każdym razie zapytałam go, że skoro ma takie złe zdanie o ludziach z południa, dlaczego tu mieszka… Zmieszał się i nic nie odpowiedział, ale na kolejnych zajęciach już nie żartował z Irlandczyków i zrobił się wobec mnie przesadnie miły.

  8. Twoje szkice przedstawiają lepiej tę sytuację niż niejeden naukowy elaborat.
    W Derry i w Belfaście rzeczywiście czułam się dziwnie. Natomiast mieszkam blisko Enniskillen i ta bliskość zmienia koloryt (np. tablice rejestracyjne się nie wyróżniają, w niektórych sklepach/restauracjach przyjmują euro itp.). U nas dużo się mówiło właśnie o wizycie królowej w Enniskillen (gdzie po nabożeństwie w Church of Ireland podreptała do kościoła rzymsko-katolickiego).
    W The Docks w Carrick-on-Shannon była dwa latemu była wystawa-instalacja irlandzkiego artysty (wybacz, nie pamiętam jego nazwiska), której tematem była granica i jej pokonywanie. Przedstawiała m.in. posterunki straży granicznej, pełne zasieków, krat, drutu kolczastego oraz kładki, dróżki w polu, ścieżki w lesie, które łączyły obie strony. Trudno mi to opisać, ale pomimo surowości w przedstawieniu, była to bardzo wymowna praca. Dała mi do myślenia, mówiąc kolokwialnie.
    Twój wpis również, na pewno do niego wrócę.

    • bardzo ciekawa ta wystawa musiała być.. próbuję sobie ją wyobrazić. Myślę, że każdy z nas ma w głowie wiele takich szkiców🙂
      Bliskość granicy ułatwia wiele i pomaga…ale wystarczy wypuścić się gdzieś dalej lub w miejsca mniej przyjazne i już się człowiek czuje dziwnie. I być może czasem bez powodu, ale całe to otoczenie, te flagi, wozy pancerne itp o czym wiele razy pisałam powoduje gęsią skórkę. Może patrzą z ciekawością jak się patrzy po prostu na nieznajomego przybysza a nie w kontekście „o ktoś z republiki” ale tego nigdy nie wiadomo i to dziwne uczucie pozostaje. Nie bez przyczyny nikt kto nie mieszka przy granicy się tam nie wybiera. Ludzie z republiki wolą jeździć gdzieś kilka godzin w różne jej części lun bawet promem do Walii na wakacje niż do pięknych miejsc w Północnej..

      • Wiesz, ja mieszkam w republice, ale bez problemu jezdze na północ na wypady🙂 Nie czuje sie dziwnie, nie mam gesiej skórki.. pewnie jestem za głupia by wyczuc ten jakis specyficzny klimat o którym piszesz🙂 Z kazdym naszym znajomym z Polski jechalismy na Groble Giganta, po drodze na ten wiszący , sznurowy most, do Belfastu na wycieczke, do Ulster Folk Park itp.
        Jasne, Belfast ma specyficzny klimacik, widoki sa niecodzienne, ale nie widzialam spojrzen czy dziwnych zachowan w stosunku do nas czy naszego auta na dublinskich blachach:)
        Moja córka mieszka tez u stop Benbullbena🙂, Einskillen to nasz czesty , zakupowy przystanek.. nawet mi przez mysl nie przeszlo , ze jestem w pólnocnej, ( nie podkreslalam tego ).. no oprocz cen , znakow i napisow🙂
        Nigdy nie dzielilam Irlandii.. na republike i pólnocna.. moze w tym tkwi sedno:)

          • Ja również staram się zwalczyć ten ‚problem w mojej głowie’ ignorancją. Podczas gdy znajomi wklejają na facebooka lipcowe ogniska z odpowiednimi komentarzami – ja mówię nie. Ludzie, którzy robią zamieszanie właśnie tego pragną – uwagi. Nie poświęcajmy im jej i miejmy nadzieję, że wszystko umrze śmiercią naturalną. Nie za rok czy dwa, bo na to trzeba lat, ale myślę, że obecnie wszystko zdaje się iść w dobrym kierunku.

  9. Mieszkałam w Północnej, wiesz o tym Kasiu, zdarzało się to i owo. Teraz we Francji obserwuję „stosunki” z muzułmanami i wyciągam jeden wniosek: nie ma we mnie ni krzty skłonności do przemocy! Wyjść i zaatakować kogoś – w życiu! Zamiast się bronić, wolałabym popłynąć na bezludną wyspę. Tak sobie myślę, że chyba tylko najazd kosmitów mógłby coś zmienić na tej naszej planecie, zjednoczyć ludzi, chociaż, też nie jestem tego do końca pewna. Smutne to wszystko😦

    • tak, Ty pewnie masz wiele ciekawych obserwacji i spostrzeżeń z Północnej i z Francji o której co jakiś czas też słyszy się w kontekście rozrób. Proszę powiedz te „stosunki” z muzułmanami biorą się z tego że nimi są czy z czegoś jeszcze innego..?

