Jaś Parasolka i Vera sprzedająca ryby

W swym mieście w Polsce znałam z widzenia pewnego pana, który z urody wydawał mi się być Grekiem i tak go też nazywałam. Był starszy, miał ciemną karnacją, ciut długie, falujące, czarne włosy. Był znany z tego, że spotykało się go wszędzie. Nie ważne w jakim zakątku miasta byłam lub o której godzinie, zawsze gdzieś go widziałam. Z tego też zresztą powodu koleżanka nazywała go Duchem… Bo nie tylko ja go widywałam ale wiele osób – urodę miał nietypową więc łatwo wpadał w oko i dzięki temu wszędzie się go zauważało.

Chyba każde miejsce ma swojego tego typu legendarnego mieszkańca? Dublin, jak przystało na stolicę, ma ich wielu. Dziś chciałam Wam wspomnieć o dwóch takich znanych postaciach. Jedna z nich jest tylko znana mieszkańcom oraz przyjezdnym w Malahide. Jest to pan, którego miejscowi nazywają Johnny Beep Beep ale ja na niego zawsze mówię Johnny Parasolka. Postać ta to mężczyzna, który podobno od 20 mniej więcej już lat, jeździ całymi dniami na rowerze po całej wioseczce Malahide. Ma zawsze założony kask oraz coś przyczepione do kierownicy co wygląda jak patyk z kilkunastoma porwanymi grubymi wstążkami…lub też otwarta potargana parasolka  – dlatego tak go nazwałam. Czasem dość natarczywie zaczepia ludzi jeśli uważa, że zaparkowali źle lub też przechodzą drogę nie tak jak według niego powinni. Oprócz tego z nikim nie rozmawia a jedynie widać go cały czas zawsze krążącego na rowerze. Identycznie jak mój Grek/Duch z początku tego wpisu, Johnnego Parasolkę można spotkać o każdej porze dnia i niemalże w każdej części Malahide. Gdy lata temu gdy jeszcze mieszkałam w Malahide moja przyjaciółka z Polski przyleciała do mnie po raz pierwszy, po wyjściu na spacer przejechał kolo nas Johnny, od razu jej o nim opowiedziałam. Dwa lata później gdy przyleciała ponownie i poszła sama na spacer, po powrocie spytałam się, czy coś się zmieniło w Malahide. Pierwszą rzecz, którą mi powiedziała to to, że widziała Johnnego Parasolkę i poczuła się u siebie! Zresztą, mam tak samo odkąd już nie mieszkam w Malahide. Kiedykolwiek tam się zjawię zawsze widzę mojego Jasia Parasolkę i czuję wtedy taką harmonię, to że pewny porządek w życiu jest zachowany. (Jest też tak gdy w czasie sezonu spotykam w tym samym miejscu opodal plaży pana ogrodnika z Wexford sprzedającego truskawki oraz domowej roboty przetwory z nich a także ziemniaki. Zawsze w tym samym samochodzie ma „stoisko” a jego córka ma stoliczek z tym samym asortymentem i parasolką chroniącą przed słońcem a jej stałe miejsce jest w centrum Malahide przed kościołem. I te truskawki zawsze są pyszne ale trzeba Wam wiedzieć, że hrabstwo Wexford jest uważane za zagłębie truskawkowe Irlandii bo takie słoneczne podobno jest. Ale ten pan z córką to jednak chyba jeszcze nie takie legendy… a może tak, może stoją już tak cyklicznie od 20 lat a ja nic o tym nie wiem).

Zdjęcie Jasia znalazłam w moich archiwalnych zasobach z 2010 roku. Wiele się nie zmienił od tamtego czasu, twarz trochę ma inną niż na zdjęciu – tu wyszła trochę zniekształcona (no i nawet dobrze).

P1000836

Motywacją do opowieści o Jasiu Parasolce tak naprawdę, była śmierć takiej prawdziwej legendy z dublińskiego Dun Laoghaire – pani Very Breslin, która zmarła ponad tydzień temu. Vera obchodziłaby 83 urodziny w marcu. Była ona sprzedawczynią ryb, dobrze znaną mieszkańcom Dun Laoghaire , gdyż trudniła się tym zajęciem przez ponad 70 lat! Zastanawiacie się jak to możliwe? Otóż, zaczęła sprzedawać ryby razem z mamą, gdy miała siedem lat.

