I (niestety nie zawsze) żyli długo i szczęśliwie. Przemoc domowa w Irlandii

Według badań Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej (Agency for Fundamental Rights) w 2012 roku w Irlandii 14% kobiet było ofiarą przemocy fizycznej zadanej przez partnera. 6% kobiet padło ofiarą przemocy seksualnej a 31% przemocy psychicznej.

Gazeta Irish Times (8 października) przytacza dane za organizacją charytatywną, Women’s Aid mówiące o tym, że w zeszłym roku 1/3 jej nowych klientów to imigrantki. Organizacja ta zajmuje się pomocą kobietom, które są ofiarami przemocy domowej. Margaret Martin, dyrektorka Women’s Aid, zauważa że przemoc domowa którą padają imigrantki nie różni się od tej, której padają Irlandki. Podkreśla jednak, że imigrantkom, a szczególnie tym niedawno przybyłym, jest trudniej z powodu braku siatki znajomych, rodziny, oraz zwykłej niewiedzy do jakich instytucji mogą się zgłosić z prośbą o pomoc. Do tego również dochodzi brak znajomości języka. Problemy imigrantek bywają bardziej skomplikowane w przypadkach gdy kobieta uciekła ze swego kraju do Irlandii od katującego ją partnera oraz szczególnie wtedy, gdy on za nią przyjeżdża.

Z myślą o tych kobietach, organizacja otworzyła linię telefoniczną, po zadzwonieniu na którą w ciągu minuty język którym mówi kobieta zostanie rozpoznany, a ona sama zostanie połączona z osobą mówiącą tym językiem. Organizacja na początku była w stanie pomóc w kilku językach. Szybko okazało się, że dzwoniące mówią również w bardziej egzotycznych językach jak joruba (jeden z nigeryjsko kongijskich języków) czy dari (dialekt perski). Teraz, organizacja chwali się, że żaden język nie jest dla niej przeszkodą.

Większość dzwoniących to jednak przede wszystkim kobiety pochodzące z krajów Unii Europejskiej  – stanowią one aż 67% wszelkich zgłoszeń. My Polacy jesteśmy największą mniejszością w Irlandii i też najwięcej kobiet dzwoniących na linię to Polki..

Kobiety imigrantki chcące skorzystać z pomocy Women’s Aid w swoim języku mogą dzwonić pod darmowy numer 1800 341 900 od 10 rano do 10 wieczorem, siedem dni w tygodniu. 

This is not happily ever after…

not-happily-headline-image

(obrazek ze strony Women’s Aid)

13 uwag do wpisu “I (niestety nie zawsze) żyli długo i szczęśliwie. Przemoc domowa w Irlandii

  1. Reblogged this on Łódź Odysa and commented:
    Człowiek od wieków krzywdzi drugiego człowieka (nie tylko ze względu na płeć i nie tylko w rodzinie). To było jest i będzie zawsze obrzydliwe a szczególnie przykro o tym czytać kiedy dotyczy to małżeństwa. Jakbyśmy się jednak nie starali o tym mądrze mówić, to nie da się rozwiązać tego problemu za innych (każda relacja jest wyjątkowa) o ile ludzie sami nie wykażą się roztropnością i wstrzemięźliwością w tym „łapaniu byka za rogi”, jak się dziś często określa wchodzenie w związki, gdzie tę sferę życia intymnego traktuje się jak jakiś sport (zapominając że w sporcie wygrywa TYLKO silniejszy i sprawniejszy fizycznie). Uważam że właśnie sprowadzenie w opinii publicznej relacji damsko męskich do pseudopsychologii spod znaku „wojny płci” (gdzie jedna strona musi coś udowadniać innej dla własnej próżności) i przedstawianie tych relacji w oderwaniu od duchowości i poczucia obowiązku jest główną przyczyną błędów w komunikacji między mężczyzną a kobietą w związku. Niestety towarzysząca temu zjawisku medialna a od niedawna wręcz „coolturowa” „edukacja” w postaci z jednej strony nakręcania spirali „wojny płci” gdzie jedna strona stara się wyzyskać drugą stronę (jak przedmiot do zabawy), a z drugiej strony epatowanie wzorem serialowej idealnej „miłości” (która jest bajeczką dla naiwnych) tylko pogłębia frustrację i zagubienie – zwłaszcza wśród młodych ludzi przesiąkniętych tą propagandą od najmłodszych lat. To w konsekwencji wywołuje agresję mężczyzn i kobiet w związkach gdzie ten „nowoczesny” (materialistyczny) model ciężko zastosować bez słusznego buntu jednej ze stron, bo nikt nie lubi być traktowany jak mięso do klepania na kotlet (przynajmniej nie 24 godz na dobę😉 kiedy wolno to nawet trzeba – nie piszę tu o biciu) a z drugiej strony jak orny wół lub osioł, bądź jeleń (dość jednoznaczne dookreślenia). Miłość i związek to ciężka orka! Zawsze tak było, jest i będzie. Najważniejsze to wiedzieć jak tę orkę ODPOWIEDZIALNIE uprawiać i dobrać sobie drugą połówkę która to kryterium również ma wpojone. Jak to możliwe że ludzie często inteligentni i wykształceni trafiają do związków gdzie „druga połówka” jest kompletnie nieprzygotowana do życia (bądź to z kobietą, bądź z mężczyzną)? Bo wykształcenie ani edukacja (czy „fascynacja” drugą osobą – „kochanie za dwoje”) nie są tym co ostatecznie związek spaja. Czynniki najważniejsze to DOJRZAŁOŚĆ (mądrość życiowa) i ODPOWIEDZIALNOŚĆ (nie tylko materialna!) które w połączeniu z SZACUNKIEM stanowią nieodzowny element miłości do drugiego człowieka… To że ludziom inteligentnym zdarzają się na tym polu „pomyłki” to nie jest przypadek a po prostu wynik błędu (przed)wcześniej podejmowanych pochopnych (pod wpływem emocji) decyzji, ergo WŁASNEJ nieodpowiedzialności. Oczywiście należy pamiętać o tym, że nie we wszystkich przypadkach chodzi o ten sam detal…

