Polacy w Irlandii #1 – poetka Małgorzata Południak

W Irlandii spotykam wielu Polaków na ulicy, w sklepach, hotelach, kawiarniach itp. Cieszy mnie natomiast bardzo, że poznałam kilka osób osobiście lub wirtualnie, które mnie oczarowały tym co robią. Zafascynowały tym, że potrafią swoją pasję zamienić w sposób na życie lub też jego wspaniałe uzupełnienie. Pomyślałam, że warto byłoby abyście i Wy poznali te osoby. Postanowiłam więc stworzyć nowy cykl na blogu w ramach którego będę Wam przedstawiać sylwetki różnych ciekawych rodaków, którzy chętnie odpowiedzieli na kilka moich pytań. Zaczynamy, dziś pierwszy odcinek i pierwsza osoba:

unnamed2

 

Zacznijmy od prostych pytań, jak masz na imię i skąd jesteś? 

Mam na imię Małgorzata (link), pochodzę z Wielkopolski. W Polsce pracowałam w różnych miejscach. Przed wyjazdem zajmowałam się sprzedażą biżuterii artystycznej, prowadziłam pierogarnię, śpiewałam w chórze, administrowałam portale literackie. Wciąż jestem kierownikiem redakcji w kwartalniku literacko-artystycznym, pisuję felietony do czasopism literackich.

Jak znalazłaś się w Irlandii i od kiedy tu mieszkasz?

Mieszkam w Irlandii od trzech lat. Mój partner mieszkał w Irlandii, więc nie miałam wyjścia. Czekałam, aż syn skończy gimnazjum i przylecieliśmy pięknego sierpniowego lata do Dublina. W zasadzie miejsce zamieszkania niewiele we mnie zmieniło, może jedynie to, że w końcu rozpakowałam walizkę i schowałam ją na strych. Tutaj poczułam, że jestem bardziej u siebie. Idealna pogoda dla takiego melancholika jak ja. Mogłabym przecież zamieszkać, w którymś z ciepłych krajów, ale nie znoszę upałów. Jest wiatr, deszcz, słońce, tęcze. Czego pragnąć więcej?!

Pierwsze zaskoczenia w Irlandii? 

Na początku byłam zaskoczona, że wszyscy narzekają na pogodę, później zrozumiałam, że to taka forma zagajenia do rozmowy. Bardzo miło zaskoczyły mnie codzienne powitania przez nieznajomych ludzi. Przejęłam ten nawyk, świat od razu wydaje się bardziej przyjazny. Zaufanie, wiara na słowo. Żadnych potwierdzeń, tłumaczeń. Brak polskiej podejrzliwości.

Czy przeniosłabyś coś z Polski do Irlandii i na odwrót?

Z Polski przeniosłabym… Trochę lasów, kosze na śmieci w miejscach publicznych. Długo zastanawiałam się, co jeszcze, ale ja nie jestem jakoś specjalnie wybredna. Nie mieszkam w Polsce i nie wiem, czy chciałabym tam coś przenosić z Irlandii. Polacy, oczywiście nie wszyscy, są przekonani o swojej wyjątkowości, więc niech żyją, jak lubią. Ot, co!

Czy z perspektywy czasu myślisz, że życie w Irlandii zmieniło Cię w jakiś sposób?

W jakiś sposób tak. Wciąż się czegoś uczę o sobie. Jednak zawsze byłam elastyczna, szybko asymiluję się z otoczeniem. Lubię poznawać miejscową kulturę, historię, to zawsze jakoś uwrażliwia, ożywia, dodaje kolorytu.

A jak Ci się układa z Irlandczykami? Co o nich myślisz? 

Moje stosunki z tubylcami są przyjazne. Uśmiecham się do nich, oni do mnie. Jestem trochę zajętą osobą, więc nie mam zbyt wiele czasu na spotkania. Jednak dobrze się tu czuję, w tej właśnie wspólnocie, racjonalnym porządku i kulturze, która jest europejska i tak naprawdę niewiele się różni od polskiej. Życzliwość za życzliwość, uśmiech za uśmiech. Irlandczycy są oczywiście bardzo ciekawscy, tak samo jak ja. Pomocni, rozgadani i dumni. Bywa, że obdarowuję ich chlebem, który piekę, a oni mnie zasypują jabłkami, które przerabiam na różne przetwory. Spotykamy się w pubach, albo gdzieś przypadkiem nad oceanem. W końcu, to mały kraj.

Ja Cię Małgosiu znam osobiście, poznałyśmy się zresztą dzięki blogowi, ale proszę powiedz o sobie coś więcej, tak aby czytelnicy wiedzieli czemu zaprosiłam Cię do tej rozmowy. Opowiedz, też proszę o swojej Irlandii 

Mieszkam prawie na wsi, bo za murem wydeptuje pastwisko stado krów, a po drodze kolejne i do tego przepiękne konie, które fotografuję. I nie wyobrażam sobie życia w dużym mieście. Przytłacza mnie tłum i hałas. Cenię ciszę i kontakt z przyrodą. Kiedy mam ochotę pobyć z ludźmi wsiadam w autobus i jadę do Dublina. Obejrzę aktualne wystawy w galeriach, zrobię zakupy i mam serdecznie dość. Wtedy z radością wracam do domu i oświadczam domownikom, że na kilka miesięcy kontaktów tłumnych wystarczy. Dalej zajmuję się administracją stron internetowych i organizowaniem internetowego życia literackiego, więc miejsce pracy tutaj zawsze nie miało znaczenia. Piszę książkę o Irlandii, ale to żmudne zajęcie. Zajmują mnie losy świata, wyszukuję dla tej historii sensowną narrację, dla zjawisk, jakie określają życie. System wartości, margines bezpieczeństwa, jaki daje Irlandia. Wciąż piszę wiersze. W 2014 wydałam Liczby nieparzyste, w przyszłym roku wydam Mullaghmore. Poza tym, to taki czas dla mnie, że niewiele pragnę. Kiedy patrzę na to, co się dzieje na świecie, przepełnia mnie jakiś rodzaj smutku. Potrzebuję wyciszenia, więc każdą pogodną chwilę spędzam nad oceanem. Rozmawiam na ważne tematy z partnerem, w wyniku czego powstaje kompilacja dialogów, które wykorzystuję w ramie powstającej książki. Tematy ważne, dla myślącego człowieka, dla miłośnika sztuki, rozwagi i uwagi.

Dziękuję bardzo za rozmowę i do rychłego spotkania

Rozmawiałam z Małgorzatą Południak – redaktorką sZAFy, felietonistką eleWatora.
Autorką książek: Czekając na Malinę (2012), Liczby nieparzyste (2014)

unnamed

27 uwag do wpisu “Polacy w Irlandii #1 – poetka Małgorzata Południak

  1. Bardzo milo sie czyta, tak jak pani Malgorzata wpadam do Dublina raz na kilka miesiecy wlasnie po to by pochodzic po galeriach i muzeach, raz w roku na Festival of Curiosity. Mieszkajac pod Dublinem mam rzut kamieniem do Wicklow i to mi bardzo odpowiada🙂 Nie moge sie doczekac na kolejna osobe!

Zapraszam do rozmowy

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s