Polacy w Irlandii #5 – wrapper Mietek

Wiem, że zdążyliście polubić mój cykl, w którym piszę o ciekawych rodakach mieszkających tu na Zielonej Wyspie. Przedstawiłam Wam już cztery panie więc teraz czas na pana. (Poprzednie wpisy  z tego cyklu znajdziecie tu  ).

Ja Ciebie znam jako Mietek czy coś więcej zdradzisz moim czytelnikom?

Mam wiele imion.🙂 Mietek aka Romek, MieTeoR, Mietorynka i ogólnie wszystko gdzie można było wpasować „Mietka”. Jestem z Górnego Śląska, dokładnie z Żor. Tuż przed wyjazdem do Irlandii pracowałem w fabryce kabli NKT Cables. Wcześniej byłem pracownikiem reklamy, sitodrukarzem czy introligatorem. Zresztą z zawodu jestem introligatorem.
 
Jak to się stało, że introligator znalazł się w Irlandii i do tego ma tutaj takie ciekawe zajęcie?
 
Znalazłem się tu, bo tylko z tego anglojęzycznego kraju, do którego nie trzeba było mieć wizy, pracodawcy odpowiedzieli na moje CV. Wysłałem ich kilka setek. Tak naprawdę, nie było dla mnie ważne gdzie pojadę. Ważne, żebym miał możliwość robienia tego co lubię, czyli oklejania samochodów. Wylądowałem tutaj dokładnie 25 kwietnia 2013 roku, czyli dwa dni temu minęły trzy lata. Od listopada 2014 mieszkam w Cavan, wcześniej mieszkałem w Dublinie. Wyjechałem z Polski bez jakichkolwiek znajomych czy znajomości. Miałem oferty z trzech firm, gdzie tylko jedna była dość konkretna, ale nie dająca stałego zatrudnienia. I tak się zaczęła moja „Irlandzka kariera wrapper’a”
 
Pierwsze zaskoczenia?
 
Po pierwsze, na lotnisku (i jak później okazało się wszędzie) źle założone drzwi w toaletach, które otwierały się do środka kabiny zamiast na zewnątrz.
 
Wiesz, że to ze względów bezpieczeństwa, żeby nikt nie wtargnął do kabiny i łatwiej się bronić przed napaścią?
 
Hmm, nie mam pojęcia jak „więksi” ludzie sobie z tym radzą😉  Po drugie, sam fakt istnienia języka irlandzkiego. A zaraz po tym fakt, że więcej osób mieszkających w Irlandii zna polski niż irlandzki. Pomimo że są tak dumni z bycia niezależnym i odrębnym narodem i podkreślają to na każdym kroku, to jednak mam wrażenie, że cholernie ten kraj jest podobny do Wielkiej Brytanii. Spora część Irlandczyków posługuje się miarą imperialną zamiast metrycznej. Ogólnie lista była długa, ale nie jestem w stanie przypomnieć sobie wszystkiego. Po trzecie, niesamowita uprzejmość, np. w sklepie. Nawet człowiek nie zdąży porządnie komuś stanąć na drodze, a już słyszy „Sorry”. Trochę czasu minęło, zanim się z tym oswoiłem i nauczyłem odpowiadać. I wiesz, co jeszcze zauważam? Że czasem klienci boją się coś dać nam do zrobienia tutaj w Irlandii i wolą to wysłać do Wielkiej Brytanii, żeby tam im pokleili. Czasami mam wrażenie, że tutaj pod tym względem jest trochę jak na Górnym Śląsku jeszcze nie tak dawno temu… „Jak coś je od Nimca to je dobre”. Irlandczycy mają chyba podobnie z Brytanią.
 
Za czym tęsknisz?
 
 Poza bliskimi mi osobami to za niczym. Może jeszcze nieco za wyższą temperaturą latem😉
 
A co Ci się podoba na Zielonej?
 Pomimo że nieco monotonna, to jednak mi się podoba… architektura. I śniadanie. O takich rzeczach jak zarobki czy standard życia chyba nie ma co dodawać?
 
Jak Cię Wyspa zmieniła?
Podobno bardzo wydoroślałem i ogólnie się zmieniłem, ale niestety nikt nie chce mi powiedzieć pod jakim kątem i w jakim stopniu. Uważam, że nieco nabrałem dystansu do wszystkiego, siebie i świata. Plus rzuciłem palenie prawie dwa lata temu. Poza tym nie zmieniłem się nic. No dobra, może nieco bardziej wyłysiałem. 
 
Jacy są według Ciebie Irlandczycy?
Ponieważ jestem osobą raczej małomówną, to nie łatwo przychodzi mi nawiązywanie nowych kontaktów czy znajomości. No, chyba że ktoś zacznie temat „oklejanie aut”. Irlandczycy na pewno są narodem pewnym siebie i swoich wartości. Co do asymilacji, to na pewno nie unikam, ale też nie szukam. 
 