      • Mogę powiedzieć Ci tylko jakie jest moje zdanie: muzułmanie sprawiają wrażenie ludzi zamkniętych w swojej kulturze, nie mówiąc już o religii. Nie są też zbyt chętni do pracy. Oczywiście nie można uogólniać, ale tak ich odbieram, z takiej strony do tej pory ich poznałam. Jeśli chodzi o facetów, każą swoim kobietom się zakrywać, a do nas kierują świńskie teksty, nieraz zdarzyło mi się dostawać chamskie propozycje, jakby myśleli, że jesteśmy rozwiązłe. Czasem różnice kulturowe są trudne do pokonania i ludziom jest daleko do siebie.

  10. pięknie napisane impresjami Kasia .. nie ma chyba łatwych recept .podobnie jest w wielu miejscach na Bałkanach. nie jestem pewien jak wiele głosów zdobywa Sinn Féin w Płn Irlandii? przypuszczam, że to jest mniejszość ..
    te pochody ‚zakonu orańskiego’ z tą symboliką palenia flag to jakaś paranoja, które tylko dolewa oliwy do ognia .. myślę, że może z czasem gospodardcza sytuacja wpłynie na pewne polepszenie sytuacji ( bo z tego co doczytałem to Płn Irlandia potrzebuje Republiki i myślę, że nawzajem też) ..
    kiedy o tym wszystkim myślę to pamiętam ten wspaniały utwór, który kiedyś słyszałem na żywo https://www.youtube.com/watch?v=EM4vblG6BVQ&feature=kp

    • Sinn Fein jest obecnie druga największą partią w Północnej…
      Jeśli chodzi o stronę gospodarczo ekonomiczną…Północna ma się lepiej ale to dlatego że UK pompuje mnóstwo w nią pieniędzy, jest tam taniej, ludzie mają różną pomoc od państwa której tu nie ma, i ogólnie większy wybór towarów itp. Trochę taką pętlą gospodarczą u szyi UK jest…

      • rozumiem .. dzięki za informację .. jako liberał społeczny ale i gospodarczy nie jestem pewien czy takie sztuczne pompowanie pięniędzy z UK to Płn Irlandii na dobre wyjdzie .. prędzej czy póżniej żródełko to wyschnie a jest bardzo ciężko odzwyczajć się od darowizn i ulg .. tak na prawdę to się to nigdzie nie sprawdziło na dłuższą metę

    • bardzo ciekawe spojrzenie, szczególnie na ten biedniejszy Belfast.Dziękuję Ci za tego linka Józefie…
      Przy okazji rzucił mi się w oczy błąd, który jest błędem karygodnym do popełnienia tutaj i tym bardziej niewybaczalnym takiej gazecie jak Wyborcza… i to na ironię w tekście na ten właśnie temat. Podpis pod zdjęciem „ALEKSANDRA ŁOJEK mieszka w Wielkiej Brytanii od ośmiu lat” Ale dowiadujemy się, że ta Pani mieszka w Belfascie. Czyli nie w Wielkiej Brytanii ale w Zjednoczonym Królestwie…

  11. Swietny tekst ! Fajnie piszesz. Masz zaciecie publicystyczne. Jakby rewind do czasow West Berlina. Kiedys te zagadnienia iryjsko-ni bardzo mnie fascynowaly. Serdecznie z cieplutkiej Francji, Maciek

    • Dziękuję za miłe słowa. Weszłam do Ciebie a tam to dopiero kawał dobrego pisania. Będę bywać i to natarczywie🙂
      PS. U nas póki co też ciepło i nawet bardzo bezdeszczowo do tego stopnia, że Irlandczycy stwierdzają że pogoda jest „ridiculous”🙂

  12. Ta kobitka, która mówi wole wyjechać niż brać udział w konflikcie niech ma świadomość. W razie konfliktu nie ma wolnych wysp albo zapobiegasz konfliktom albo Ciebie i Twoich bliskich nie ma.

  13. Szukałem jakiegoś tekstu o różnicach między Irlandią i Irlandią Północną,a trafiłem na wpis, który mnie całkowicie pochłonął, a każdą drobnostkę sprawdzałem i sprawdzam jeszcze osobno jak np. czy była naprawdę IRA czy Bloody Sunday. A teraz jeszcze mnie naszło, żeby parę filmów obejrzeć traktujący o tematyce tego konfliktu, IRA itp.

    Wielkie dzięki, wspaniały wpis, super się czytało i pewnie sprawdzę co jest w innych wpisach.

    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s