    PS. błędów nie popełnia tylko ten kto nic nie robi😉 Okres narzeczeństwa przed małżeństwem w dzisiejszych czasach coraz bardziej wskazany. Tak jak i opieranie się o życiowe wzorce (byle nie „telewizyjne”) których pełno naookoło bo nasi dziadkowie czy pradziadkowie w zdecydowanej większości to ludzie którzy kochali się (z różną intensywnością i nie bez chwil zwątpienia – ale jednak!) przez całe życie tylko w sobie (po grób).

    • ciekawa notka, warto moze wspomniec o jeszcze jednym powiedzie przemocy. Trudno czesto o dojrzalosc czy odpowiedzialnosc wobec drugiego czlowieka w zyciu doroslym jezeli mialo sie paskudne dziecinstwo, jesli nie mialo sie wzorcu milosci i szacunku wobec najblizszych. Jezeli zylo sie w dysfukcyjnej rodzinie gdzie widzialo sie przemoc jednego rodzica wobec drugiego lub nawet samemu sie jej doznawalo jako dziecko.

      • Tak… To o wzorcach też dodałem (w post scriptum)… Dlatego tak bardzo upieram się o roli etyki i moralności w wychowaniu i jestem wrogiem „liberalizmu” obyczajowego. Nie uratujemy wszystkich! Na pewno nie przez państwowy reżim prawa który raz jest ubogi (nieprzystosowany do indywidulanych problemów) a po drugie żadne prawo nie zmusi ludzi do prawego zachowania się jeżeli ludzie nie nabyli tej umiejętności w sposób naturalny od rodziców, albo od najbliższego otoczenia (przykładem i słowem) prawidłowy schemat relacji między ojcem i matką… Fatalizm patologii jest nieuchronny a chodzi tylko o to żeby margines nie rozwinął się w normę…
        PS. Dorosły człowiek nie powinien się tłumaczyć tym że miał trudne dzieciństwo, to nie jest czynnik determinujący „ad hoc” bo wiele dzieci z rodzin dysfunkcyjnych jest dziś wzorowym ojcem i matką właśnie dlatego że wiedzą co czuje dziecko wychowujące się w takiej rodzinie. Tym gorzej kiedy „dorosły” człowiek doświadczony taką krzywdą świadomie zadaje ją innym.

        • nie twierdze ze dorosly czlowiek ma sie tlumaczyc, probuje tylko zrozumiec czemu sie tak dzieje. Tam gdzie jest przemoc, ofiara jest tez czesto wlasnie kat. Nie wie jak mozna zyc bez przemocy bo nie wie ze przemoc to przemoc. Rozumiesz o co mi chodzi? I takie osoby potrzebuja pomocy tak samo jak i ich ofiary. To siedzi w nich tak jak uzaleznienie od alkoholu czy narkotykow..?

          • Wiem o czym piszesz Kasiu… Nie trafia jednak do mnie „tłumaczenie” że ten ktoś „nie wie jak można żyć bez przemocy” bo na pewno ten ktoś wie że przemoc jest zła (skoro sam jej doświadczył i pamięta że cierpiał). Nie wyobrażam sobie jak ktoś może być uzależniony od zadawania krzywdy innym (poza chorymi umysłowo, ale to nie uzależnienie a choroba psychiczna). Chyba że żyje w jakiejś zamkniętej enklawie gdzie wszyscy stosują przemoc jako „normę” i NA PRAWDĘ nie wie że powinien żyć inaczej. Nie wiem ile na świecie jest takich miejsc gdzie ludzie stosują jako normę krzywdzenie siebie nawzajem (pomijam tych którzy czerpią z tego przyjemność). To jest właśnie ten margines o jakim wspominałem a uznaję za „usprawiedliwiony” rodzaj niewiedzy (nie samego czynu). Reszta ludzi z tzw. „cywilizowanego świata” jest jak dla mnie nie do wytłumaczenia (tj. nie powinno się ich usprawiedliwiać). Mam nadzieję że udało mi się w sposób logiczny wytłumaczyć dlaczego mam trochę inne podejście do osób które krzywdzą innych ludzi „bo mieli tak samo w dzieciństwie”.

            Problem w tym że odpowiedzialność za tych co „nie wiedzą” spoczywa tak czy siak zawsze na tych co „wiedzą” – i to ich rolą jest raz że powstrzymanie tych którzy „nie wiedzą” a dwa edukacja (raczej wychowanie) ludzi od najmłodszych lat w duchu humanizmu (nie lubię tego słowa z racji lewackiego zabarwienia, ale lepsze nie przychodzi mi do głowy)…

            Dobrze że jeszcze nie postradaliśmy instynktu samozachowawczego i umiemy nazywać rzeczy po imieniu. Szkoda że marnujemy czas na usprawiedliwianie patologii (nie mam tu na myśli autorki) a nie skupiamy się na stawianiu jej tamy, po prostu karząc sprawców (bez względu na to że byli oni kiedyś tak samo traktowani czy nie). Szkoda że nie edukujemy już dzieci i młodzieży po domach dając przykład własnym zachowaniem i pokazując im wzorce godne naśladowania a zamiast tego pozwalamy im wchłaniać papkę „edukacji” szkolnej a po szkole oddajemy je „mendiom” bez zainteresowania się czym też ta nasza skorupka (przyszłość!) nasiąka.

Zapraszam do rozmowy

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s