Już kilka razy wspomnieliśmy czym się zajmujesz i chyba wiele osób to zaintrygowało, opowiedz, proszę więcej. 
 
W Irlandii od samego początku kręcę się cały czas w reklamie, głównie w oklejaniu aut, w czym na dzień dzisiejszy się specjalizuję. Zaczęło się od Carstyle i Vision Signs. Jak później się okazało, Vision było tylko krótkim epizodem. Za to z Konem z Carstyle dość szybko załapaliśmy wspólny język i się zaprzyjaźniliśmy. Na tyle, że po kilku miesiącach, kiedy wyjeżdżał na wakacje, zostawiał firmę pod moją opieką. Jeśli nie mógł wziąć jakiegoś zlecenia, wysyłał mnie. Dzięki czemu zyskałem kontakty z kilkoma innymi firmami, między innymi Sign+Digital. Przypuszczam, że jedna z większych o ile nie największa hurtownia materiałów w przemyśle poligraficznym w Irlandii. Po pewnym czasie okazywało się, że ludzie polecają mnie jeden drugiemu i pracy było coraz więcej. Na tyle dużo, że w końcu postanowiłem działać legalnie i zarejestrowałem się jako osoba samozatrudniona, tym bardziej że zleceniodawcy coraz częściej prosili o wystawienie faktury. Widziałem też w tym sposób na znalezienie stałej pracy. Co w końcu się opłaciło. Póki co 2 razy brałem udział w Mistrzostwach Irlandii w oklejaniu pojazdów „All Ireland Vehicle Wrapping Championships”. W 2014 dostałem się do półfinału, w 2015 byłem tuż pod podium, 4 miejsce.

20150428_201044_Church St DSC02650

 
Podzielisz się jakąś anegdotą ze swojej pracy?
 
Jakiś czas temu miałem fuchę w Killkenny. Całkiem zabawne nieporozumienie z tego wyszło. Klient zadzwonił do Kona z prośbą o oklejenie samochodu. Kon nie miał jednak czasu i polecił mnie, dodając, że jestem z Cavan.
– O Callan, to fajnie, bardzo blisko.
Następnie ten klient skontaktował się ze mną, mówiąc, że z polecenia Kona i że cieszy się, że mieszkam lokalnie. Nie wiedząc wtedy jeszcze gdzie dokładnie leży jego miejscowość, zgodziłem się bez problemu. Przecież skoro Irlandczyk mówi, że mieszkam blisko, to pewnie ma rację. Wieczorem, gdy już byłem w domu, chciałem sprawdzić na mapie jak dojechać do tego klienta. Szczęka mi opadła, gdy zobaczyłem, że to 200 km ode mnie co z kolei przekładałoby się na ponad 2 godziny jazdy. Miałem nadzieję, że może się przesłyszałem i chodzi o inną miejscowość. Niestety kolejnego dnia wysłał mi adres. Chcąc nie chcąc musiałem jechać, bo klient miał nóż na gardle i w sumie nie miał mu kto pomóc na ostatnią chwilę. Po przyjeździe na miejsce poczułem się prawie jak celebryta. Klient zdradził mi, że widział mnie na pierwszych i drugich mistrzostwach i jak już się zorientował który „Mitek” do niego przyjedzie, to się bardzo ucieszył. Komplementów i słów uznania nie było końca przez cały czas mojego pobytu.
 
Miłe wspomnienia masz teraz oraz świadomość, że jesteś rozpoznawany i szanowany w swojej branży.  

To prawda, przypomniało mi się kolejne zdarzenie. Przed moimi pierwszymi mistrzostwami w lutym pojechałem do Monaghan na kilka próbnych dni. Do jednej z największych i najbardziej rozpoznawalnych firm, która zajmuje się klejeniem – Universal Graphics. Po trzech dniach próbnych właściciel potraktował mnie niezbyt miło i stwierdził, że według niego nie nadaję się do tej pracy. Los lubi płatać figle i dwa miesiące później okazało się, że w pierwszej rundzie spotkam się właśnie z Universal Graphics i będę się mierzył z ich najlepszym pracownikiem. Obowiązywała zasada KO i tylko jedna osoba z grupy przechodziła dalej. Jakież było moje zaskoczenie i radość, kiedy się okazało, że pokonałem „Goliata”. Później między rundami, właściciel Universal Graphics wziął mnie na stronę, obiecał zapłatę za okres próbny (przed mistrzostwami ciężko było doprosić się o pieniądze) i z należnym szacunkiem pogratulował i zapytał, czy jak będzie miał jakieś zlecenia, to czy będzie mógł na mnie liczyć.

Dziękuję, że znalazłeś czas, aby podzielić się swoją pasją. Powiedz mi jeszcze tylko proszę, jak Cię przedstawić w tytule wpisu. Z poprzednimi bohaterami cyklu nie miałam problemu, poetka, malarka itp. ale jak nazwać Twój zawód?

Szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia. W angielskim osoby oklejające auta określa się jako Wrapper’ów😉 Może coś zaproponujesz?

1544502_650141105040812_4126251013277836197_n CAM00089 CAM00131 CAM00136 CAM00230 CAM00245 CAM00316 DSC02624 DSC05263 DSC05675

 

32 uwagi do wpisu “Polacy w Irlandii #5 – wrapper Mietek

  1. No proszę, niby taki małomówny, a tu proszę, normalnie rzeka słów…😉
    Dziękuję autorce, za ten wywiad z moim braciszkiem🙂
    Pozdrawiam serdecznie
    Siostra Mietka, Romskiego itp…

  2. No też nie maiłeś gdzie zamieszkać tylko w Cavan. Koniec świata i wszędzie daleko, do morza, do gór i ciągle leje. Mieszkałem już w kilku innych regionach wyspy i tyle deszczu co tutaj jeszcze nie widziałem.

    • jesteś książkowym przykładem, że mieszkać gdzieś ale nie mieć pojęcia o okolicy zdarza się najbardziej tym krowom które tylko dużo ryczą. Cavan ma tak wiele do zaoferowania, że trzeba być leniwym albo niezaradnym żeby tego nie wiedzieć. Mnóstwo lasów ze wspaniałym ścieżkami do wędrówek, Burren Park, niezliczona ilość jeziora – nie na darmo jest zwane krainą jezior bo ma 365 jezior czyli jedno na każdy dzień roku, a jeśli komuś mało to do morza czy gór wcale nie jest daleko.

      • Bardzo mnie zainteresowałaś tymi krowami. Gdy czytam co napisałaś czuję jakbym przeglądał jakąś broszurę w biurze podróży. O braku atrakcyjności Cavan napisałem z mojego punktu widzenia. Jeziora. Faktycznie według lokalnej legendy jest ich 365. Tylko co z tego jak większość jest na prywatnych ogrodzonych terenach. Nie jestem wędkarzem i nie mam łódki więc jak dla mnie jeziora odpadają. Dalej lasy, znam je wszystkie i jedynie w Kingscourt jest interesująco. Zwłaszcza jeśli idzie się dolnym szlakiem wzdłóż strumienia/rzeczki. Ale słowo „wspaniałe” się tutaj nie nadaje. Killykeen forest bardzo popularny i bardzo przyjemny często zatłoczony. Jest jeszcze kilka ale większość to sztucznie sadzone drzewa i jak dla mnie jest to mało naturalne gdy drzewa stoją w równych szeregach. Góry, hmmm, co prawda je widać ale znaczna większoćś to Fermanagh a nie Cavan. Albo Leitrim albo Sligo. Jedyne ważne miejsca historycznie to Loughcrew i Burren. Pierwsze staje się nudne po trzecim razie ale Burren, przynajmniej dla mnie ma to coś i bywam tam często. Podsumowując, znam Cavan bardzo dobrze, wszystkie parki, punkty widokowe, torfowiska, wziniesienia, wzgórza, lasy i laski, wiem co to crannog, znam lokalizację okolicznych grobów megalitycznych. Wiem co to jest rath i mote. I zowu mi te krowy tuta nie pasują. Mam więc propozycję. Zapraszam do siebie, tylko bez krów😉 Postaram się pokazać wszystko co najlepsze w okolicy.

        • Nie można było tak od razu? „Przychodzę, czytam o ciekawym człowieku. Muszę się wypowiedzieć, ale lepiej się czegoś czepić. Już wiem, zjadę go że bez czapki chodzi!”

          mówisz, że ciężko z krowami mimo, że Irlandia wołowiną stoi? No tak, może łatwiej dostrzec osły, osiołki chociaż?

  3. Mistrzostwa w oklejaniu aut? Wow, pod wrażeniem jestem, powaznie😉
    W ogóle kurcze to trzeba mnieć pomysł,żeby takie eventy branżowe tworzyć.
    „Lubię to”
    😉

    P.S. No i gratulacje dla bohatera wywiadu!

  4. Fajnie to wyszło😀

    Dodam tylko, że klejenie aut to nie tylko reklama, ale tez zmiana koloru, która jest świetną alternatywą do lakierowania samochodów.
    Jest tez tzw PPF Niemal że dosłowne laminowanie, auta. Polega na oklejeniu bezbarwna folią. Klei się zazwyczaj głównie przód. Chroni to przed odpryskiwaniem lakieru.

    P.S.
    24 Maja kolejne mistrzostwa Irlandii, więc trzymanie kciuków mile widziane😉

    Zwycięzca będzie reprezentował Irlandię na międzynarodowych zawodach na targach FESPA w 2017 roku😀

  5. wow, przemiły facet! Życzę wielu sukcesów i te obklejone samochody wyglądają naprawdę dobrze. Świetna robota! Masz fach w rękach…
    Pozdrowienia z Galway!

Zapraszam do rozmowy

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s