Vera Breslin

Vera miała 13 rodzeństwa a ojciec był rybakiem, dlatego oczywiste wydaje się, że ciężka praca w jej rodzinie była normą. Pani Breslin sprzedawała ryby w środy, czwartki i piątki i niezależnie od pogody niezmiennie stała na swoim stoisku od godziny ósmej rano do szóstej wieczorem. Podobno okoliczni mieszkańcy mogli nastawiać zegarki, widząc Verę pchającą rano swój wózek z rybami w kierunku ulicy Convent gdzie miała swoje stoisko. Vera pracowała jeszcze do niedawna, przestała gdy miała 82 lata. Zawsze z termosem z ciepłą herbatą i papierosem (gdy nie było ruchu), Vera stała się ikoną Dun Laoghaire. Swego czasu, włoski ambasador był stałym klientem Very, podwożony co piątek przez szofera osobiście kupował świeże ryby na kolację. Naturalne wydaje się, że była również podobno najlepszą żywą kroniką Dun Laoghaire, i nikt inny tak jak ona nie znał wszystkich okolicznych plotek i nowin. Gdy zdarzyło się (podobno bardzo rzadko), że nie otworzyła swego stoiska, mieszkańcy Dun Laoghaire, dopytywali się o nią na swoim facebooku, a teraz składają tam kondolencje i wspomnienia o Verze. Vera nie używała internetu, gdy więc dwa lata temu zaczęto o niej pisać na facebooku, wydrukowano dla niej różne sympatyczne komentarze i podarowano (zdjęcie poniżej).

Na pogrzeb Very który odbył się 10 stycznia przybyły tłumy ludzi. Podobno, okoliczni mieszkańcy proszą lokalne władze o wzniesienie jakiegoś pomnika upamiętniającego tą współczesną Moly Mallone.

A Wy znacie podobne osoby?

vera facebook

19 uwag do wpisu “Jaś Parasolka i Vera sprzedająca ryby

  1. „..twarz trochę ma inną niż na zdjęciu – tu wyszła trochę zniekształcona (no i nawet dobrze)…” dodaje groteskowości głównemu bohaterowi🙂 czym byłaby opera bez swojego ducha
    PS… przydałby się jakiś dymek na fotce

  2. Myślę, że w wielu miejscowościach są postaci przydające lokalnego kolorytu. Tym sławniejsze im mniejsza mieścina😉 Najczęściej klasyfikowano ich jako dziwaków, ale bez ostracyzmu społecznego. Częściej wywoływali uśmiech, odruch sympatii, niż podlegali wykluczeniu. Trzydzieści lat temu często widywałem pewnego transwestytę (chyba już nie żyje). Strój taki mieszany męsko-kobiecy, ale podkreślający różnicę, biała marynarka, apaszki, do tego pierścionki i insza biżuteria plus wielka czarna broda. Gdyby dołożyć talent muzyczny to pewnie by dziś wygrał Eurowizję. Myślę, że jak na tamte czasy, bo przecież wtedy była inna Polska, inne „wartości”, zwyczaje, tradycja i myślenie, zwłaszcza w małej mieścinie, to cieszył się sporą tolerancją (a nawet sympatią), bo nikt nie mówił o nim inaczej niż „nasz Ludwiczek”.

    • Tak to prawda ze im mniejsza mniejscowosc tym wieksza sympatia sie ciesza takie osoby…bo sa swoje😉 Ludwiczek brzmi bardzo ciekawie I odwaznie jak na tamte czasy ( chociaz dzis moze mialby jeszcze gorzej , polska wies bardziej czarno biala sie zrobila?). Masz mozliwosc dowiedzenia sie co z nim?

  3. Te dwie przywołane powyżej postaci przypominają, że każde miejsce jest inne. To one sprawiają, że mamy punkt odniesienia, pewność, że jesteśmy we właściwym miejscu. Kiedyś, bardzo dawno temu, bo w latach 60. ubiegłego wieku w maleńkiej prowincjonalnej miejscowości mieliśmy Zabelę (od Izabela). Była stara, brzydka, chodziła po mieści i straszyła wyglądem dzieci, choć tak naprawdę była dobrym i serdecznym człowiekiem. Zachowałem ją w pamięci, bo wzbudzała emocje, a te są najtrwalszym nośnikiem danych:-)

    • takie wspomnienia z dziecinstwa o kims kto nas straszyl mamy wszyscy. Mnie kiedys soltys w pewnej wsi postraszyl powojenna strzelba. Serio! Tak powiedzial, ale czy ja rzczywiscie mial to nie wiem, ale pamietam strach do dzis i nawet jak jego dom wygladal😉 (soltysa oczywiscie nie stracha)

  4. Ja mam jakiś ogromny sentyment do starych ludzi. Wzbudzają we mnie nieodgadnioną i niezrozumiałą czułość. W moim otoczeniu, w moim życiu było trochę starych ludzi, którzy się niestety powoli wykruszają. Wiele się od nich nauczyłam i jestem wdzięczna, że te osoby spotkałam na swej drodze. Zaś gdy widzę w sklepie czy metrze nieporadnego starca czy staruszkę, to mnie taka fala czułości nachodzi, że nie mogę oderwać wzroku. Oni mają jakiś spokój w sobie, a w oczach miłość do świata. I wdzięczność.
    Trudno to wytłumaczyć…

Zapraszam do rozmowy

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s